Tenis

Wszystko w rękach Venus

Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Agnieszka Radwańska - ćwierćfinalistka Wimbledonu 2009
[b]Rz: Nie mogła pani wygrać?[/b]
[b]Agnieszka Radwańska:[/b] W meczach z Venus więcej zależy od niej niż od rywalek. To ona prowadzi grę. Jak ma dobry dzień, taki jak w Rzymie czy tu w Londynie, nie jestem w stanie nic zrobić. [b]Ojciec wskazał na konkretne przyczyny: słaby pierwszy serwis, brak bojowego nastawienia, apatia...[/b]
To jest takie gadanie z boku. Łatwo tak mówić, gdy siedzi się na trybunie. Grałam do ostatniej wymiany. Były momenty, gdy odbijałam doskonałe piłki, a wracały jeszcze lepsze. [b]Co się stało w szatni przed meczem?[/b] Kiedy przyszłam rano, zobaczyłam, że moja szafka jest pusta. Wszystkie inne wypełnione były przedmiotami, ciuchami innych tenisistek, a w mojej nic, nawet śmieci wywiało. Miałam tam rzeczy raczej mało potrzebne, niewiele warte, ale fakt jest faktem – zniknęły. Była z tego mała afera, bo jak wytłumaczyć taki incydent, skoro szafki nie są zamykane, w szatni nie ma sprzątaczek, a przed drzwiami stoi ochrona? [b]Czy wcześniej zdarzały się pani takie przygody?[/b] W turniejach wielkoszlemowych tak. W Nowym Jorku straciłam i-poda. Tam to reguła – tenisistkom i tenisistom gnie kilka i-podów i kilka portfeli rocznie. O tym szeroko się nie mówi. O kradzieże nie podejrzewa się sportowców, raczej osoby pracujące na kortach. [b]Ocenia pani ten Wimbledon jako udany?[/b] Cieszę się, że po raz kolejny jestem w najlepszej ósemce na świecie. Muszę liczyć na to, że kiedyś wygram z którąś z sióstr Williams. Mam tylko nadzieję, że zdążę, zanim skończą karierę... [b]Kto zagra w finale?[/b] Venus i Serena. Będzie powtórka z zeszłego roku. [ramka][b]Robert Piotr Radwański - ojciec i trener najlepszej polskiej tenisistki[/b] Venus zagrała świetnie, a Agnieszka źle. Trzeba zagrać mecz życia, by zwyciężyć tak dobrą tenisistkę, a nie odbijać piłki jak na treningu z Ulą w Krakowie w sobotę po południu, gdy obie już chcą iść do kina. Moja córka przede wszystkim serwowała słabo. Był gem, w którym potrafiła osiem razy pomylić się przy pierwszym serwisie. Nie można mi zarzucić, że nie krytykuję obu moich dziewczyn, gdy na to zasługują. Dziś Agnieszka zasłużyła. Wbijam im do głowy na treningu jedno i to samo – serwujemy tysiące razy, a tu nic. Nie jest w stanie zaserwować w kort. Nie mówię, że chodzi o asy. Dziewczyna, która waży 60 kg i jest tak lekko zbudowana, nie będzie miała nigdy bardzo mocnego podania, ale musi być skuteczna przynajmniej w 50 procentach. Agnieszka miała grać bez kompleksów, ostro, nie wpatrywać się w buty. A ona chodziła po korcie osowiała, jak juniorka, która pierwszy raz gra przy pełnych trybunach. W tym meczu pokazała, jak wiele jest do poprawy. Za dużo było za wysokich skrótów, zbyt czytelny bekhend. Tylko returny były niezłe, drugi serwis z wysokim odskokiem piłki też nie był zły. Szkoda tego półfinału. [i]—k.r.[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL