Kraj

Biało-czerwona kampania PiS

Inauguracja we Wrocławiu. W treści przeciw PO, w formie – przeciw Libertas. Z pomysłem na trzecią siłę w PE i walkę o pomoc finansową dla Polski do 2020 roku
We wrocławskiej hali Orbita, gdzie w sobotę PiS zainaugurował kampanię, wszystko miało narodowe zabarwienie. Delegatów, powiewających biało-czerwonymi chorągiewkami z napisem "Prawo i Sprawiedliwość", Michał Kamiński powitał mówiąc o "polskim Dolnym Śląsku". Nawet z logo PiS niknął charakterystyczny granat.
Na sprawach krajowych skupiali się kolejni mówcy, krytykując PO za wpędzanie kraju w recesję. – Druga Irlandia to słowa sfrustrowanych maruderów, Polska nigdy nie może być druga, lecz zawsze na pierwszym miejscu – apelował do poczucia dumy narodowej prof. Ryszard Legutko, "jedynka" dolnośląskiej listy PiS. – Polska musi być w Europie traktowana tak samo jak inne państwa – zaznaczał Jarosław Kaczyński. Prezes PiS zadeklarował solidarność ze stoczniowcami, wspominając również o samym związku. – "Solidarność", jeden z dwóch największych ruchów społecznych w historii, ruch zwycięski, z którego powinniśmy być dumni.
Podobnych fraz w identycznym kontekście używał dzień wcześniej prezydent Lech Kaczyński na spotkaniu ze związkowcami w Legnicy. Głównym zadaniem europosłów PiS ma być zabieganie o przedłużenie programów pomocowych dla Polski do 2020 r. - Pieniądze z UE są wykorzystywane w stopniu kompromitującym – zauważył Jarosław Kaczyński. PiS chce walczyć w PE m.in. o zrównanie dopłat dla polskich rolników z tymi dla farmerów na Zachodzie, ochronę praw polskich rodziców, naruszanych przede wszystkim w Niemczech. Ułatwić ma to stworzenie w PE, razem z brytyjskimi i czeskimi konserwatystami, trzeciej siły, obok socjalistów i Europejskiej Partii Ludowej. Największymi brawami nagrodzono politologa Marka Migalskiego, śląską "jedynkę" PiS, który przemówienie skierował do wyborców PO: – Uwierzyliście w bajkę, że PiS to Stasi, kaczyzm itp. Teraz jesteście janczarami polityków PO. Ale w eurowyborach nie ma groźby powrotu PiS do władzy. Za to jest okazja, by ostrzec swe ugrupowanie, że nie ma zgody na nieróbstwo. W spektakularny sposób wyraziło to 3000 uczestników konwencji, pokazując PO żółte kartki. Zrobili to na komendę specjalnego gościa – Zyty Gilowskiej. – Przyjechałam tu, by stanąć po jasnej stronie mocy, bo ilość głupot wypowiadanych na temat naszego rządu jest straszna – mówiła. – Zostawiliśmy gospodarkę w stanie znakomitym. Nasi następcy jedynie obiecywali cuda. Ach, łotry, szelmy, łajdaki, chciałoby się powiedzieć za Mickiewiczem, ale takim językiem się nie rozmawia. Wiesław Gałązka, ekspert ds. marketingu politycznego, twierdzi, że przekaz, jaki zastosował PiS, ale jaki stosuje też PO, wynika z tego, że polscy politycy wciąż nie czują się pełnoprawnymi Europejczykami. – Stąd nacisk na sprawy krajowe, bo to one rozpalają Polaków – uważa. – Ale w tym kontekście hasło, skądinąd świetne, "Więcej dla Polski" brzmiało na konwencji dziwnie, bo PiS domaga się tego nie od Europy, lecz od Platformy. Narodowa retoryka i sztafaż to oczywista próba przelicytowania Libertas, która rywalizuje z PiS o prawicowego wyborcę.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL