Historia

Syn doktora z Niecałej

Od prawej: Bolesław Wieniawa Długoszowski, Zula Pogorzelska i Antoni Słonimski na balu w 1930 roku
NAC
W październiku 1922 roku do Belwederu zaproszona została szopka teatrzyku Pikador. Józef Piłsudski wezwał członków rządu, którzy przyjechali przekonani, że chodzi o posiedzenie Rady Ministrów. Jak pisał Jan Lechoń, „potem dopiero zaśmiewali się, a najwięcej Piłsudski, z kukiełek im przedstawionych i ostrych o nich piosenek”.
Podczas przedstawienia autorów szopki Wieniawa zarekomendował Antoniego Słonimskiego następująco: „To jest nasz komunista”. Słonimski uważający się podówczas za anarcho-syndykalistę zaczął tłumaczyć naczelnikowi państwa tę zasadniczą, jego zdaniem, różnicę. Wspominał, że na to „Piłsudski machnął ręką i powiedział:
– Panie, co mi pan głowę zawraca, syn doktora? – Ja mówię „tak”.
– Niecała 4? – Ja mówię: „Niecała 6”. – Znowu pan głowę zawraca, najpierw 4, a potem 6. Piłsudski miał rację, bo przeprowadziliśmy się z czwartego pod szósty”. Józef Piłsudski, wytrawny konspirator, doskonale pamiętał adresy, gdzie przebywał w swoim „podziemnym” okresie. A tę anegdotę Antoni Słonimski przywoływał często i chętnie, świadczyć miała bowiem o jego piłsudczykowskich sympatiach. Wiarygodność poety pozostawiała jednak, delikatnie mówiąc, wiele do życzenia. Oto w 1951 r., ledwie wrócił z Londynu na stałe do kraju, tak w wierszu „przywitał wieś polską”: Kraju zboża i wierszy, Witaj, ziemio życzliwa! W dziejach naszych raz pierwszy Wolna i sprawiedliwa. „Raz pierwszy”, zatem „za sanacji” była niewola, rządy krwiopijców i kryptofaszyzm. Niebawem zwróci się do „braci z Rzymu i Salem”, by patrzyli na Wschód, skąd idą dla nich „dni radosne”, rozmarzy się o świecie bez wyzysku, „o który walczył Lenin”, opluje Miłosza, który wybierze wolność, a pozostających na emigracji poetów-przyjaciół wezwie do powrotu. Nie zdzierży tego Marian Hemar, mówiąc o twórcy „Alarmu”: „Cóż za szmata/ Pod pozorami literata”. A dalej napisze tak: Patrzcież na tego Słonimskiego – To on, sympatyk lewicowiec Od Saint Simona i Steckiego, Były Beckowiec i ludowiec, Co „lubił lud, lecz w lemoniadzie” (Jak kiedyś pisał w swej „Paradzie”) I były Mikołajczykowiec, Adiutant Kota i praporszczyk, Były kosynier i liberał, Były Piłsudczyk. I Sikorszczyk, (W pamięci-m sobie to zachował, Jak nam w Londynie imponował, Jak tutaj z dumą w krąg spozierał, Bąkając głosem swym niedbałym: „Dziś jem śniadanie z Jenerałem”... Mówił „jenerał”, nie „generał”, Przez jot, bo brzmiała mu ta jota Z napoleońska i z Or-Ota) – Wczoraj ziemiańsko-cukierniczy, Dzisiaj włościańsko-robotniczy. Przechrzta co tydzień, na wyścigi, Co z wszystkich sobie wziął religii Jedną religię: Oportunizm – Dziś się obrzezał na komunizm. Po latach stalinowskich stał się Słonimski heroldem odnowy, podjął działania opozycyjne („List 34”), jego obywatelską postawę i nonkonformizm wysławiali pod niebiosa Konwicki z Międzyrzeckim czy Marian Brandys pospołu z Adamem Michnikiem (przez pewien czas sekretarzem Słonimskiego). Stary poeta odnosił się zaś do Kanta: „Prawo moralne we mnie, a niebo gwiaździste/ Nade mną. Cóż, gdy prawo przemocą hańbione”. „Byłeś, poeto – pisał Jan Marx – wśród hańbiących to prawo, więc przystoi ci milczenie raczej niż upominanie się o nie”. Wśród skamadrytów byli piłsudczycy wielkiej wierności: Jan Lechoń i Kazimierz Wierzyński. Byli też Tuwim i Słonimski. Cytowany już Marian Hemar w innym swoim wierszu („Rozmowa z rodakiem”), nawiązując do przyjęcia przez Wieniawę oferty gen. Sikorskiego, by ten został ambasadorem na Kubie, pisał: Pan zgrzyta na Wieniawę? Pan stoi „na straży schedy”, Pan piłsudczyk... ciekawe... Pan piłsudczyk? Od kiedy!? Przypadek Słonimskiego pokazuje, że zasadne było też pytanie: Do kiedy? Krzysztof Masłoń krytyk literacki, dziennikarz „Rzeczpospolitej”
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL