Tenis

Jeszcze daleko do końca

Roger Federer
AFP
Wcale nie kontrolowałem tego meczu, czasami frustrowała mnie własna bezradność w gemach serwisowych Andy’ego - mówi po fantastycznym finale Wimbledonu jego zwycięzca, Roger Federer.
[b]Jak porównałby pan ten finał z innymi?[/b]
[b]Roger Federer:[/b] Był trudny, bo Roddick zagrał świetnie. Wiem, jak radzić sobie w piątych setach, jak grać w finale Wimbledonu, ale czułem się inaczej niż poprzednio. Przed rokiem walczyliśmy z Rafaelem Nadalem z głębi kortu, teraz była to rywalizacja serwisów i returnów. Klasyczna gra na trawie. Wcale nie kontrolowałem tego meczu, czasami frustrowała mnie własna bezradność w gemach serwisowych Andy’ego. Może dlatego satysfakcja jest większa. [b]Jaki wpływ na sukces miał wygrany tie-break drugiego seta?[/b]
Był kluczem do dalszych zdarzeń. Zdecydowanie zwiększył moje szanse. Czasem się wygrywa przy stanie 0-2 w setach, ale ten wynik postawiłby mnie w bardzo trudnej sytuacji. [b]Wie pan, jakie są myśli rywala po takiej porażce?[/b] Tenis jest czasami okrutny. Wszyscy to wiemy. Ja też znam to uczucie. Ale myślę, że Andy był wielki, nie może po tym meczu spuścić głowy. Będzie jeszcze mocniejszy. [b]A jak smakuje piętnaste zwycięstwo wielkoszlemowe?[/b] Lubię to uczucie, jestem szczęśliwy. Złożyło się na to wiele pracy, lata doświadczeń, ale dziś sądzę, że jest to także coś niezwykłego, wręcz szalonego, że mogłem tak wiele osiągnąć w tak krótkim czasie. [b] Pierwszy tytuł zdobył pan w Wimbledonie, piętnasty też. Odczuwa pan w Londynie jakiś rodzaj sportowego przeznaczenia?[/b] Ten turniej na pewno znaczy dla mnie najwięcej. Moich pierwszych sportowych idoli zobaczyłem właśnie tutaj. Czuję także, że historia mojej kariery zatoczyła pełne wimbledońskie koło. Widziałem na trybunach tak wiele sław, które przyjechały zobaczyć mój rekord. Szczególnie miło mi się zrobiło, gdy dostrzegłem Pete’a Samprasa. Ten rekord przecież dla niego także wiele znaczył. Cieszę się, że oni wszyscy tak mnie docenili. Moja kariera jednak się tu nie kończy, daleko jeszcze do tego. [b]Zdobył pan tytuły w Paryżu i Londynie oraz odzyskał nr 1 w rankingu bez gry przeciwko Nadalowi. To nie zmniejsza pańskiego sukcesu?[/b] Nie sądzę. Tenis taki właśnie jest. Wszyscy spodziewali się Murraya w finale, a nie było go. Ale to nie jest wina tego, który ostatecznie wygrał. Oczywiście to smutne, że Rafa miał kontuzję i nie grał w Wimbledonie, lecz jeszcze ją dostanie tu i gdzie indziej. W tenisie sprawy biegną szybko.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL