Kultura

Polscy kosmici w Brukseli

Pierwsza sesja w plenerze na warszawskim Bródnie
Narodowe Centrum Kultury
Akcja Pawła Althamera "Wspólna sprawa" odnawia społeczne więzi poprzez zabawę. 160 mieszkańców Bródna w strojach kosmitów poleci złotym samolotem do stolicy UE. Pokażą, jak się cieszyć wolnością i nie tracić czasu na polityczne awantury
Gdy większość Polaków przeraziła się odzyskaną wolnością i pochowała za kratami zamkniętych osiedli, dziewięć lat temu mieszkańcy bloku przy Krasnobrodzkiej 13a dokonali reaktywacji sąsiedzkich więzi. Pod kierunkiem Pawła Althamera rozświetlili dom napisem "2000". O stołecznym Bródnie przestało się mówić jako o kolejnym zapomnianym zakątku Polski opanowanym przez blokersów.
– Ostatnio uświadomiłem sobie, że wszystko, co do tej pory robiłem, było "Wspólną sprawą". Zawsze pracuję w najbliższym otoczeniu – konstatuje Althamer. [srodtytul]Poznaj sąsiada [/srodtytul]
W pracowni Grzegorza Kowalskiego w warszawskiej ASP, gdzie studiował, każdy musiał uświadomić sobie, że pierwszym poligonem wszelkich działań jest nasze ciało. W nim wyrażają się wszystkie sprzeczności, odbywają wojny i bywa zawierany pokój. Zamieszkując w bloku na Bródnie, Althamer musiał sobie odpowiedzieć, jak wyrażać się w nowej przestrzeni. – Praktykę hikimori typową dla Japończyków, którzy uciekają przed rzeczywistością, zamykając się we własnym pokoju, odrzuciłem jako nazbyt radykalną – śmieje się artysta. – Pozostała mi aktywność w relacji "ja i kosmos". Bródno uznałem za wycinek kosmosu najatrakcyjniejszy, bo najbliższy. To było również wyzwanie, bo dzielnica ma złą opinię. – Sam łomotu nie dostałem. Zabrano mi z pracowni kamerę i radio, bo zachowywałem się jak ignorant, który trafił na inną planetę i nie znał obowiązujących na niej reguł życia. Ale nie spowodowało to we mnie frustracji. Uznałem, że przyczyną agresywnych zachowań jest dezintegracja sąsiedzkich więzi. Paweł Althamer podkreśla, że o przydatności artysty świadczy również umiejętność kształtowania międzyludzkich relacji. Jego zdaniem w dzieciństwie nawiązujemy je swobodnie, ale po osiągnięciu dorosłości coraz z tym trudniej. Pojawiają się lęki przed nowym. Stajemy się astronautami zamykającymi się we własnym mikrokosmosie. – Miałem do wyboru popadanie w coraz większy lęk przed otoczeniem, który oznaczał bezpieczną działalność w pracowni na Inżynierskiej i produkcję atrakcyjnych przedmiotów zwanych rzeźbami lub innymi dziełami sztuki – albo pracę z ludźmi, co wydało mi się wielką szansą – mówi Paweł Althamer. [srodtytul]Odzyskana radość [/srodtytul] Postanowił skorzystać z doświadczeń dzieciństwa, kiedy bawił się z rówieśnikami, nie pytając, jakie mają pochodzenie ani czym się zajmują. – Pomyślałem, że można przywrócić poważne społeczne relacje między dorosłymi poprzez nie do końca poważny projekt i wesołą przebierankę – kontynuuje artysta. – Zbyt poważnie potraktowaliśmy nasze nowe społeczne role. Straciliśmy naturalną radość, która jest podstawą ludzkiej energii. Jak musi być już źle w Rosji i Ameryce, skoro szukają przyjaciół na Marsie. My szukamy w najbliższym otoczeniu. Na Bródnie. Kiedy artysta pierwszy raz pukał do drzwi sąsiadów, miał pełną paletę reakcji. – Czasami odzywał się tylko pies. Ludzie się pochowali i wielu wciąż prowadzi ukryte życie. Ale po "Bródnie 2000" większość mieszkańców klatki podnosiła kciuk do góry i mówiła "W porzo". Każdy się na coś załapał. Na wino lub na zupę. – Zauważyłem, że mieszkańcy okolicznych bloków bardzo nam zazdrościli – mówi Piotr Garbacz, koordynator kosmicznego projektu. – Nie zdążyli wsadzić palca pod budkę, prawda? – kontynuuje motyw podwórkowej zabawy Althamer. – Ale w blokach powstawały portiernie, ludzie zaczęli się poznawać – kończy Garbacz. – No tak! Możemy sobie pozwolić na nadużycie – żartuje Althamer. – Wszystko, co dobre na Bródnie, to efekt milenijnego cudu! Inspiracją "Wspólnej sprawy" stała się propozycja wystawy w Nottingham zatytułowanej "Science fiction". Współautorem pomysłu jest Michał Woliński, naczelny "Piktogramu". – Akurat wyemigrował z naszej klatki pan zajmujący się naprawą rowerów, zostawiając po sobie przygnębiającą dziurę – opowiada Althamer. – Spróbowałem ożywić, robiąc z drzwi windy wejście na pokład statku kosmicznego. I zaczęła działać magia. Można dokonać teleportacji. Wszystko zależy od naszych możliwości. Potem była sesja zdjęciowa na osiedlu. – Skafandry uszyła pani na lokalnym bazarku ze złotego, mieniącego się materiału kupionego od Hindusów – mówi Althamer. – Zdecydowałem się na złoty kolor, choć rzadko występuje w filmach science fiction, ponieważ posiada walor sakralny, co na terenie katolickiego Bródna ma większą siłę rażenia i daje efekt iluminacji. – Poszliśmy na spacer i oczywiście najpiękniej reagowały dzieci. Zlatywały się jak wróbelki i pytały, czy przylecieliśmy z Marsa – opowiada Piotr Garbacz. – Nie krępowały się zagadać do nas osoby starsze. Ludzie z wyższym wykształceniem podchodzili do nas z rezerwą. Ale nikt nie reagował z agresją. [srodtytul]Podróż marzeń [/srodtytul] Karnawał radości zaczął się w Brazylii, gdzie kosmici z Bródna polecieli w marcu. Magda Materna odkryła tam Dolinę Świtu z tubylcami wierzącymi, że kiedyś wylądowało tam UFO i cyklicznie powraca podczas rytuałów w miejscowej świątyni. – W muzeum widzieliśmy dyplom od Jana Pawła II, a spotkania z ludźmi były niesamowite – mówi Piotr Garbacz. – Podniesiony kciuk na nasz widok to był standard. Kierowcy naciskali klaksony, trąbili. Po prostu samba! Althamer nawiązał kontakt z lokalnym czarownikiem. – Najpierw obserwował nas przez lusterko – opowiada Paweł Garbacz. – Potem zaczął rozmawiać z Pawłem na gesty. Jak dzieci w piaskownicy. Pokazywał, co ma przy sobie. Skąd i po co. Zaczęli się wymieniać dowodami osobistymi, dotykać oka i nosa. Gadali tak z pół godziny, co wyglądało jak taniec. – Mieszkańcy Doliny Świtu są w ciągłym kontakcie z obcymi. Zabawa stała się najpoważniejszą formą komunikacji – cieszy się Althamer. Pomysł samolotu z polskimi kosmitami lecącymi do Brukseli rzuciła Katarzyna Mazurkiewicz z Narodowego Centrum Kultury. NCK sfinansuje projekt, który w niebanalny sposób uświetni 20-lecie wyborów 4 czerwca. Do stolicy UE nie polecą kłócący się za nasze pieniądze politycy, tylko 160 zwyczajnych mieszkańców Bródna ubranych w złote skafandry. Polacy, których często nie stać nawet na krótkie wakacje. Na terenach Expo '58 obejrzą słynny model atomu. Potem przemaszerują przed Radą Europy i Parlamentem Europejskim. Na finał poszybuje w kosmos tysiąc złotych balonów. – Świetnie będę się czuł wśród sąsiadów z Bródna w Brukseli – podsumowuje Althamer. – Moim zdaniem "Wspólna sprawa" jest nowoczesną wersją "Dziadów". Tym razem polski rytuał przejścia i przemiany odbędzie się w stolicy zjednoczonej Europy.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL