fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Kosmiczny nokaut w Las Vegas

Manny Pacquiao
AFP
Pacquiao lepszy od Hattona. Pojedynek zakończył się już w drugiej rundzie po nokautującym lewym sierpowym Filipińczyka
"Bitwa Wschodu z Zachodem" trwała bardzo krótko, już w pierwszym starciu Ricky Hatton leżał dwukrotnie. Ale to nie znaczy, że nie było na co popatrzeć.
Atmosfera w MGM Grand Garden Arena w Las Vegas była taka jak podczas największych walk ostatnich lat. Miliony dolarów dla obu pięściarzy, ogromne zainteresowanie, Jack Nicholson na widowni i łzy w oczach angielskich kibiców, którzy znów przeżyli razem ze swoim idolem gorycz porażki. Po raz pierwszy płakali, gdy kilkanaście miesięcy temu Hattona pokonał przed czasem Floyd Mayweather junior.
Pierwszy wszedł do ringu Anglik. Witała go specjalnie dla niego skomponowana piosenka „Jest tylko jeden Ricky Hatton" i krzyk fanów, którzy przylecieli do Las Vegas, by oglądać zwycięstwo twardziela z Manchesteru.
Gdy pojawił się Manny Pacquiao, tysiące Filipińczyków wstało z miejsc. Po tym jak pokonał w grudniu Oscara De La Hoyę, na Filipinach jest przecież bohaterem narodowym.
[srodtytul]Roach miał rację[/srodtytul]
Przed walką stawiano na Pacquiao, choć Hatton powtarzał, że będzie tak dobry jak nigdy wcześniej.
Ci, co stali po stronie Anglika, przypominali, że umie walczyć z pięściarzami leworęcznymi, takimi jak Filipińczyk, gdyż pokonał w świetnym stylu Eamonna Magee i Luisa Colazzo. Zapomnieli tylko, że żaden z nich nie był tak szybki jak Pacquiao.
Sam Hatton odgrażał się wprawdzie, mówiąc, że niesłusznie nie docenia się jego szybkości, ale Freddie Roach, trener Filipińczyka, nie miał żadnych wątpliwości, kto wyjdzie z tej wojny zwycięsko. – Ricky to miły facet, ale w ringu nie będzie miał szans. On zawsze walczy tak samo. Gdy zadaje cios prawą ręką, opuszcza lewą. Manny będzie dla niego nieuchwytny i Hatton nawet nie zauważy, kiedy zostanie znokautowany. Najpóźniej do trzeciej rundy – twierdził Roach.
Za Hattonem przemawiała jednak siła i fakt, że walczył w swojej naturalnej kategorii. Kiedy w 1997 roku, zaczynając karierę zawodową, rozprawił się w pierwszej rundzie z Colinem McAluley'em, ważył dokładnie tyle, ile waży teraz. A dla Pacquiao, najlepszego pięściarza bez podziału na kategorie wagowe, była to jednak kolejna wycieczka w nieznane.
Pierwsze mistrzostwo świata zdobył przecież w kategorii muszej, później zdobywał pasy w wadze junior piórkowej, junior lekkiej i lekkiej. Z De La Hoyą walczył w kategorii półśredniej – wielu uważało, że jest szalony i opuści ring na noszach.
Hatton chyba w najczarniejszych snach nie przypuszczał, że zakończenie tej bitwy będzie dla niego tak bolesne. W pierwszej rundzie leżał dwa razy na deskach po kontrujących prawych sierpowych Pacquiao. Nie podniósł jednak lewej ręki, dalej gonił w ringu Filipińczyka, licząc, że dopadnie go wreszcie w półdystansie.
[srodtytul]Cios na szczękę [/srodtytul]
Problem w tym, że Pacquiao był dla niego za szybki i za inteligentny. W pierwszej rundzie częściej używał prawej pięści, ale w drugiej pokazał Anglikowi, jak uderza silniejszą ręką. – Wiedziałem, że będzie uważał na moją lewą, więc na początku bilem prawą – tłumaczył później Pacquiao.
Potężny lewy sierpowy, który trafił w szczękę Hattona, ściął go z nóg w ułamku sekundy. Znacznie dłużej trwało dochodzenie do świadomości. Takie nokauty czasami kończą najwspanialsze kariery i, niestety, tak może być w przypadku Hattona.
Pacquiao poczeka teraz na wynik walki pomiędzy Mayweatherem juniorem i Juanem Manuelem Marquezem (18 lipca) i prawdopodobnie jesienią zmierzy się ze zwycięzcą. Jest też inny wariant, rywalem Filipińczyka może być Shane Mosley.
Każdy potencjalny przeciwnik jest wybitnym pięściarzem, więc już teraz wiadomo, że będzie to kolejna walka z udziałem Pacquiao, która zelektryzuje bokserski świat.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA