fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Będę wiedział pierwszy

Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
- Nie mogę powiedzieć, bo jak coś chlapnę, to wyjdzie na to, że zdradzam rzeczy, które miały być tajne - mówi w rozmowie z "Rz" prezes PZPN Grzegorz Lato o tym ile polskich miast będzie gościć Euro 2012.
[b]Rz: Przyjechał pan do Bukaresztu rozmawiać i przekonywać Komitet Wykonawczy UEFA, ile polskich miast jest w stanie gościć Euro 2012, czy już tylko wysłuchać podjętych decyzji?[/b]
[b]Grzegorz Lato:[/b] Nie mogę powiedzieć, bo jak coś chlapnę, to wyjdzie na to, że zdradzam rzeczy, które miały być tajne. W ostatni piątek spotkaliśmy się na posiedzeniu w Nyonie i poproszono mnie o milczenie do południa w środę.
[b]Po wizycie w kwietniu Michela Platiniego w Polsce i na Ukrainie dowiedzieliśmy się, że przygotowania do turnieju u nas przebiegają szybciej i mamy szansę, by pięć polskich miast dostało prawo goszczenia finalistów. To prawda?[/b]
Umówiliśmy się ze stroną ukraińską, że tak jak wygraliśmy to Euro razem, tak do końca będziemy walczyć o równy podział ról. Gdybym teraz powiedział, że istnieje szansa na pięć polskich miast kosztem jednego ukraińskiego, to jutro przybiegłby do mnie Hrihorij Surkis i powiedział, że ze mnie żaden przyjaciel, tylko zdrajca.
[b]Surkis podobno bardzo zdenerwował się na Polaków, kiedy się dowiedział, że podział miast może być nierówny.[/b]
Rzeczywiście rozmawialiśmy na ten temat, ale nie było żadnych nerwów. To, że się pisze, iż Kraków podobno ma same zielone światła i w związku z tym na mapie Euro świeci na zielono, świadczy o bogatej wyobraźni dziennikarzy. Świeci na zielono, bo ma Planty dookoła Rynku.
[b]Ma pan coś do powiedzenia w Bukareszcie czy przyjechał pan, jak dziennikarz, na konferencję?[/b]
We wtorek jest uroczysta kolacja, bo rumuńska federacja obchodzi 100-lecie istnienia, w środę Komitet Wykonawczy ogłosi swoją decyzję. Oczywiście o wszystkim będę wiedział wcześniej i tym różnię się od dziennikarzy. Surkis też będzie wiedział, dlatego niespodzianki są wykluczone. Nie zrobi pan ze mnie wroga żadnego z polskich miast.
[b]Spodziewa się pan ostatecznych decyzji UEFA czy na przykład odrzucenia dwóch miast i pozostawienia dziesięciu, tak żeby kolejne dwa odrzucić dopiero na rok przed turniejem?[/b]
Myślę, że decyzje będą konkretne i ostateczne.
[b]Nie obawia się pan, że nierówny podział miast mógłby skłócić Polaków i Ukraińców na trzy lata przed mistrzostwami?[/b]
Jako prezes nauczyłem się dyplomacji. Kiedyś, zaraz po wyborach, do muru przycisnęła mnie pani Monika Olejnik. W TVN 24 na pasku wyświetlano informację, że Ukraina wstrzymała finansowanie Euro, a Olejnik pytała mnie, co się stanie, jeśli to prawda. Przekonywałem ją, że Ukraina na pewno da radę, ale jak już setny raz usłyszałem to samo pytanie, to powiedziałem, że w razie czego zorganizujemy turniej z Niemcami. I zaczęła się kolejna wojna światowa. Na pytanie o nierówny podział miast odpowiem, że wszędzie tam, gdzie budowane są stadiony, prace zostaną ukończone, i to już jest pozytyw na kilkadziesiąt lat dla tamtejszych klubów.
[b]Wygrywając wybory, wiedział pan, że to prezesura na czas Euro 2012, która może dać splendor albo przynieść hańbę. Gdyby udało się zorganizować turniej w Polsce w więcej niż czterech miastach, ogłoszono by pana dobrym strategiem i negocjatorem.[/b]
Taka prezesura to szansa na wyrobienie sobie marki dobrego biznesmena. Wiem o tym, te naczynia są połączone. Przecież właśnie z tego powodu moi kontrkandydaci do fotela prezesa pojawiali się nagle – jak na przykład Zbigniew Boniek, który zgłosił się do wyścigu ni z gruszki, ni z pietruszki.
[b]Nie odpowiedział pan na pytanie. Pięć polskich miast byłoby pana sukcesem? Na razie głośno tylko o pana podwyżce.[/b]
Miasta – w środę. A podwyżka? Nie zarabiam najwięcej w tym kraju, popatrzcie na prezesów spółek Skarbu Państwa.
Na działalność PZPN nie idzie ani złotówka z kieszeni podatnika, a przecież nie może być tak, że prezes takiej organizacji zarabia mniej niż prezes Ekstraklasy SA, która ma pod sobą tylko 16 klubów. Zarabiam 50 tysięcy złotych, bo podpisaliśmy lukratywne kontrakty ze SportFive i Nike. Unormowaliśmy też kwestię diet. Za wizytę na posiedzeniu w Warszawie każdy członek zarządu PZPN dostanie 1800 złotych, żeby miał gdzie zanocować. Ale jeśli wyjdzie wcześniej, bo pociąg mu odjeżdża, to nic nie dostanie. 27 czerwca ogłosimy abolicję dla klubów zamieszanych w korupcję. To będzie mój kolejny sukces i wiem, że mam w tej sprawie poparcie. Z rzeczy ważnych mogę też ogłosić ciężkie czasy dla dziennikarzy opisujących mnie jako wampira, bo będę kierował sprawy do sądu. A taktykę wobec Beenhakkera obrałem sam, z premedytacją.
Nie pójdę na wojnę na trzy czy cztery miesiące przed końcem jego umowy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA