fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Merkel chce walczyć z piratami

Oddziały niemieckie wchodzą m.in. w skład sił KFOR działających pod auspicjami NATO w Kosowie
AP
Odwołana operacja niemieckich komandosów przeciw somalijskim piratom wywołała debatę o zmianie konstytucji. CDU jest za, lewica przeciw
– Dysponujemy dwiema jednostkami gotowymi do akcji w takich wypadkach: KSK działającą w ramach Bundeswehry oraz GSG9 o zadaniach policyjnych. Dochodzi do sporów kompetencyjnych. Dlatego chcemy zmienić konstytucję – oświadczyła kanclerz Angela Merkel po odwołanej operacji przeciwko piratom w Somalii.
Podległa MSW jednostka antyterrorystyczna GSG 9 wróciła kilka dni temu do Niemiec na tarczy. Jej zadaniem było uwolnienie załogi porwanego przez somalijskich piratów niemieckiego statku „Hans Stavanger”. Operacja została jednak odwołana w ostatniej chwili przez szefa MSW Wolfganga Schäublego. – Ryzyko było zbyt wielkie. Zginąć mogli zakładnicy lub policjanci. Na statku było za dużo piratów – tłumaczył Schäuble swą decyzję.
Także i on domaga się zmiany konstytucji, by móc wykorzystać do takich misji specjalne jednostki KSK. W tej chwili nie jest to możliwe. Żołnierze Bundeswehry mogą uczestniczyć w misjach zagranicznych jedynie na podstawie mandatu Bundestagu. Proponowana zmiana konstytucji miałaby wyposażyć Bundeswehrę w prawo decydowania o użyciu swych jednostek w walce z piratami.
To może się okazać trudne. Opozycyjna SPD się tym planom stanowczo sprzeciwia. – Nie potrzebujemy zmiany konstytucji, lecz lepiej wyszkolonego personelu – odpowiadają politycy SPD, bez poparcia których żadna debata w Bundestagu o poprawkach konstytucyjnych nie ma sensu.
– Dwa dziesięciolecia po zakończeniu zimnej wojny nasz kraj chce grać w koncercie wielkich tego świata, ale brak mu odwagi, aby ponieść tego konsekwencje – ocenia tygodnik „Der Spiegel”, udowadniając, że nieudana operacja GSG9 była źle zaplanowana i przygotowana. Według tygodnika ulokowany w Poczdamie sztab koordynacyjny nie był w stanie ocenić sytuacji na miejscu, posługiwał się mapami z Google’a, a wysłana na somalijskie wody supernowoczesna łódź podwodna U-34 nie zdołała dotrzeć nawet do Kanału Sueskiego z powodu kłopotów z napędem.
W samym Berlinie zaś nie było woli politycznej współpracy poszczególnych resortów. – Urząd kanclerski nie podjął żadnych wysiłków koordynacyjnych – przekonuje Sascha Lange, ekspert z fundacji Nauka i Polityka.
W Berlinie nie zabrakło jedynie woli zerwania z dotychczasową praktyką „dyplomacji książeczki czekowej”, czyli gotowości Niemiec do wypłaty okupu za niemieckich obywateli uprowadzonych w różnych regionach globu. – Wiedzieli o tym nie tylko somalijscy piraci, ale i inni terroryści i polowali szczególnie na Niemców – mówi Cornelius Ochmann, ekspert fundacji Bertelsmanna.
Niemcy postanowili więc zrobić tym razem to samo, co niedawno uczynili z somalijskimi piratami Amerykanie, wyzwalając więzionego kapitana, a wcześniej Francuzi, odbijającz rąk porywaczy francuski jacht.
To, że operacja została odwołana, stoi w sprzeczności z deklarowaną gotowością Berlina do przejęcia większej odpowiedzialności za losy świata, czego wyrazem są misje Bundeswehry od Bałkanów po Afganistan. Niemiecki kontyngent wojskowy jest obecnie najliczniejszy po USA i liczy ponad siedem tysięcy żołnierzy. I to dziesięć lat po burzliwych debatach, czy Niemcy z racji swej historii mają moralne prawo wysyłać swych żołnierzy poza granice NATO.
– Niemcy są przykładem postheroicznego narodu, w którym nastąpiła wyraźna separacja społeczeństwa od armii. Panuje przekonanie, że wszystko da się załatwić za pomocą pieniędzy, których mamy pod dostatkiem – twierdzi berliński politolog Herfried Münkler.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA