Polityka

Alpy albo Wietnam, czyli wypoczynek przegranych

Marek Jurek
Fotorzepa, Seweryn Sołtys Seweryn Sołtys
Podczas egzotycznych wyjazdów leczą stres po klęsce
Politycy, którzy po czerwcowym głosowaniu nie zdobyli mandatu deputowanego Parlamentu Europejskiego, nie zasypiają gruszek w popiele. Już myślą o kolejnych wyborach. Na razie jednak leczą rany po wyborczej klęsce. Większość z nich – jak ustaliła „Rz” – będzie to robić w egzotycznych zakątkach świata.
[srodtytul]Śladami Primo de Rivery[/srodtytul] – W kampanii zjechałam kilkaset metrów pod ziemię w kopalni Piast, teraz będę się wspinać 3 tysiące metrów w górę – mówi „Rz” była już eurodeputowana Genowefa Grabowska (Centrolewica). Niebawem wyrusza w Alpy: Francja, Włochy…
Jej komitet wyborczy otrzymał 2,44 proc. poparcia i nie przekroczył wyborczego progu. W zeszłym tygodniu była jeszcze w Brukseli. – Przenoszę swoje biuro do Polski – powiedziała „Rz”. Już odpoczywa Artur Zawisza, wiceprezes Libertas Polska. Ta partia miała być dla niego szansą na powrót do wielkiej polityki. Dzięki wsparciu telewizji publicznej w kampanii o nim i Libertasie mówiono w mediach niemal codziennie. Nic to nie dało. Zawisza w Warszawie zdobył zaledwie 0,5 proc. głosów (Libertas – 1,14 proc.). O polityce rozmawiać nie chce. „Teraz jestem na Majorce. W kościele w Alqueria Blanca oglądam pamiątki po Jose Antonio Primo de Riverze. Co będzie dalej, okaże się w stosownym czasie” – napisał w esemesie. Piotr Gadzinowski, były kandydat SLD w Warszawie (0,78 proc. głosów), wybrał kierunek wschodni. Nic dziwnego. Gdy w kadencji parlamentarnej 2005 – 2007 piastował mandat posła, zasłynął wypowiedzią, że tworzone właśnie CBA powinno się wzorować na służbach specjalnych z Hongkongu. Odreagowywać klęskę będzie w Chinach i Wietnamie. A wcześniej na Ukrainie. – Nie lubię leżeć na d... na plaży, więc będę aktywny. Chcę na Ukrainie rozpoznać, jak wygląda sprawa Partnerstwa Wschodniego – mówi. [srodtytul]Przy piwie i książkach[/srodtytul] Z kolei lider Prawicy Rzeczypospolitej Marek Jurek (4,10 proc. poparcia) po trudach kampanii odpoczywa w bardziej konserwatywny sposób. – Odrabiam zaległości w lekturach. Za mniej więcej tydzień wyskoczę z rodziną do Zakopanego – mówi „Rz”. A kilka chwil później dosyła esemesa: „I oczywiście mecze Polonii Warszawa, bo zaczyna się Liga Europejska”. – Jak mam odpocząć, jak ciągle są posiedzenia Sejmu? – żali się poseł Dariusz Lipiński (PO). W Poznaniu, mieście uchodzącym za bastion Platformy, prowadząc intensywną kampanię, zdobył 3,47 proc. głosów. Odpoczywać zamierza też intensywnie. – Jadę na rowery na Bornholm. Do odstresowania najlepszy jest wysiłek fizyczny – mówi „Rz” – a później do Czech w góry. W czeskie góry latem? – No dobrze – przyznaje się. – Na czeskie piwo. Nigdzie nie smakuje tak dobrze jak tam – wyznaje. [srodtytul]Spokój za wszelką cenę[/srodtytul] Ale nie wszyscy posłowie, których start do PE zakończył się porażką, czekali z odpoczynkiem, aż Sejm rozpocznie wakacje. Tomasz Górski z PiS (4,09 proc. głosów), któremu sondaże do ostatnich niemal chwil dawały szansę na mandat w Poznaniu, wyjechał na Chorwację. – Musiałem psychicznie odetchnąć. Domek, plaża, święty spokój. Wracam za parę dni – mówi. Po trudach przegranej kampanii (0,31 proc.) bardziej egzotycznie chciał odetchnąć Maks Kraczkowski z PiS. – Wybierałem się na Syberię. Niestety, moja narzeczona się rozchorowała i plany zostały zawieszone. Może jeszcze pojadę – liczy. [srodtytul]Ludowcy na ludowo[/srodtytul] Eugeniusz Kłopotek z PSL intensywnej kampanii nie prowadził. – I tak jest mnie za dużo w mediach – mówił „Rz” jeszcze przed głosowaniem. Efekt: 6,47 proc. poparcia w Bydgoszczy. – Teraz nie mam czasu na wyjazd. Sejm ciągle pracuje – żali się. Ale zapewnia, że po zakończeniu obrad parlamentu wybiera się na łono natury odreagować porażkę. Dokąd? – Na działkę w Borach Tucholskich – mówi. Także w Polsce będzie odpoczywał inny były kandydat PSL do Parlamentu Europejskiego poseł Stanisław Żelichowski. – Mieszkam w lesie na Mazurach. Do polityki poszedłem, bo znam prawa dżungli – żartuje w rozmowie z „Rz”. Niedoszli eurodeputowani, zarówno ci zasiadający w krajowym Sejmie, jak i niebędący parlamentarzystami, nie dają sobie zbyt dużo czasu na leniuchowanie. Jak mówią „Rz”, już szykują się do aktywnego udziału w kolejnych wyborach. – W przyszłym roku czekają nas wybory samorządowe i prezydenckie, do których zaczynamy się już przygotowywać – mówi „Rz” Jurek. – Część tych polityków, którzy naprawdę bardzo intensywnie pracowali w kampanii wyborczej, wyjazdem chce podładować baterie przed kolejną – komentuje Eryk Mistewicz, specjalista ds. wizerunku. – Jednocześnie ci, dla których kampania do PE była tylko akcją wizerunkową, próbowali świecić światłem odbitym Parlamentu Europejskiego, teraz szukają pomysłu na zaistnienie. Stąd ekscentryczne wydarzenia lata, by podgrzać wokół siebie atmosferę. [i]masz pytanie, wyślij e-mail do autora [mail=w.wybranowski@rp.pl]w.wybranowski@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL