Sport

Smutna noc w teatrze

Krzysztof „Diablo" Włodarczyk i Giacobbe Fragomeni na ringu
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Remis w Gran Teatro. Krzysztof „Diablo" Włodarczyk wraca z Rzymu bez pasa mistrza świata organizacji WBC w wadze junior ciężkiej. Polak zremisował z Włochem Giacobbe Fragomenim, który dalej jest mistrzem.
Richard Davies z Anglii wypunktował wysokie zwycięstwo Krzysztofa Włodarczyka – 116:112, Francuz Robin Dolpierre minimalne Włocha – 114:113. Fin Esa Lehtosaari remis – 114:114. To oznacza, że Giacobbe Fragomeni zachował pas zdobyty w ubiegłym roku po zwycięskim pojedynku z Czechem Rudolfem Krajem.
Kiedy w dziewiątej rundzie mistrz świata padł na deski po lewym sierpowym Włodarczyka, wydawało się, że to początek końca tej walki. Fragomeni przyjął wprawdzie postawę, ale za chwilę znów leżał, tym razem po prawym sierpowym. Sędzia ringowy, Anglik Ian John Lewis, jednak nie liczył, bo uznał, że Polak uderzył już leżącego rywala. Co więcej, pozwolił Fragomeniemu odpocząć i odzyskać równowagę, a rundę minimalnie skrócono, bo w takich sytuacjach ściany na ogół pomagają gospodarzom. Początek tego pojedynku był wymarzony dla naszego pięściarza. Zaczął w dobrym tempie, kilka razy trafił mocnym lewym, a po jednym z takich uderzeń pod Fragomenim ugięły się nogi. Druga runda była podobna, wszyscy trzej sędziowie punktowali ją dla Polaka (pierwszą też).
Tym większym zaskoczeniem była słabsza postawa Włodarczyka w trzecim starciu. – Stanęły mu nogi – powie później trener Fiodor Łapin. – Nie wiedzieć dlaczego, dopadł go kryzys. Kiedy wydawało się, że pójdzie za ciosem, do głosu doszedł Fragomeni. Ponad trzy tysiące osób w rzymskim Gran Teatro nie narzekało jednak na brak emocji. Wymiany ciosów od pierwszego do ostatniego gongu, dramatyczne dziewiąte starcie, w którym Fragomeni był na skraju porażki przez nokaut i późniejsze odrodzenie Włocha sprawiły, że ten spektakl oglądano na stojąco. Patrizio Oliva, najlepszy pięściarz igrzysk olimpijskich w Moskwie (1980), trener Fragomeniego, był blady jak papier, bo widział, co się święci. Nino Benvenutti, złoty medalista olimpijski z Rzymu (1960), a później zawodowy mistrz świata, który współkomentował ten pojedynek dla włoskiej telewizji, przyzna, że nie wierzył już, że jego rodak wyjdzie cało z opresji. Ale Fragomeni, 40-letni, mocno wytatuowany mężczyzna z Mediolanu, pokazał, że ma charakter wojownika. Przełamał kryzys i ruszył do ataku. – Nie bije mocno, ale zadaje dużo ciosów. Na Włodarczyku nie robiły one wrażenia, ale na sędziach tak – mówił po ogłoszeniu remisowego werdyktu Łapin. Zbigniew Boniek oglądający walkę w towarzystwie właściciela Polsatu Zygmunta Solorza (ze znajomymi przyleciał do Rzymu swoim samolotem) był niepocieszony. Jego zdaniem Włodarczyka oszukano. Fragomeni po walce zachował się jak dżentelmen, podszedł do Polaka, pogratulował świetnej postawy i wskazał na niego jako zwycięzcę. Takie gesty mogą się podobać, ale remisowy werdykt znacznie mniej. „Diablo” miał przecież wygrać i odebrać mistrzowski pas Fragomeniemu. Po walce mówiono wprawdzie o rewanżu, ale za wcześnie na konkrety. Fragomeni dostał za ten pojedynek niewiele, około 25 tysięcy euro. Włodarczyk znacznie więcej, około 100 tysięcy euro, ale zostanie mu z tej sumy 70 tysięcy, bo resztę odda ludziom ze swego sztabu i menedżerowi. Pewnie oddałby wszystko za tytuł, który był tuż-tuż. W Polsce z pewnością schodziłby z ringu szczęśliwy, z pasem WBC na biodrach, ale w Rzymie z większą wyrozumiałością spojrzano na Włocha. Takie są reguły tej gry i nasz pięściarz doskonale je zna. – Pretensję mogę mieć tylko do siebie. Kilka celnych ciosów więcej w dziewiątej rundzie i byłoby po walce – mówił ze smutkiem późno w nocy w hotelu Universo, gdzie mieszkał. Włosi zachwycają się Fragomenim, ale komplementują Włodarczyka i czekają na rewanż. Gdy pięściarze wychodzili na ring, komentator RAI Mario Mattioli oswajał telewidzów z myślą, że Włoch może przegrać, bo jest starszy, słabszy, niższy i wolniejszy. To, że Fragomeni przetrwał nawałnicę i dwa nokdauny w dziewiątej rundzie, Mattioli uznał za cud, a to, co działo się potem, za godne eposu. Przyrzekł, że będzie o tym opowiadał wnukom, jak się urodzą. Po końcowym gongu widział jednopunktowe zwycięstwo Fragomeniego 114:113, choć dopuszczał też myśl o remisie. [ramka][srodtytul]Opowieść dla wnuków[/srodtytul] Włosi zachwycają się Fragomenim, ale komplementują Włodarczyka i czekają na rewanż. Gdy pięściarze wychodzili na ring, komentator RAI Mario Mattioli oswajał telewidzów z myślą, że Włoch może przegrać, bo jest starszy, słabszy, niższy i wolniejszy. To, że Fragomeni przetrwał nawałnicę i dwa nokdauny w dziewiątej rundzie, Mattioli uznał za cud, a to, co działo się potem, za godne eposu. Przyrzekł, że będzie o tym opowiadał wnukom, jak się urodzą. Po końcowym gongu widział jednopunktowe zwycięstwo Fragomeniego 114:113, choć dopuszczał też myśl o remisie.[/ramka] [i] —Piotr Kowalczuk z Rzymu [/i] [i]masz pytanie, wyślij e-mail do autora [mail=j.pindera@rp.pl]j.pindera@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL