fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Wyczynowcy w pieluchach

Pierce Brosnan zabrał swojego syna Parisa na lekcje jazdy rowerem
Forum
Basen dla niemowlaka, rower dla trzylatka, narty dla pięciolatka. Wszystko profesjonalne jak dla dorosłych, tylko mniejsze. Trening ruchowy zaczyna się dzisiaj coraz wcześniej. Z korzyścią dla rodziców, ale czy na pewno dla dzieci?
W piaskownicy w parku grupka dzieci uklepuje babki w foremkach. Obok na ławeczkach siedzą smętnie mamy, czekając aż minie czas przedpołudniowego spaceru i będzie można wrócić do domu.
Czy taki widok wkrótce będzie archaiczny? Odnoszę takie wrażenie, gdy na mojej niewielkiej ulicy warszawskiego Dolnego Mokotowa w weekendy z okolicznych domów wysypują się dzieciaki na hulajnogach, rolkach, deskorolkach i rowerkach. Zbrojne w kaski, nakolanniki, rękawiczki.
Towarzyszą im rodzice, którzy na swoich giantach, kettlerach i peugeotach, fachowo ubrani, zaliczają niedzielną porcję rowerowej aktywności fizycznej.
[wyimek]Amerykanie ustalili, że przyzwyczajanie dziec do aktywności fizycznej powinno zaczynać się w wieku dwóch lat [/wyimek]
Dzieci, które są za małe, żeby dosiąść pojazdu, podróżują u nich w kaskach w specjalnych fotelach.
[srodtytul]Fachowo oprzyrządowani[/srodtytul]
Kariera sportowa zaczyna się dzisiaj coraz wcześniej. Rodzice zachęcają dziecko do aktywności – świadomość korzyści, jakie z niej płyną, jest powszechna. Kiedy młodym rodzi się dziecko, nie muszą rezygnować ze swoich zajęć sportowych. Będą z nim spędzać czas w plenerze, patrząc jak się uczy i rośnie. Razem pójdą na basen, na rower, na łyżwy.
Ale to wymaga oprzyrządowania. Park maszynowy dla przedszkolaka staje się coraz bardziej profesjonalny, coraz lepszy i – niestety – także coraz droższy.
Trzydziestolatki może jeszcze pamiętają swoje plastikowe nartki przywiązywane paskiem do zimowych butów. Ich dzieci w wieku czterech miesięcy chodzą już na basen, w wieku lat pięciu posiadają poważny sprzęt narciarski, taki sam jak dla dorosłych, tylko mniejszy.
Modele dziecięcych butów z łyżwami co rok mają nowe bajery poprawiające bezpieczeństwo, wygodę, ułatwiające obsługę. Buty do rolek zaczynają się od rozmiaru 25, co odpowiada dziecku czteroletniemu, a potem rosną razem z dzieckiem. Do windsurfingu, jeśli mają odpowiednio zapalonych tatusiów, sposobią się już ośmiolatki, fachowo ustawiony dziesięciolatek może startować w zawodach skoków narciarskich. 12 lat to ostatni moment na rozpoczęcie treningu tenisistki. Pan Williams, ojciec Sereny i Venus, zabrał się za swoje in spe gwiazdy, jak tylko mogły utrzymać w ręku rakietę. Siostry Radwańskie też ćwiczyły od małego.
[srodtytul]Czy to nie za wcześnie?[/srodtytul]
Nie mówmy jednak o zawodowym sporcie. Mówmy o zwykłych dzieciach, dla których rodzice nie planują kariery olimpijskiej. Czy one także w wieku czterech lat powinny chodzić na zajęcia jogi, żeby pracować nad koncentracją (w Nowym Jorku żaden cywilizowany człowiek, nawet jeśli nie ukończył jeszcze pierwszego roku życia, bez jogi obyć się nie może). Albo może kilkulatki trzeba wysłać na fitness, żeby ćwiczyły formę? Albo potrzebny będzie trener osobisty, który dziecku z nadwagą zastosuje odpowiednią gimnastykę?
Amerykanie ustalili, że wdrażanie dzieci do aktywności fizycznej powinno zaczynać się w wieku dwóch lat i trwać co najmniej 60 minut dziennie. Chodzić, skakać, biegać, kopać piłkę, pedałować, wspinać się – oto zalecenia dla przedszkolaka. Ma chodzić po równoważni i odbijać się na piłce do skakania. Pięciolatek powinien odbijać kijem piłkę nie z ziemi, ale z powietrza, jeździć na rolkach, łyżwach i na rowerze oraz grać w niektóre gry drużynowe.
Czy to nie za wcześnie? Umiejętności zdobyte w młodym wieku mogą procentować w przyszłości, o ile nie wyrządzą dziecku krzywdy. Zdaniem trenera narciarskiego Ludwika Majlerta rodzice, którzy zbyt wcześnie i w zbyt dużych dawkach aplikują dzieciom zajęcia sportowe, mogą doprowadzić do przeciążenia organizmu.
– Dzieciom brakuje wszechstronnego ruchu. Zwykłej zabawy na podwórku, kiedy biegają, skaczą, ganiają we własnym rytmie i zgodnie z własnym temperamentem. Kiedy nic nie robią i nagle zostają wciągnięte w trening sportowy, powstaje ryzyko kontuzji – wyjaśnia.
[srodtytul] W sprawie hulajnogi[/srodtytul]
Z wysiłkiem nie należy przesadzać, ale jeśli mamy do wyboru postój dziecka przed telewizorem lub komputerem, lepiej wygnać je w plener. Z zabawą na trzepaku mogą jednak być kłopoty, bo dzisiejsze małolaty wolą zabawki techniczne. Pokolenie oswojone od urodzenia z elektroniką potrafi docenić jakość sprzętu i fascynuje się nowościami.
Moda na hulajnogi zaczęła się jakieś dziesięć lat temu. Przez chwilę lansowano je jako nową zabawkę dla dorosłych i ekologiczny pojazd miejski lżejszy niż rower. Kiedy w 2000 roku kupiłam w Nowym Jorku ten pojazd mojemu siedmioletniemu wówczas synowi, w Stanach była już na nie moda. W Polsce była to nowość. Hulajnoga w nowym wydaniu to sprzęt technologicznie zaawansowany: lekki, amortyzowany, stabilny. Przy szwajcarskiej hulajnodze Mini Micro (dla dziewczynek może być różowa, dla chłopców – niebieska) dawna drewniana wydaje się wykopaliskiem archeologicznym. Mini Micro waży niespełna 2 kilo, z przodu ma dwa kółka zamiast jednego, dzięki czemu jest stabilna i zwrotna. Jeździ na niej milion dzieci na świecie, wśród nich są dzieci Sary Jessiki Parker, Claudii Schiffer, Madonny, Victorii i Dawida Beckhamów.
Na rowerach jeszcze dziesięć lat temu zaczynało się naukę w wieku sześciu lat. Tatuś biegł za rowerem z kijem wetkniętym za siodełko. Dzisiejszy G Bike, szwajcarski rowerek do biegania, pozwala zacząć naukę dwuipółlatkom. Dwukołowy pojazd bez pedałów wynaleziony w 1913 roku przez niemieckiego technika Karla Friedricha Draisa na świecie zdobył popularność po 100 latach. W Polsce rozpoczyna karierę. Kij niepotrzebny, dziecko samo odpycha się nogami, a kiedy się rozpędzi, łapie równowagę. Z takiego pojazdu można od razu przesiąść się na dorosły rower dwukołowy.
Piotr Jarosławski, ojciec trzyletniego Maćka, który prowadzi internetowy sklep Aktywnysmyk, zaczął z synem chodzić na basen, gdy ten miał pół roku. Maciek nosił w wodzie specjalne „kąpieluszki”, dzięki którym nie grozi wyciek z rozmoczonej pieluchy, na wodzie utrzymywał się dzięki piankowemu „makaronowi”. Dziś chłopczyk jeszcze nie pływa, ale z wodą jest oswojony. „Rowerem jeździmy teraz razem – pisze Jarosławski – Maciek na G Biku, ja obok na rolkach. Te rozwiązania najlepsze są dla rodziców. Wymyślili je ludzie, którzy, tak jak my, nie chcieli porzucać sportowego trybu życia z powodu dziecka”.
Czy trzepak, gra w zośkę i kopanie piłki są już nieaktualne? Pozostaje liczyć na rozsądek rodziców, niech zostawią dzieciom trochę luzu i nie robią z nich na siłę wyczynowców. – Trzepaków coraz mniej – komentuje Piotr Jarosławski. Ale każdy sport jest lepszy niż oglądanie telewizji i pogryzanie chipsów.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA