Sądownictwo

Gangi stawiają na narkotyki

Skuteczność policji w ujawnianiu przestępstw narkotykowych poprawiła się w ostatnim roku o ok. 30 proc. – mówi gen. Adam Rapacki
Fotorzepa, Jakub Dobrzyński
Rośnie liczba przestępstw narkotykowych. To teraz główne źródło dochodu zorganizowanych grup
Już nie napady na tiry czy wymuszenia stają się głównym źródłem dochodów gangów. Wchodzą przede wszystkim w narkobiznes, z którego zyski biją na głowę te z innych przestępstw.
– Narkotyki zawsze były jednym z najbardziej atrakcyjnych interesów zorganizowanych grup przestępczych ze względu na olbrzymie dochody, jakie im przynoszą. Teraz grupy jeszcze mocniej angażują się w ich produkcję i dystrybucję – przyznaje „Rz” gen. Adam Rapacki, wiceminister spraw wewnętrznych i administracji. Ze statystyk Komendy Głównej Policji wynika, że spada liczba wszczętych spraw karnych dotyczących przestępstw. Wyjątkiem są sprawy narkotykowe: liczba tych postępowań od stycznia do marca wzrosła o 7,8 proc.
W ciągu pięciu miesięcy 2009 r. wszczęto 32 tys. spraw o przestępstwa narkotykowe wobec 10 tys. podejrzanych. To niemal o połowę więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, gdy było 23 tys. takich spraw. Tylko policjanci z CBŚ przechwycili w ciągu trzech miesięcy 277 kilogramów narkotyków. Nie ma dnia, by nie wykryli dużego ich przemytu, nie mówiąc o drobnych dilerach. – Więcej spraw to głównie efekt większej aktywności policji w ściganiu przestępczości narkotykowej – mówi „Rz” insp. Paweł Wojtunik, szef Centralnego Biura Śledczego. – Dla grup przestępczych narkobiznes jest jednym z najbardziej opłacalnych biznesów. Ale jest druga strona medalu: więcej spraw narkotykowych świadczy o tym, że rośnie liczba grup przestępczych, które czerpią zyski z ich dystrybucji. Na koniec 2008 r. CBŚ w związku z handlem narkotykami interesowało się działalnością 147 grup przestępczych (z 385 istniejących). Rok wcześniej – 121, a w 2006 r. – 85. (To liczby podane przez CBŚ). Jak intratny jest proceder? – Kilogram czystej kokainy w hurcie kosztuje ok. 120 tys. zł. Klient dostaje narkotyk mocno „zmieszany” i płaci ok. 120 zł za gram. Dochody gangów sięgają setek tysięcy – mówią śledczy. Niedawno do warszawskiego sądu trafił akt oskarżenia przeciwko grupie ożarowskiej. – Z zebranych przez nas dowodów wynika, że wprowadziła do obrotu w ciągu kilku lat 360 kg różnego rodzaju narkotyków i 35 tys. tabletek ecstasy – wylicza Szymon Liszewski, naczelnik wydziału w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie. A hermetyczny, kiedyś podporządkowany „Pershingowi”, gang ożarowski zmonopolizował handel narkotykami tylko w trzech dzielnicach Warszawy. Rozbito go jedynie dzięki świadkowi koronnemu. – Duży diler, który poszedł na współpracę, zeznał, że za samą „licencję” na handel zapłacił grupie w ciągu kilku lat 160 tys. dolarów – mówi śledczy. Grupą rządził Piotr S., ps. Sajurek. Decydował, komu i za ile sprzedać towar, tylko on znał dostawców. Jego przykład pokazuje, że przestępcy nie wycofują się z narkobiznesu. S. wpadł w połowie lat 90., gdy policja przeprowadziła pierwszy w historii zakup kontrolowany. Wyszedł na wolność i odbudował gang. 26-letni Piotr, oskarżony o działanie w gangu handlującym narkotykami, przyznaje, że to „łatwy pieniądz, który może kusić”. – Ja w to wszedłem z powodu trudnej sytuacji finansowej w domu. Nigdy nie brałem, co było w tym biznesie wyjątkiem – opowiada. W najlepszych miesiącach zarabiał na handlu marihuaną 10 tys. zł. Polska wciąż jest jednym z największych producentów amfetaminy w Europie, eksportowanej głównie do Skandynawii (ośmiokrotne przebicie). – Rocznie likwidujemy 15 laboratoriów – mówi dyrektor Wojtunik. – Polska znajduje się na szlaku przemytu kokainy czy heroiny, coraz częściej przechwytujemy ogromne transporty marihuany. – Kiedyś marihuana była przemycana do Polski głównie z Holandii. Dziś u nas w wielkich szklarniach powstają profesjonalne plantacje – zauważa gen. Rapacki. W pewnych środowiskach rośnie zużycie kokainy. Jak z tym walczy policja? – Skuteczność w ujawnianiu przestępstw narkotykowych poprawiła się tylko w ostatnim roku o około 30 proc. – twierdzi gen. Rapacki. – Policja przykłada do nich większą wagę. Nie tylko CBŚ, ale i policjanci z komend miejskich czy powiatowych systematycznie rozpracowują dużych dilerów. [ramka][srodtytul]Coraz większe pieniądze, coraz łatwiejszy dostęp[/srodtytul] [b]Rz: Skąd płyną do Polski narkotyki? I czy Polska rzeczywiście jest największym i najlepszym producentem amfetaminy?[/b] [b]Policjant:[/b] Zależy jakie. Najlepszą amfetaminę, najczystszą, najlepszej jakości robią Belgia i Holandia, potem dopiero Polska. Nasza jest w dużej mierze zanieczyszczona. My sprowadzamy ze Wschodu do jej produkcji prekursory, czyli, mówiąc językiem potocznym, kwas, półprodukt, surowy materiał. Największym producentem towaru, który ląduje w Polsce, są kraje „złotego półksiężyca”, łuk od Azji Południowo-Wschodniej, części Pakistanu, Iranu i Afganistanu. Ale amfetamina nie króluje już w Polsce, jeśli chodzi o popularność. Goni ją droższa, choć już nie tak bardzo jak sześć – dziesięć lat temu, kokaina. Dla bogatszych, w dużej mierze z show-biznesu. [b]Z ostatnich statystyk wynika, że największe pieniądze przestępczość zorganizowana zbija na narkotykach. [/b] Gangi nie zajmują się jednym typem przestępczości, np. narkotykami, ale wszystkim, na czym można zrobić pieniądze, np. kradzieżą samochodów, handlem bronią i narkotykami. Ale rzeczywiście, ilości narkotyków na rynku są coraz większe. W grę wchodzą coraz większe pieniądze, pojawia się coraz więcej rynków zbytu, coraz młodsi narkomani, coraz łatwiejszy dostęp itd. [b]Dlaczego tak się dzieje?[/b] Bo narkotyki, broń i hazard to najłatwiejsze źródła dochodu dla przestępców. To się od lat nie zmienia. [b]Zarobki nawet tych na dnie piramidy rozprowadzającej narkotyki, to kosmiczne pieniądze. Diler, który ma pod sobą kilkunastu ludzi, może zarobić miesięcznie bez wychodzenia z domu 10 tys. zł.[/b] Średnio większy hurtownik bierze od producenta kilogram towaru, dzieli na pięć działek po 200 gramów, nalicza sobie ryczałt, towar wychodzi na ulicę. To schodzi średnio w tydzień. Kilogram marihuany w hurcie kosztuje ok. 20 tys. zł, na rynku gram – 30 zł, przebicie już tu jest prawie 100 procent. Ale wiadomo, że ten gram to tak naprawdę jest ok. 0,4 grama prawdziwego towaru, który trafia do finalnego klienta. Reszta, czyli 0,6 grama, to tzw. zanieczyszczenia, wypełniacze. A więc mamy kolejne 100 proc. zysku. [b]Kim są dilerzy?[/b] Różnie. Duża część wywodzi się ze środowiska cinkciarskiego, które się w nowych czasach przebranżowiło z dolarów pod Peweksem na narkotyki. To oni w dużej mierze dziś kręcą tym biznesem. Inni to więzienni przestępcy, którzy raczej są dystrybutorami. A na dole – dzieci, patologia, drobni przestępcy. Silna w tym interesie jest też struktura podległości. [b]Co jest specyfiką tego rodzaju przestępczości? Co ją wyróżnia?[/b] Na przykład to, że jak ktoś nie handluje tydzień, dwa, to wypada z rynku. Zaraz zajmują jego terytorium kolejni. [b]Dwa i trzy lata temu robił pan badania wśród młodzieży dotyczące kupowania narkotyków. Zszokowały pana?[/b] Tak, bo wyszło, że w ostatniej klasie podstawówki raz w tygodniu po narkotyk sięga 19 proc. uczniów, czyli co piąty, a im starsi, tym procent był wyższy. 90 proc. przyznało, że nie ma żadnego problemu, by kupić narkotyk na terenie szkoły. [i]—rozmawiała Izabela Kacprzak[/i][/ramka] [ramka][srodtytul]Każdy boss ma swój rejon. Ceny muszą być podobne[/srodtytul] [b]Rz: Kim był boss, od którego brałeś narkotyki na sprzedaż?[/b] [b]22-letni Tomek z Warszawy, były diler narkotyków, głównie amfetaminy: Trzydziestolatek, duży, napakowany, jeździł bmw. Wszyscy się go bali i szanowali.[/b] [b]Szanowali?[/b] Ze strachu. Kiedyś mi to imponowało. [b]Jak się wciągnąłeś w narkobiznes? [/b] Jak większość. Miałem 14 lat, kolegów, którzy od wódki woleli amfetaminę. Wziąłem, po dwóch latach sam zacząłem rozprowadzać. Lubiłem amfę, bo dawała kopa, a jednocześnie mogłem się kontrolować. Były też tabletki, marihuana. Boss brał z wytwórni bezpośrednio. Zarabiał straszne pieniądze. Ja od niego i sprzedawałem własnym zaufanym gościom. Boss dawał towar na kredo [kreskę – red.] albo brało się od niego za kasę. Ze sprzedaży moja dola to było 50 – 70 proc. [wyimek]70 proc. - nawet tyle ze sprzedaży narkotyku zyskuje diler [/wyimek] [b]Ile zarabiałeś w tydzień?[/b] Od 100 do 500 zł, ale sam zużywałem bardzo dużo, jakieś cztery gramy. Gram na rynku chodził po 30 – 40 zł, potem po 60, ja mogłem kupić dla siebie za 10. [b]Łatwy pieniądz.[/b] Wszystko, co związane z przestępstwem, daje łatwy pieniądz, a największą kasę trzepie się na narkotykach i hazardzie. [b]Kto ustala ceny na rynku?[/b] Ceny muszą być w miarę podobne i stałe. Każdy boss ma swój rejon i nie wchodzi innemu w paradę. Podobnie jest z cenami. Nie można ich zaniżać ani podwyższać. Ja nie mogłem sam dyktować cen. Cena jest jedna, konkurencja ma to samo. Szanujemy się. [b]Siedziałeś w narkobiznesie, ale wpadłeś nie za narkotyki.[/b] Za kradzież, ale jakby mnie złapali za handel narkotykami, to i tak bym nie siedział, bo jestem, a raczej byłem uzależniony. [b]Co się takiego stało, że rzuciłeś narkotyki, a potem handel?[/b] Poszedłem siedzieć do Białegostoku, potem na izolatkę, pół roku. Zacząłem się zastanawiać nad sensem tego wszystkiego. To był mój wewnętrzny przełom. Dwa lata siedziałem, wyszedłem i wziąłem się ostro za siebie. Od 3,5 roku nie biorę i nie handluję. [b]Boss chciał, żebyś wrócił?[/b] Tak. Dwa miesiące temu dzwonili, że zamówili dobry towar, żebym go odebrał. Powiedziałem, że nie, że wyjechałem do Warszawy, pracuję i to już nie ze mną, bo z tym skończyłem. Przyjęli to normalnie. [b]Ale mówisz, że jesteś wyjątkiem.[/b] No tak, bo jeden z kumpli zerwał z tym wszystkim dopiero, gdy zabił kolegę, jadąc autem, sam stracił rękę. Był po narkotykach. [b]Żałujesz tego, co było? Czujesz się odpowiedzialny za tych, którym sprzedawałeś narkotyki?[/b] Niczego nie żałuję. To była szkoła życia. To mnie zahartowało, wyciągnąłem z tego dobre wnioski. A że kogoś skrzywdziłem? Mam nadzieję, że to zrozumieją. [i]—rozmawiała Izabela Kacprzak[/i][/ramka] [ramka][srodtytul]Za dużo straciłem przez własną głupotę [/srodtytul] [b]Rz: Dlaczego sięgnąłeś po narkotyk?[/b] [b]42-letni Krzysztof, menedżer, przez blisko dwa lata zażywał kokainę: [/b]Gdy patrzę z perspektywy czasu, myślę, że złożyły się na to: stres w pracy, atmosfera wyścigu szczurów i praca 24 godziny na dobę. Dzień był za krótki, ciągle coś trzeba było jeszcze zrobić, pójść na kolejne służbowe spotkanie. Nie miałem siły. [b]„Życzliwa” ręka podsunęła panaceum na wszystkie kłopoty? [/b] Kolega wspominał, że jest taki „lekki dopalacz”, który postawi mnie na nogi. Widząc moje zainteresowanie, przyniósł mi towar: biały proszek jak mąka. Powiedział, że trzeba tylko wciągnąć przez nos i od razu lepiej się poczuję. [b]Wiedziałeś, że to kokaina, mocno uzależniający narkotyk?[/b] Nie byłem tak naiwny, by nie zdawać sobie sprawy, co biorę. Ale wtedy nie myślałem o żadnym uzależnieniu. Tylko, że spróbuję. [b]Jak było? [/b] [wyimek]ok. 120 zł kosztuje teraz w Warszawie gram kokainy[/wyimek] Na początku było świetnie. Dobry nastrój, chwilami wręcz euforia, doskonała kondycja. Nie czułem zmęczenia, miałem świeży umysł, tryskałem pomysłami i nawet gdy wypiłem kilka drinków na służbowym spotkaniu, nie szumiało mi w głowie. [b]Od kogo kupowałeś narkotyk?[/b] Od dilera, do którego namiar dał mi kolega. Przywoził na telefon, wystarczyło zadzwonić. To trwało prawie dwa lata. Pod koniec kupowałem nawet kilka porcji w ciągu dnia. Myślę, że za tę samą cenę wciskali mi coraz gorszy towar. Płaciłem ponad 100 zł za działkę. [b]Kiedy oprzytomniałeś?[/b] Najpierw kopniaka dała mi moja życiowa partnerka. Powiedziałem jej, że nasze wspólne konto wyczyściłem, a pieniądze wydałem na kokainę. W dodatku narkotyk jakoś coraz słabiej działał, nie miałem za co kupować kolejnych działek, a jak nie kupowałem, to zaczynałem się czuć koszmarnie. [b]To znaczy jak?[/b] Byłem rozbity, miałem fatalne samopoczucie, depresję, trzęsły mi się ręce, sama perspektywa, że nie mam kasy i mogę być pozbawiony kokainy, wprawiała mnie w przerażenie. W pracy zauważyli, że coś ze mną nie tak, musiałem odejść. Ale otrzeźwiałem po wpadce dilera. Policja od nitki do kłębka namierzyła osoby kupujące kokainę, także mnie. [b]Postawiła ci zarzuty posiadania narkotyków?[/b] Przyznałem się, że brałem kokainę, chcę się dobrowolnie poddać karze. Za dużo przez własną głupotę straciłem. Miałem dobrą pracę, rodzinę, teraz wszystko muszę zaczynać od nowa. [b]Od kilku miesięcy chodzisz na terapię?[/b] Układam sobie życie na nowo. Mieszkam u nowej partnerki, szukam jakiegoś zajęcia i próbuję się z tego wygrzebać. Już jest nieźle. Przeszedłem przez piekło i mogę tylko ostrzec innych: nie było warto. [i]—rozmawiała Grażyna Zawadka[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL