fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Uwertura z dźwigiem w tle

Maria Szarapowa
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
W sobotę losowanie z Marią Szarapową. W poniedziałek rusza turniej główny. Agnieszka Radwańska wciąż trzyma wszystkich w niepewności
Prawdopodobna absencja Radwańskiej i niedokończony remont bocznych kortów Legii – organizatorów może wciąż boleć głowa, ale jak spojrzy się na nowy kort centralny, to budzi się optymizm.
Nieład budowlany zniknął, różowy kolor WTA bije z plansz, czyste krzesełka czekają, dwa błyszczące samochody sponsora w rogach kortu też. Obsługa przymierza kosze z kwieciem, pąki będą w barwach Warszawy – czerwone i żółte. Zieleń Agrykoli w tle cieszy wzrok.
Dyrektor stołecznego Biura Sportu Wiesław Wilczyński dogląda spraw osobiście. Widoczne wszędzie logo stolicy – Syrenka ze stylizowanym napisem „Zakochaj się w Warszawie” – ma dopisek: „... sportowej”.
Krok za kort centralny i jesteśmy w innym świecie – z jednej strony kontener na kontenerze, z drugiej stare korty Legii. Nawet wielkie białe płachty i namioty nie przesłonią ich mizerii. W tle widać duże betonowe filary i wielkie dźwigi, ale to budowa południowej trybuny nowego stadionu piłkarskiego przy Łazienkowskiej. Przy bocznych kortach turniejowych stoją prowizoryczne trybunki, lecz zapraszać tam gości raczej nie wypada.
Warsaw Open 2009 to jednak znów poważna impreza – największy z turniejów WTA w tygodniu poprzedzającym Roland Garros (panie grają jeszcze w Strasburgu – pula 220 tys. dol.). Warszawa ponosi skutki tego, że jest uwerturą przed Paryżem – wielu wielkich nazwisk nie ma, przyjechały te, które mniej wierzą w wielkoszlemowy sukces albo bardziej ufają swojej wytrzymałości. Mają jednak po co się schylić – prawie 100 tys. dolarów dla najlepszej to dobra zachęta.
Lista obecności wcale nie jest nudna. Będą co najmniej trzy Polki – to zanęta dla lokalnych patriotów, ale przecież warto popatrzeć na te, którym wróży się szybki awans do pierwszej dziesiątki WTA, jak Caroline Wozniacki i Sabine Lisicki. Można także obejrzeć te, które w tej dziesiątce były - jak Jelena Dokic lub Nicole Vaidisova.
Ostatnie dzikie karty otrzymały Słowaczka Daniela Hantuchova i najlepsza polska juniorka Katarzyna Piter. Nie przyjedzie żadna ze sław, które szybko odpadły w Madrycie, ale i tak chyba nie wypada narzekać.
Turniej w stolicy przetrwał i to jest podstawowy sukces. Drugi, że ściągnął gwiazdę, która w Warszawie jeszcze nie grała. Maria Szarapowa, kiedyś nr 1 na świecie, postanowiła wrócić do tenisa w miejscu oddalonym od amerykańskich dziennikarzy i wydaje się, że jej się udało.
Wiadomo już, że trenuje na poważnie. W piątkowe południe przyjechała na korty Legii nawet przed czasem. Wyglądała skromnie – tylko luźne brązowe spodnie od dresu i jasna koszulka, daszek na czole i żadnych ekstrawagancji. Figura szczupła, aż przyjemnie spojrzeć. Poprosiła, by na korcie centralnym nie było widzów. Kilkadziesiąt osób z obsługi na trybunach oraz zgrzyty wiertarek nie zwróciły jej uwagi. Skrzywiła się tylko wtedy, gdy stopa zapadła się w małym dołku, ale szurnęła czerwoną mączkę i ćwiczyła dalej.
Trudno wróżyć, czy to już forma na turniej wielkoszlemowy, lecz trener Szarapowej Michael Joyce nawet nie ruszał do piłek, które grała mocno w linie, jedynie kiwał z uznaniem głową. Na kontuzjowanym barku Rosjanki widniał mały opatrunek, siła serwisu budziła jednak szacunek.
Jeśli chodzi o taktykę, nowej Szarapowej zapewne nie będzie. Dwa, trzy ostre uderzenia w rogi kortu i bieg do siatki. Czasem skrót. Przez ponad godzinę powtarzała z trenerem proste warianty ataku z lewej i prawej strony. Jak wydawała mocne jęki, tak wydaje. Siadała na krzesełku, piła łyk wody, oglądała z troską lakier na paznokciach, ale za chwilę wstawała i pociła się dalej. Bez znaku zniecierpliwienia. Pracowita nuda.
Gdy trener schował rakietę i wyjął piłkę do rugby, nieliczni widzowie na trybunach popatrzyli uważniej. Odmiana była, ale niewielka – kilkanaście krótkich sprintów za uciekającym jajem.
Joyce był przed kilkunastoma laty 64. tenisistą na świecie, lecz dziś ma lekką nadwagę, więc z ulgą ogłosił koniec. Maria Szarapowa wyjęła z torby skakankę i metr przed nosem ochroniarza wykonała jeszcze serię podskoków. Potem opuściła z ochroniarzem kort bocznym wejściem, tam, gdzie czekała czarna limuzyna Suzuki.
Turniej pomaga Marii przygotować się do Roland Garros, może Maria pomoże turniejowi dłużej niż jedną rundę. Zgodziła się także zostać ozdobą sobotniego losowania (14.00), to niewielki wysiłek, ale dla promocji imprezy znaczący. Można śmiało prognozować, że Rosjanka nie zagra wcześniej niż we wtorek, i to po południu.
Na obecność Agnieszki Radwańskiej też trzeba liczyć, lecz na pewno zobaczymy ją we wtorek w budynku naprzeciwko kortów. W Studiu Muzycznym Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej najlepsza polska tenisistka zostanie ambasadorem elegancji firmy Longines. ?
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA