Muzyka

Polacy też swój jazz mają

Jan Ptaszyn Wróblewski i Andrzej Dąbrowski z Polish Jazz Quartet podczas Bielskiej Zadymki Jazzowej, luty 2008 r.
Fotorzepa, Marek Dusza m.d. Marek Dusza
Nasi jazzmani grają na słowiańską nutę, ale swingują po amerykańsku. A zaczęło się od Melomanów
Piąty tom „Magicznego świata jazzu” prezentuje najciekawsze nagrania polskich zespołów jazzowych, m.in. Jana Ptaszyna Wróblewskiego, Andrzeja Trzaskowskiego, Andrzeja Kurylewicza i Włodzimierza Nahornego.
Pozycja naszych zespołów w Europie, a w przypadku kwartetu Tomasza Stańki także w świecie, jest bardzo wysoka. Co prawda, jazz w Polsce grano już w okresie międzywojennym, ale o naszym oryginalnym wkładzie w tę muzykę można mówić dopiero od lat 60. Gdyby jednak w latach 50. nie było zespołu Melomani Jerzego „Dudusia” Matuszkiewicza i ogromnego zainteresowania jazzem na dwóch festiwalach w Sopocie, w 1956 i 1957 roku, rozwój polskiego jazzu nie nabrałby zapewne takiego przyspieszenia. Z Melomanami współpracowało wielu muzyków, którzy odeszli od tradycyjnego pojmowania jazzu, od kopiowania amerykańskich wzorów i poszli własną drogą. Byli to przede wszystkim Krzysztof Komeda, Andrzej Trzaskowski i Andrzej Kurylewicz. Ich kompozycje nawiązywały do tzw. trzeciego nurtu w jazzie, zainspirowanego klasyką. Styl nie był zbyt popularny wśród amerykańskich jazzma- nów, ale w Europie znalazł znaczących reprezentantów. Wystarczy posłuchać złożonej w formie „Wariacji” Andrzeja Trzaskowskiego z ujmującym, balladowym motywem. Pochodzi z albumu „Sean”, jednego z najlepszych wydawnictw lat 60. W tym samym „trzecionurtowym” duchu utrzymana jest inna słynna płyta z tego okresu „10+8” kwintetu Andrzeja Kurylewicza. Z niej pochodzą dwa intrygujące nagrania. Oba albumy łączy postać Włodzimierza Nahornego – znakomitego pianisty, saksofonisty i kompozytora.
Ważną cechą polskiego jazzu są inspiracje muzyką ludową, a często nawet opracowywanie oryginalnych kompozycji. Słychać to wyraźnie w nagraniach: Nahornego „Na wysokiej cyrli” i Jana Ptaszyna Wróblewskiego „Pastuszek stomp” ze znakomitej płyty „Flying Lady”. Inne podejście do klasyki prezentował genialny, ociemniały pianista Mieczysław Kosz. Jego „Tańce połowieckie” to majstersztyk opracowania oryginalnej kompozycji Aleksandra Borodina w stylu Billa Evansa i Oscara Petersona. Kosz był naszym Evansem, romantykiem o wyjątkowej wrażliwości; także prekursorem interpretacji muzyki Fryderyka Chopina w polskim jazzie. Jego parafraza preludium c-moll zachowała melancholię oryginału, wzbogacając ją o energię swingującego rytmu. Polscy jazzmani starali się nadążać za modą w światowym jazzie. Dlatego Krzysztof Sadowski przesiadł się od fortepianu do organów Hammonda, zaczął nagrywać opracowania popularnych przebojów i grać w rozkołysanym rytmie bossa novy. Tu usłyszymy go również w interpretacji kołysanki z filmu „Dziecko Rosemary” Polańskiego, która przyniosła Komedzie światową popularność i jest najczęściej grywanym jego utworem. Sadowski wykonał ją ze swoim zespołem i orkiestrą Polskiego Radia pod kierunkiem Jana Ptaszyna Wróblewskiego. Swoją drogą to wyszukana aranżacja. Na dwóch płytach kolekcji „Polskie zespoły jazzowe – nasze najlepsze” znajdziemy 20 nagrań, do których z pewnością chętnie będziemy wracać w celach edukacyjnych, ale przede wszystkim dla przyjemności. Bo polscy muzycy czują jazz. [i]Magiczny świat jazzu. Polskie zespoły jazzowe – nasze najlepsze; Tom V kolekcji „Rz” Warszawa 2009[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL