Polityka

Posłanka, która już nie kocha prezesa

Media spekulowały o szczególnej więzi Jolanty Szczypińskiej i Jarosława Kaczyńskiego, gdy po przegłosowanym wotum zaufania dla rządu w 2006 r. posłanka wręczyła mu czerwoną różę. Na zdjęciu prezes PiS wita się ze Szczypińską w Sejmie w 2007 r.
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Jolanta Szczypińska postawiła się szefowi PiS. W partii żartują, że ją samą zaskoczyło to bardziej niż Jarosława Kaczyńskiego
– To jedna z barwniejszych, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, postaci polskiego parlamentu – uważa poseł Maks Kraczkowski (PiS), klubowy kolega posłanki Jolanty Szczypińskiej. – Za co ją cenię? Chociażby za silny charakter i dar odwagi – wylicza.
Jeszcze do niedawna posłanka przez większość sejmowych dziennikarzy i komentatorów politycznych uważana była za cień Jarosława Kaczyńskiego. Nie tylko dlatego, że – czego sama nigdy nie ukrywała – darzyła przywódcę PiS olbrzymią sympatią, ale również dlatego, że na posiedzeniach klubu popierała stanowisko prezesa. [srodtytul]Przeciw prezesowi przez eurowybory[/srodtytul]
Wszystko się zmieniło, gdy na początku czerwca podsumowano w PiS kampanię do Parlamentu Europejskiego. Prezes Kaczyński przekonywał, że była udana i bez nieprawidłowości. Szczypińska przypuściła otwarty atak, w rozmowie z “Rz” kampanię wyborczą określiła mianem “jednej z najgorszych i najbardziej egoistycznych”. Media ochoczo podchwyciły ten cytat, a w PiS osłupieli. Oto posłanka, która w lokalnych sondażach wygrywała z faworytką władz partii Hanną Foltyn-Kubicką, ujawniła, że dostała ze sztabu wyborczego zakaz organizowania konferencji prasowych. – Szczypińska i Cymański nie mieli robić kampanii. Mieli jedynie wspierać nazwiskami kandydaturę Foltyn-Kubickiej i wzmocnić listę. Ale woda sodowa uderzyła im do głowy – mówi działacz PiS z Pomorza. Mandat zdobył Tadeusz Cymański. Szczypińska zażądała rozliczenia kierujących lokalnym sztabem. I choć władze partii starają się sprawę wyciszać, posłanka apel podtrzymuje. – Trzeba pomówić o tym, co działo się w trakcie kampanii – mówi “Rz”. – Pozory mylą. W rzeczywistości Jola lubi tupnąć nogą, gdy przekraczane są pewne granice – komentuje zmianę poseł Zbigniew Kozak (PiS) kolega Szczypińskiej z Pomorza. – To kiedyś było zbrojne ramię Kaczyńskiego, a teraz rozłamowców – Dorna, Ziobry. Tylko trudno będzie jej tabloidowo rozegrać zaręczyny z Ziobrą, więc szuka innych metod – twierdzi poseł Bartosz Arłukiewicz (Lewica), odwołując się do artykułów w mediach o bliskich relacjach posłanki z Kaczyńskim, które ukazywały się po otrzymaniu wotum zaufania przez rząd w 2006 r. Wówczas kilkanaście sekund po głosowaniu Szczypińska wręczyła ówczesnemu premierowi czerwoną różę. [srodtytul]Krzyże w szpitalu[/srodtytul] Urodzona w czerwcu 1957 r. w Słupsku Jolanta Szczypińska jako 23-latka była współzałożycielką NSZZ “Solidarność” Służby Zdrowia w miejscowym szpitalu wojewódzkim. Być może jej antykomunistyczne działania zdeterminowało wydarzenie z Grudnia 1970 r. W Słupsku doszło wówczas do starć robotników z “bijącym sercem partii”. 13-letnia Szczypińska straciła koleżankę. – W szkole powiedzieli, że potrącił ją samochód, że to był wypadek – wspomina posłanka. – A ja widziałam, jak milicjant uderzył ją pałką w głowę i moja koleżanka upadła. – Jola miała przez to potem problemy w szkole. Bo powiedziała, że nie było tak, jak twierdziła dyrekcja – wspomina jedna ze szkolnych koleżanek posłanki. – Zresztą cały czas się z czymś wyrywała. Nauczycielka opowiadała o pomocy radzieckiej dla powstańców warszawskich, a Szczypińska: “to nieprawda”. Do dziś w oficjalnych publikacjach poświęconych wydarzeniom Grudnia ‘70 nie ma wzmianki o ofiarach śmiertelnych zajść w Słupsku. Po maturze Szczypińska skończyła policealne studium pielęgniarskie i zaczęła pracę w słupskim szpitalu. – Kiedyś nasza wspólna znajoma opowiedziała mi historię, jak to dyrekcja zdejmowała krzyże, a Jola je rozwieszała z powrotem w salach – opowiada “Rz” Małgorzata Stryjska, lekarz medycyny i była posłanka. – Przenoszono ją za to na gorsze oddziały szpitala, ale nie uległa. Związki posłanki ze szpitalem były dla niej jeszcze raz źródłem kłopotów, ale w zupełnie innym kontekście. Latem 2007 roku protestujące pielęgniarki rozbiły słynne białe miasteczko pod Kancelarią Premiera Jarosława Kaczyńskiego. Jolanta Szczypińska, dyplomowana pielęgniarka, nie stanęła po stronie sióstr. Wsparła rząd. Opozycja zarzuciła jej, że baluje na salonach władzy. – Zapomniała, skąd się wywodzi. Okazała się politykiem bardzo brutalnym, nieprzyjmującym argumentów innych, niegrzecznie wypowiadającym się o pielęgniarkach, a więc swojej grupie zawodowej – mówi poseł Arłukiewicz. Politycznie Szczypińska związana jest z prezesem PiS od początku swojej kariery. W 1991 roku trafiła do Porozumienia Centrum – partii Jarosława Kaczyńskiego. Została szefem zarządu wojewódzkiego w Słupsku. W 2001 roku współzakładała PiS, pracowała jako dyrektor filii biura poselskiego Jarosława Kaczyńskiego. W 2004 roku została posłanką na miejsce Wiesława Walendziaka, który zrezygnował z mandatu parlamentarzysty. [srodtytul]Buty od Kaczyńskiego[/srodtytul] Jarosław Kaczyński zawsze opiekował się Szczypińską. Kiedy angażowała się w działalność PC, miała problemy ze znalezieniem pracy. – Po 1989 roku chciałam wrócić do szpitala w Słupsku, okazało się, że rządzą nim ci sami ludzie, którzy zwalniali mnie z pracy za komuny – mówi Szczypińska.  Zarabiała wtedy na życie, m.in. sprzątając klatki schodowe. Trudną sytuację ukrywała przed matką, z którą mieszkała, i znajomymi z partii. W tym okresie Kaczyński zaprosił ją na posiedzenie władz PC do Warszawy. – Było lato, nie miałam butów, więc kupiłam najtańsze, jak się okazało, jednorazówki – mówiła w wywiadzie dla “Gali” obecna posłanka. – Pojechałam do Warszawy, a tam była ulewa i buty się rozpadły. Nie miałam pieniędzy na drugie, więc poszłam boso. Większość polityków była przekonana, że jest hipiską. Ale nie Kaczyński. – Poprosił mnie i szczerze porozmawialiśmy. Dla mnie to była przykra sytuacja, bo nagle się wydało, że nie mam pieniędzy. Jednak z drugiej strony była to sytuacja szczęśliwa i miła, bo zainteresował się mną i zechciał pomóc – wspominała posłanka. Jak? Kupił buty. Parlamentarzystka zaznacza jednak, że prawdziwą przyjaźń Kaczyńskiego odczuła w 2000 r., gdy leżała w szpitalu, walcząc z nowotworem. Lekarze dawali jej 25 proc. szans na wyzdrowienie. – W takich sytuacjach szalenie ważni są ludzie. Tacy, którzy mówią: “Jestem z tobą. Trzymam cię za rękę”. Część moich przyjaciół wtedy ode mnie odeszła. Nie obwiniam ich, nie umieli się pewnie odnaleźć w tej sytuacji. Ale okazało się, że inni, o których nigdy bym nie pomyślała, że jestem dla nich tak ważna, byli ze mną – wyznała posłanka “Dziennikowi”. Jednym z niespodziewanych gości był właśnie prezes PiS. [srodtytul]Niechęć od pierwszego wejrzenia[/srodtytul] – To oko i ucho Jarosława Kaczyńskiego – mówi pomorski działacz PiS, który nie ukrywa, że Szczypińskiej nie lubi. – I jego tuba propagandowa – dodaje. Najostrzejszy konflikt ze Szczypińską wewnątrz partii toczy obecnie europoseł Jacek Kurski. W marcu anonimowy rozmówca powiedział “Dziennikowi”, że w Klubie PiS trudno znaleźć inteligentne kobiety. Szczypińska się obraziła. Wśród posłów nieoficjalnie plotkowano, że w ten sposób mógł się wyrazić Kurski, który nie lubi Szczypińskiej. Później się okazało, że “kretem” – jak ochrzczono w klubie informatora gazety – prawdopodobnie był ktoś z otoczenia Adama Bielana i Michała Kamińskiego. Mimo wewnętrznego śledztwa sprawcy nigdy nie ustalono. – Ktoś wrobił Kurskiego. Jacek nie ukrywa tego, co myśli o Szczypińskiej, i wzajemnie. Nie bawiliby się w takie zagrywki – uważa jeden z posłów. – Kurski jest z innego świata. To niesamowicie utalentowany człowiek, ale nadajemy na innych falach. Nie mógłby być moim przyjacielem – mówi Szczypińska. Za posłanką ze Słupska nie przepada też inna pomorska działaczka PiS Hanna Foltyn-Kubicka. – Tak to już jest między kobietami. Nie ma chemii – ucina rozmowę o Szczypińskiej była eurodeputowana PiS. Twierdzi, że jest to “niechęć od pierwszego wejrzenia”. W Klubie Parlamentarnym PiS jest jednak wielu polityków, którzy Szczypińską darzą sympatią. – To jest osoba, z którą można usiąść i porozmawiać od serca o swoich problemach. Nie tylko politycznych – wyznaje poseł Tomasz Górski (PiS). – W dodatku świetnie tańczy – dodaje i zaraz zastrzega: – Oczywiście to był tylko taki luźny taniec. – O Jolancie mogę mówić tylko dobrze. Ciepła, życzliwa, zaangażowana w pomoc innym – komplementuje poseł Zbigniew Girzyński. Zupełnie inaczej oceniają ją politycy Lewicy i PO, współpracujący ze Szczypińską w Sejmowej Komisji Zdrowia. – Nie przyjmuje argumentów, zakrzykuje innych posłów. Współpraca jest bardzo trudna – zarzuca Bartosz Arłukiewicz (Lewica). – Nie słyszałam żadnej jej wypowiedzi merytorycznej. Tylko polityczne, awanturnicze wręcz – dopowiada poseł Agnieszka Rajewicz-Kozłowska (PO). [srodtytul]Te, co skaczą i fruwają[/srodtytul] W swoim profilu na portalu społecznościowym Nasza-klasa Szczypińska umieściła cytat z Alberta Einsteina: “Wszyscy wiedzą, że czegoś się nie da zrobić, i przychodzi taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on właśnie to robi”. – Ma swoje twarde poglądy, zdecydowanie je wyraża, ale kiedy zgasną lampki kamer, okazuje się człowiekiem, z którym można współpracować – przyznaje poseł Arkadiusz Litwiński (PO), członek utworzonej przez Szczypińską polsko-palestyńskiej grupy parlamentarnej. Na pomysł powołania sejmowego zespołu pomagającego ofiarom konfliktu w Strefie Gazy posłanka wpadła w grudniu 2008 roku, po kolejnym ataku wojsk Izraela na cywilną ludność palestyńską. Pod wnioskiem o utworzenie grupy zebrała podpisy posłów z PiS, Platformy i Lewicy. Napisała do marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego. Formalnoprawne przepychanki z Kancelarią Sejmu trwały ponad dwa miesiące. Sugerowano, że to niepoprawne politycznie, że to dyplomatyczne faux pax, wreszcie, że grupa polsko-palestyńska nie może powstać, bo nie ma takiego kraju jak Palestyna. – Jola odpowiedziała: “państwa Tybet też nie ma, a Parlamentarny Zespół na rzecz Tybetu działa”. I dopięła swego – mówi Kozak. Szczypińska uczestniczy też w pracach zespołu zajmującego się działaniami na rzecz praw człowieka w Tybecie. – Jak o czymś marzy i ktoś jej mówi, że się nie da czegoś zrobić, to ona to robi. Taka Ania z Zielonego Wzgórza – komentuje Kraczkowski. Pilski parlamentarzysta wspomina, jak w rozmowie ze Szczypińską pochwalił się, że robi kurs na licencję pilota. Kilka tygodni później parlamentarzystka zapisała się na kurs szybowcowy. – Licencji jeszcze nie mam, ale mam nadzieję, że niebawem zdam egzamin. Ze spadochronem już skakałam. Ostatnio w grudniu – mówi Szczypińska. [srodtytul]Nowa miłość: dzieci z Gazy[/srodtytul] Koledzy żartują, że posłanka teraz przeniosła sympatię z Jarosława Kaczyńskiego na grupę palestyńskich dzieci ze Strefy Gazy, które dwa tygodnie temu przyjechały do Polski. – Pamiętałam, że prezydent Kaczyński angażował się w pomoc Gruzji, więc poprosiłam go również o wsparcie dla dzieci palestyńskich. Udało się, znaleźliśmy pieniądze, prezydent użyczył samolot i są tu z nami – mówi Szczypińska. – To, że zajęła się sprawą Palestyny w aspekcie mniej politycznym, a bardziej humanitarnym, świadczy bardzo dobrze o poseł Szczypińskiej – przyznaje poseł Litwiński. Jej opis na internetowym profilu zamyka cytat z Matki Teresy z Kalkuty: “Dobro, które czynisz, jutro zostanie zapomniane. Czyń dobro mimo to”. [ramka]Pozory mylą. W rzeczywistości Jola lubi tupnąć nogą, gdy przekraczane są pewne granice [i]Zbigniew Kozak, poseł PiS[/i][/ramka] [i]masz pytanie, wyślij e-mail do autora [mail=w.wybranowski@rp.pl]w.wybranowski@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL