Historia

Nadzieja mieszkała w Sulejówku

Józef Piłsudski na moście Poniatowskiego, 12 maja 1926 r.
Muzeum Wojska Polskiego
Nic tak nie bulwersowało przed wojną społeczeństwa polskiego jak ocena wypadków majowych w 1926 roku. Czy Piłsudski postąpił słusznie, dokonując zamachu stanu, czy też karygodnie? Opinie na ten temat nadal są podzielone...
Józef Piłsudski istotnie mógł się obawiać, że gabinet powołany 10 maja, z Wincentym Witosem na czele, nie sprosta kryzysowi wewnętrznemu, a zwłaszcza niezwykle groźnym wyzwaniom geopolitycznym po Locarno, kiedy Rosja bolszewicka zacieśniła stosunki z Niemcami, a mocarstwa zachodnie de facto cofnęły gwarancję dla bezpieczeństwa naszych granic. Mógł się więc obawiać o dzieło swego życia: polską niepodległość. Janusz Cisek stara się w tym zeszycie uzasadnić ową tezę.
Czy Piłsudski jeszcze raz zbawił Polskę? W rzeczy samej: po przewrocie państwo było sprawniej rządzone, poprawiła się jego sytuacja finansowa, polepszył byt zwykłych ludzi, przygasły animozje społeczne i narodowościowe, a na arenie międzynarodowej znowu zaczęto się z Polską liczyć. Obywatele w większości przewrót poparli. No i niemal całe kochające Komendanta wojsko stało się znów jednolitą siłą. Czasem wysuwa się jednak argument, że sam Marszałek nie chciał władzy, bo zrzekł się funkcji prezydenta. Nie bądźmy dziećmi. Od połowy maja 1926 roku aż do śmierci dokładnie dziewięć lat później Piłsudski rządził krajem, i to wcale nie tylko wtedy, gdy zajmował stanowisko szefa rządu. To on wydawał dyspozycje prezydentowi, premierom i ministrom, przez siebie zresztą wskazanym. Nasuwają się też pytania o osobistą urazę jako przyczynę marszu na Warszawę. Fakt, małostkowe ambicje kilku generałów prowadziły do odzierania Marszałka z należnych mu zasług, a Witos prowokował go lekceważącymi uwagami – ale czy to wystarczający powód do zamachu stanu? Albo: czy Piłsudski rozumiał właściwie istotę demokracji? On, który zżymał się na pomysł zastąpienia wojskowego cywilem na stanowisku ministra obrony...
Czy wreszcie cokolwiek może do końca usprawiedliwić zakłócenie porządku demokratycznego? Dziś, nawet zniesmaczeni życiem publicznym, które przez telewizor wlewa się niekiedy jak szambo do naszych domów, twardo mówimy: nic nie usprawiedliwia! A gdyby znów został zagrożony byt naszego państwa? Czy nie spoglądalibyśmy z nadzieją na most Poniatowskiego i dalej, w stronę Sulejówka? Tylko, że tam już On nie mieszka...
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL