Telewizja

Rockandrollowiec z buldożera

AP
Ma opinię ekscentryka i najbardziej nieprzewidywalnego człowieka w Hollywood. 53-letni Billy Bob Thornton, dotąd znany przede wszystkim jako znakomity aktor, reżyser, scenarzysta, laureat Oscara i... kobieciarz, zdecydował ostatnio, że teraz najważniejsza jest dla niego muzyka
Wyjątkowego pecha miał przed paroma tygodniami kanadyjski dziennikarz radiowy, który w wywiadzie z członkami zespołu Boxmasters przedstawił jednego z nich – Thorntona właśnie – jako wybitnego aktora. Billy obraził się i przestał odpowiadać na pytania, skutecznie paraliżując rozmowę. Cały on. Przekorny, kapryśny, nieobliczalny. Z ról, które zagrał w swojej długiej karierze, ta jedna – niegrzecznego chłopca – chyba najbardziej przypadła mu do gustu. Nie tylko jemu zresztą. Niedbałym wdziękiem rockandrollowca i bezczelnym uśmieszkiem Billy wciąż podbija serca pań.
O humorach, dziwactwach i fobiach gwiazdora krążą legendy. Że nie lubi latać, nie cierpi antycznych mebli, klownów i srebrnej zastawy stołowej, dlatego nawet w domu używa plastikowych sztućców. Znany jest z upodobania do tatuaży i kowbojskich strojów, do których zakłada czapkę baseballówkę. Ale bodaj najbarwniejszym okresem w życiu Thorntona – nagłośnionym i skrupulatnie relacjonowanym w mediach – było małżeństwo ze śliczną i równie jak on temperamentną Angeliną Jolie. Billy pisał dla ukochanej piosenki, a potem nagrywał je w prywatnym studiu w piwnicy willi w Beverly Hills, którą kupił od Slasha z Guns’N’Roses. Burzliwy związek z Jolie rozpadł się po niespełna trzech latach, w maju 2003 roku. Aktor publicznie przeprosił Angelinę za niewierność i wziął na siebie odpowiedzialność za tę kolejną – w sumie było ich dotąd pięć – porażkę małżeńską. – Przynajmniej próbowałem – mówi aktor. – Ludzie uważają, że moje zachowanie jest dziwaczne, a ja mam znajomych, którzy nie żenią się i uprawiają seks z 15 osobami w ciągu jednego tygodnia. Zastanawiam się, co jest gorsze. Lepiej wywiązuje się z obowiązków ojca: dochował się czwórki dzieci i stara się mieć z nimi jak najlepszy kontakt. Własne dzieciństwo wspomina z nutą nostalgii, ale i ironią. Był ponoć najgrubszym niemowlakiem w całym okręgu i z tego powodu po raz pierwszy jego zdjęcie trafiło do gazet. Urodził się 4 sierpnia 1955 roku w Hot Springs w stanie Arkansas. Matka była półkrwi Indianką, miała problemy psychiczne, ale trafnie przepowiedziała synowi karierę w show-biznesie. Ojciec, z pochodzenia Irlandczyk, nauczyciel historii i trener koszykówki, zmarł na raka płuc, kiedy Billy miał 18 lat.
Wczesne lata przyszły gwiazdor spędził z dziadkiem w jego leśniczówce. Od dziecka fascynowała go muzyka. Gdy miał dziewięć lat, dostał od matki pierwszą perkusję. W szkole średniej zainteresował się sportem – był obiecującym graczem w baseball, ale z powodu kontuzji musiał zrezygnować z dalszej kariery. Sympatia do tego sportu została mu do dziś: jest zapalonym kibicem i kolekcjonuje czapki baseballówki. Rozpoczynając dorosłe życie, Billy imał się różnych zajęć – pracował m.in. jako kierowca buldożera, kosił trawę, naprawiał rowery, pomagał w szpitalu dla psychicznie chorych, dwa semestry spędził na uniwersytecie, studiując psychologię. W 1981 roku razem z serdecznym przyjacielem Tomem Eppersonem pojechał do Los Angeles. Grał na perkusji w nocnych barach, dorabiał jako kelner i próbował pisać scenariusze. W czasie chudych lat nabawił się poważnych kłopotów ze zdrowiem i trafił do szpitala. Boleśnie przeżył w 1988 roku śmierć brata Jimmy’ego Dona, dobrze zapowiadającego się muzyka, który zmarł nagle na serce w wieku zaledwie 30 lat. Zadebiutował jako aktor w dreszczowcu „Krew łowcy” (1986). Potem grywał niewielkie role, głównie w serialach. W 1992 r. zwrócił na siebie uwagę krytyków rolą w thrillerze „Jeden fałszywy ruch”, do którego razem z Eppersonem napisał scenariusz. Wystąpił m.in. w westernach „Tombstone” (1993) i „Truposz” (1995). Przełomem było autorskie dzieło „Blizny przeszłości” (1996) – za rolę Karla Childersa dostał nominację do Oscara, statuetkę zdobył scenariusz jego autorstwa. Film odniósł wielki sukces, również finansowy – zrobiony za 1 mln zarobił... 65 mln dolarów. Kolejną oscarową nominację Thornton otrzymał za role w „Prostym planie” (1998) w reżyserii Sama Raimiego. W dorobku ma wiele niezapomnianych ról – m.in. kosmonauty w katastroficznym „Armageddonie” (1998), fryzjera-mordercy w „Człowieku, którego nie było” (2001) braci Cohen, strażnika więziennego w „Czekając na wyrok” (2001), niewiernego męża w „Obudzić się w Reno” (2002), prezydenta USA w „To właśnie miłość”, fałszywego Mikołaja i pijaka w „Złym Mikołaju” (2003) czy amerykańskiego bohatera Davy’ego Crocketta w westernie „Alamo” (2004) – Kocham robić filmy i grać, ale nie jestem zakochany w Hollywood – mówi Thornton. – Fakt, że w Hollywood mnie lubią, jest dla mnie szokiem, bo ciągle mówię im „pocałujcie mnie w tyłek”. Inna rzecz, że nie uczestniczę za bardzo w życiu towarzyskim. Mam tu tylko kilku bliskich przyjaciół. Nie chodzę na przyjęcia i to mnie ratuje. Od pięciu lat ma swoją gwiazdę na hollywoodzkiej Walk of Fame. Wyróżnienie to skomentował z właściwym sobie poczuciem humoru: „Jestem już tak cholernie stary?!” [i]Facet od WF 14.05 | hbo | SOBOTA Włamanie na śniadanie 21.05 | tvp 2 | NIEDZIELA[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL