Świat

Sądowa gratka dla Baracka Obamy

Sędzia David Souter
AFP
Na taką okazję wielu amerykańskich prezydentów musiało długo czekać. Obama ma szczęście: jeden z członków wielce wpływowego Sądu Najwyższego instytucji właśnie postanowił przejść na emeryturę - pisze Piotr Gillert z Waszyngtonu
O tym, że sędzia Sądu Najwyższego David Souter zamierza opuścić urząd, plotkowano w Waszyngtonie już od paru tygodni. Wczoraj te pogłoski się potwierdziły: jak podały media, niespełna 70-letni Souter ma już dosyć życia w amerykańskiej stolicy i zamierza odejść na emeryturę, by móc oddać się swemu ulubionemu zajęciu: górskim wędrówkom w rodzinnym stanie New Hampshire. Gdy zamykaliśmy to wydanie „Rzeczpospolitej”, informacja o jego odejściu nie została jeszcze oficjalnie potwierdzona, ale w mediach już trwały gorączkowe spekulacje na temat kandydatów na miejsce Soutera. 
Mianowanie członka Sądu Najwyższego to jedna z najważniejszych decyzji leżących w gestii prezydenta USA. W amerykańskim ustroju sąd ten odgrywa bowiem rolę znacznie ważniejszą niż w Europie – jego decyzje mają bezpośredni wpływ na codzienne życie Amerykanów (na przykład legalność aborcji), a nawet – jak pokazują orzeczenia w sprawie Guantanamo – na życie więźniów. To Sąd Najwyższy jest miejscem decydujących bitew o sprawy społeczne i moralne między konserwatystami a liberałami. [srodtytul]Rzadkie wakaty[/srodtytul]
Członkowie tej elitarnej instytucji są mianowani przez prezydenta i zatwierdzani przez Senat, ale po zatwierdzeniu są w zasadzie nieusuwalni. W normalnych okolicznościach sędzia może opuścić stanowisko jedynie z własnej woli lub wyniku śmierci lub ciężkiej choroby. Dlatego wakaty w Sądzie Najwyższym zdarzają się rzadko, zwykle raz na parę lat. George W. Bush musiał czekać aż do drugiej kadencji, by móc nominować dwóch konserwatywnych sędziów – co uważa za jedno z największych osiągnięć swej prezydentury.  – Można się spodziewać, że prezydent Obama będzie szukał szanowanego znawcy prawa o liberalnych poglądach – przewiduje Maurice Carroll, dyrektor Instytutu Badań Opinii Publicznej Uniwersytetu Quinnipiac.  Nie zmieni to jednak znacząco ideologicznego podziału sił w gronie „dziewięciu sprawiedliwych”. Souter, nominowany w 1990 roku przez republikańskiego prezydenta George’a  Busha seniora, okazał się bowiem wielkim rozczarowaniem dla konserwatystów. Przez niespełna dwie dekady dał się poznać jako solidnie liberalny sędzia. Konserwatyści już w piątek przystąpili do ofensywy przeciw nieznanemu jeszcze kandydatowi prezydenta. „Jeśli Obama dotrzyma obietnicy wyborczej i mianuje osobę, która będzie głosować w zgodzie ze swymi „najgłębszymi wartościami”, a nie opierając się na literze prawa i konstytucji, to będzie pierwszym amerykańskim prezydentem, który uczyni z bezprawia jasny standard przy obsadzie tego stanowiska”, stwierdziła w oś- wiadczeniu przesłanym „Rz” Wendy Long, szefowa konserwatywnej organizacji Sieć do spraw Nominacji Sędziowskich.  [srodtytul]Wygra kobieta Latynos?[/srodtytul] Amerykańskie media spekulują, że wybór Obamy może paść na kobietę – obecnie w składzie sądu jest tylko jedna (75-letnia Ruth Bader Ginsburg). Niektórzy komentatorzy twierdzą, że prezydent będzie chciał dać szansę komuś pochodzenia latynoskiego lub azjatyckiego (przedstawiciele tych mniejszości nigdy dotąd nie zasiadali w Sądzie Najwyższym).  Uwaga wielu obserwatorów skupia się wokół sędzi jednego z federalnych sądów apelacyjnych Soni Sotomayor, której rodzina wywodzi się z Portoryko. Lista potencjalnych kandydatek i kandydatów jest jednak długa.  Bez względu na to, kogo wybierze Obama, nie musi się on raczej martwić oporem ze strony konserwatystów. Kontrola, jaką demokraci mają nad Senatem, który musi zatwierdzić każdą nominację sędziowską, jest niemal absolutna.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL