Publicystyka

Namiętność zimnego starca

Bogdan Dziobkowski
Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Dlaczego państwo polskie, które chce wypłacić każdemu z rodziców zamienionych dzieci po 300 tys. zł odszkodowania, proponuje rodzinom śmiertelnych ofiar systemu komunistycznego tylko po 50 tys. zł? – pyta filozof
Żyjemy w kraju, w którym od dawna panuje aksjologiczny chaos. Jednym z jego licznych przejawów jest zanik elementarnego poczucia sprawiedliwości. Znajduje to swoje odbicie w działaniach organów państwa oraz orzecznictwie sądowym. Ostatnio świetną ilustracją tego zjawiska był szeroko opisywany przez media proces wytoczony Skarbowi Państwa i Warszawskiemu Uniwersytetowi Medycznemu przez dwie rodziny, którym przez pomyłkę zamieniono dzieci.
[srodtytul]Przypadkowe nieszczęście[/srodtytul] Przypomnijmy. W roku 1984 do warszawskiego szpitala przy ulicy Niekłańskiej trafiła trójka noworodków z zapaleniem płuc: córka państwa Wierzbickich oraz bliźniaczki państwa Ofmańskich. Parę tygodni później, przy wypisywaniu dzieci ze szpitala miała miejsce nieszczęśliwa pomyłka. Państwo Ofmańscy odebrali jedną ze swoich córek oraz córkę państwa Wierzbickich.
Ci ostatni dostali natomiast drugą bliźniaczkę. Żadna z rodzin nie zorientowała się, że noworodki zostały zamienione i długo żyły w przekonaniu, że wychowują swoje biologiczne dzieci. Pomyłkę odkryto dopiero po 17 latach. Po wykryciu zamiany obie rodziny postanowiły wytoczyć proces o odszkodowanie. Na początku kwietnia bieżącego roku sąd pierwszej instancji wydał wyrok, zgodnie z którym Skarb Państwa i WUM mają wypłacić poszkodowanym rodzinom blisko 2 mln zł. Każdy rodzic i jedno z dzieci ma dostać po 300 tys. zł, pozostała dwójka – po 200 tys. zł. Reprezentujący Skarb Państwa wojewoda mazowiecki oraz rektor WUM zapowiedzieli, że nie będą składać apelacji. Tym samym uznali, że wyrok jest słuszny. Również w tonie opisujących tę sprawę licznych prasowych relacji widać było powszechną aprobatę dla rozstrzygnięcia sądu. Czy jednak rzeczywiście zapadł sprawiedliwy wyrok? [srodtytul]Czym jest sprawiedliwość[/srodtytul] Niełatwego zadania charakterystyki sprawiedliwości podjął się belgijski filozof Chaim Perelman. W książce „O sprawiedliwości” zauważył, że to „najświętsze z pojęć” choć jest używane bardzo wieloznacznie, ma pewien istotny, obecny we wszystkich kontekstach, element. Jest nim fundamentalna idea równości, „w myśl której osoby należące do tej samej kategorii istotnej powinny być traktowane jednakowo”. Na przykład z punktu widzenia nauczyciela kategorią istotną są kształcone przez niego dzieci. Nauczyciel, oceniając je, może stosować różne kryteria. Kryteria te, jeżeli weźmiemy pod uwagę cele nauczania, mogą być lepsze lub gorsze. Jednak dopóki wszystkie dzieci są traktowane jednakowo, czyli do wszystkich stosuje się te same kryteria oceny, nauczyciel postępuje sprawiedliwie. Z punktu widzenia instytucji państwowych kategorią istotną są wszyscy obywatele danego kraju. Czy więc rodziny, którym przez pomyłkę zamieniono dzieci, zostały potraktowane przez sąd wydający w tej sprawie wyrok oraz akceptujący ten wyrok Skarb Państwa w sposób, w jaki traktuje się inne osoby, które spotkała jakaś krzywda? Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa, bo trudno porównywać ludzkie nieszczęścia. Każde z nich jest odbierane przez ofiary indywidualnie. Nie mamy tu prostej miary. Pomimo to pytanie o sprawiedliwość wymaga zestawienia ocenianego przypadku z innymi zdarzeniami. [srodtytul]Ważenie krzywd[/srodtytul] W tym samym czasie, czyli w kwietniu bieżącego roku, gdy wojewoda mazowiecki uznał wyrok w sprawie zamienionych dziewczynek za słuszny, Sejm przyjął ustawę o zadośćuczynieniu rodzinom ofiar systemu komunistycznego. Małżonkowie, dzieci i rodzice osób, które z powodu udziału w wystąpieniach wolnościowych w latach 1956 – 1983 zginęły z rąk milicji, wojska lub służb bezpieczeństwa PRL, mają otrzymać po 50 tys. zł. Również w kwietniu wpłynął do Sejmu prezydencki projekt ustawy przyznający polskim obywatelom represjonowanym w latach 1939 – 1956 w Związku Sowieckim prawo do zadośćuczynienia. Za miesiąc zesłania poszkodowany otrzyma 400 zł. Jednak kwota wypłacana ofiarom nie może w sumie przekroczyć 30 tys. zł. Wreszcie nie sposób nie wspomnieć w tym kontekście o wysokości odszkodowań, które wypłaca się obecnie w Polsce ofiarom przestępstw, wypadków drogowych czy wypadków przy pracy. W takich sytuacjach poszkodowane osoby oraz ich bliscy dostają zwykle kwoty od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Czy wymienione wyżej krzywdy są porównywalne z nieszczęściem rodzin zamienionych dzieci? Gdy rozważa się problem sprawiedliwości, od takiego zestawienia nie można się uchylać. Potrzebujemy obiektywnej miary nieszczęść ludzkich. Proponuję posłużyć się w tym celu eksperymentem myślowym. Załóżmy, że ktoś musi wybrać los dla swego dziecka, przy czym niestety liczba scenariuszy jest ograniczona do trzech. Pierwszy wariant jest analogiczny do historii państwa Ofmańskich i Wierzbickich, czyli dziecko w wyniku przypadkowej zamiany trafia do innej rodziny. Jest tam otaczane troskliwą opieką. Nieświadoma pomyłki rodzina wychowuje je jak własne biologiczne potomstwo. W drugim scenariuszu nasze dziecko jako nastolatek bierze udział na początku lat osiemdziesiątych w nielegalnej manifestacji. Jej uczestnicy zostają później wyłapani przez milicję i osadzeni w areszcie. W trakcie jednego z przesłuchań zostaje dotkliwie pobite, w wyniku czego umiera. Trzecia możliwość to los osoby, która w młodości została potrącona przez pijanego kierowcę, co spowodowało trwałe kalectwo. Myślę, że zdecydowana większość z nas, gdyby stanęła przed tego typu dramatycznym wyborem, zdecydowałaby się na pierwszy z przedstawionych wyżej scenariuszy. Oczywiście, w każdej z tych historii dziecko spotyka krzywda, jednak krzywdy te mają różny stopień. Pierwszy wariant jest najmniej krzywdzący, pozostałe dużo bardziej. Jeżeli więc osoby, którym nieszczęśliwy los zgotował pierwszy scenariusz, dostają odszkodowanie sześć razy wyższe od osób, które doświadczyły większych nieszczęść, to trudno tu mówić o jakiejkolwiek sprawiedliwości. [srodtytul]Trudne pytania[/srodtytul] W związku z wątpliwościami, czy rzeczywiście władze państwowe i wymiar sprawiedliwości tak samo traktują wszystkich obywateli, chętnie usłyszałbym odpowiedzi na następujące pytania. Dlaczego państwo polskie, które zgodziło się na wypłacenie każdemu z rodziców zamienionych dzieci po 300 tys. zł, proponuje w tym samym czasie członkom rodzin śmiertelnych ofiar systemu komunistycznego po 50 tys. zł, a osobom, które spędziły wiele lat na zesłaniu w Związku Sowieckim, maksymalnie 30 tys. zł zadośćuczynienia? Dlaczego orzecznictwo polskich sądów, wbrew wszelkim intuicjom, wskazuje, że cierpienia ofiar wypadków drogowych oraz ich bliskich są wielokrotnie mniejsze niż cierpienia przypadkowo zamienionych dzieci oraz ich rodziców. Mnie niestety przychodzi do głowy tylko jedno wyjaśnienie zaistniałej sytuacji. Wydaje się, że po prostu silniejsze emocje wywołuje świeża i dość niezwykła historia ofiar pomyłki z roku 1984 niż „znoszone” opowieści o osobach represjonowanych w czasie komunizmu czy ofiarach wypadków drogowych. Chyba każdy był poruszony losem zamienionych dziewczynek. Nieszczęście, które je spotkało, w większości z nas wywołuje szczere współczucie. Trudno o równie silne emocje w wypadku nawet dużo większych tragedii, do których zdążyliśmy przywyknąć. Jednak w przypadku sprawiedliwości nie powinno odgrywać to żadnej roli. Dobrze ujął to Perelman, gdy pisał, że sprawiedliwość jest jak „zimny starzec, który mierzy, waży, oblicza”. Emocje muszą tu być zastąpione przez beznamiętny rozum. A tego beznamiętnego rozumu w sprawie zamienionych dziewczynek chyba zabrakło zarówno sądowi, jak i pozwanym. Chciałbym się mylić, ale wszystko wskazuje na to, że w tym wypadku jednak górę wzięły emocje. [i]Autor jest doktorem filozofii, adiunktem w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego, zastępcą redaktora naczelnego „Przeglądu Filozoficznego”[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL