fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Blisko mistrzostwa

Jan Urban
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
- Żeby zremisować, trzeba grać o zwycięstwo, ale remis nie byłby złym wynikiem - mówi "Rz" Jan Urban, trener Legii przed hitem kolejki
[b]Cieszy się pan, że po przegranym półfinale Pucharu Polski z Ruchem Chorzów nie musieliście wracać do Warszawy, tylko od razu pojechaliście do Krakowa? Mógłby pan zostać wezwany na rozmowę do Mariusza Waltera? [/b]
Spotykam się z prezesem Legii dość często, zarówno wtedy, jak jest dobrze, jak kiedy nam nie idzie. Ludzie myślą, że jestem wzywany na dywan i tam wysłuchuje tylko przykrości. W Polsce ludzie spotykają się tylko wtedy, kiedy komuś pali się tyłek, a my w Legii dyskutujemy przez cały sezon.
[b]Z Pucharu Ekstraklasy wyeliminował was Bełchatów, z Pucharu Polski - Ruch. Żeby obronić swój pomysł na drużynę musi pan zdobyć mistrzostwo? [/b]
Wszystkie tytuły zdobywa się bardzo ciężko, nam nie udało się obronić Pucharu Polski, bo w meczu w Warszawie straciliśmy bramkę samobójczą, a później nie potrafiliśmy wykorzystać choćby jednej z piętnastu okazji, by pokonać bramkarza Ruchu. Największym problemem mojej drużyny jest skuteczność.
Nawet w ostatnim meczu ligowym, który wygraliśmy, też nie potrafiliśmy zdobyć gola, bo musiał nam pomóc Robert Sierant z ŁKS Łódź. Wisła z pucharów odpadła szybciej, ale nie możemy mówić, że jesteśmy bardziej zmęczeni. W Polsce, chociaż rozgrywki toczą się w systemie jesień-wiosna, to jednak pracuje się od stycznia do grudnia, czyli nie dotarliśmy jeszcze nawet do półmetka.
[b]Dzięki mikrofonom ustawionym blisko ławki rezerwowych, kibice w całym kraju usłyszeli, jak w niecenzuralnych słowach każe pan iść swoim piłkarzom na wojnę. W Krakowie też będzie wojna czy pogracie w piłkę? [/b]
W Chorzowie przegrywaliśmy 0:1, a do tego rywale niemiłosiernie nas kopali. Nie ma nic gorszego niż porażka podparta wrażeniem, że przeciwnik nas przestraszył. Po mojej reprymendzie, piłkarze zaczęli grać ostrzej, nie pozwalali już na tak wiele. Jak będzie w Krakowie - nie wiem, ale nie zagramy jak Chelsea z Barceloną w pierwszym meczu, bo nie potrafimy tak dobrze się bronić. Ostatnimi mistrzami Europy zostali Hiszpanie, cztery lata wcześniej - Grecy. Zdecydowanie stawiam na ten pierwszy sposób zdobywania tytułu najlepszej drużyny w rozgrywkach.
[b]Legia nie strzela gola w ostatnich trzech meczach - i mówi pan, że największym problemem jest skuteczność. Teraz okazuje się także, że nie potraficie się zbyt dobrze bronić. To w czym wy jesteście dobrzy? [/b]
Dobrze czujemy się w ataku i chociaż narzekam na skuteczność, to przecież strzeliliśmy najwięcej goli w lidze. Narzekam na obronę, a straciliśmy najmniej goli w lidze. Chodzi mi o ostatnie spotkania: jeśli w czterech kolejkach do końca sezonu będziemy pudłowali tak jak przeciwko Ruchowi i ŁKS, nie zdobędziemy mistrzostwa, bo nie będziemy na nie zasługiwać, a rywale to wyczują.
[b]Cieszyłby się pan z remisu w Krakowie? [/b]
Żeby zremisować, trzeba grać o zwycięstwo, ale remis nie byłby złym wynikiem. Z Wisłą szło mi do tej pory nieźle: cztery zwycięstwa, dwa remisy i tylko jedna porażka, to dobry bilans. Najważniejsze ze zwycięstw to był finał Pucharu Polski i myślę, że niedzielne spotkanie będzie miało podobny ciężar. Po tym meczu zostaną tylko trzy kolejki do końca.
Jeśli wygra Wisła, to będzie blisko mistrzostwa, jeśli wygra Legia, to będzie bardzo blisko mistrzostwa. Dlatego sądzę, że większa presja będzie po stronie drużyny z Krakowa, która w przypadku porażki straci do nas pięć punktów, które trudno będzie nam już roztrwonić.
[b]Wisła zaprasza kibiców na spektakl. Wyprodukowała nawet teatralne afisze...[/b]
Jak zagramy tak, jak w jesiennym meczu w Warszawie, albo tak jak z Lechem na wyjeździe - to będzie spektakl. Emocje będą zresztą niezależnie od tego, jaką taktykę wybiorę ja czy Maciej Skorża. Emocje zbuduje waga spotkania, głównie to, ile można w nim przegrać. Ligowe hity nie zawsze się nimi okazują, czasami wygrywa kalkulacja. My będziemy się bronić tylko wtedy, jeśli Wisła okaże się tak silna, że nie pozwoli nam wyjść z własnej połowy.
[b]Pana asystent, Kibu, po porażce z Bełchatowem w Pucharze Ekstraklasy, tak bardzo się przejął, że przez dwa dni nie odbierał telefonów. Teraz jest z wami czy znowu zniknął.[/b]
Kibu jest, ale podobnie jak ja ma trudności z przyzwyczajeniem się do sytuacji, jakie panują w naszej piłce, w Legii. Mamy takie wrażenie, że sukces drużyny nie sprzedaje się tu tak dobrze, jak porażka.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA