fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media i internet

Monitoring prasy pod kontrolą

Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Magdalena Lemańska
Polski rynek płatnych przeglądów prasy może być już wart nawet 30 mln zł – oszacowali wydawcy. Z większości z nich gazety wciąż nie mają jednak żadnych wpływów
Wydawcy planują ukrócenie działalności firm, które oferują tzw. monitorowanie prasy, czyli press-clipping, bez wiedzy i zgody wydawnictw – dowiedziała się „Rz”. To jeden z elementów zmian w prawie autorskim proponowanych przez Izbę Wydawców Prasy.
Monitoring polega m.in. na gromadzeniu i kopiowaniu na zlecenie firm drukowanych tekstów prasowych. Monitorujący prasę pobierają za to opłaty, często w ogóle bez wiedzy i zgody wydawnictw, które chcą otrzymywać wynagrodzenie za komercyjne wykorzystywanie ich materiałów. „Skala korzystania z monitoringu prasy dochodzi już do codziennego dostarczania klientom po kilka tysięcy przekazów. Wartość komercyjnego rynku usług monitoringu mediów (łącznie z monitoringiem radia i telewizji) można oszacować na 20 – 30 mln zł. Największe firmy monitoringowe osiągają przychody rzędu kilku milionów złotych rocznie” – pisze IWP w swoim stanowisku.
Prowadzące taką działalność firmy korzystają z art. 30 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, który zezwala na sporządzanie i rozpowszechnianie opracowań fragmentów już opublikowanych materiałów, ale wyłącznie „ośrodkom informacji lub dokumentacji”. Wydawcy chcą usunięcia tego zapisu z ustawy, bo ich zdaniem przepis jest naginany – materiały przetwarzają firmy, które nie mają nic wspólnego z działalnością naukową, w dodatku robią to w wersji cyfrowej. – Taka działalność jest niezgodna z przepisami, bo nie można przetwarzać takich materiałów w formie cyfrowej, tylko w analogowej – uważa Maciej Hoffman, dyrektor generalny IWP.
Na rynku jest też już jednak co najmniej kilka firm, które zarabiają na sprzedaży tzw. prasówek dla firm legalnie, za wiedzą wydawców, dzieląc się z nimi zyskami. IWP wymienia m.in. poznański Press Service Monitoring Mediów, spółkę JaR (eprasa.com) oraz Newton Media. Wszystkie te firmy należą do światowej organizacji zrzeszającej firmy monitorujące media FIBEP (Federation Internationale des Bureaux d’Extraits de Presse) skupiającej 90 firm z ponad 40 krajów).
– Na początku działalności w Polsce zwróciliśmy się do przedstawicieli wydawców z propozycją podpisania umowy licencyjnej, w ramach której przygotowujemy wyłącznie do wewnętrznego użytku naszych klientów monitoring mediów, odprowadzając do wydawców opłaty licencyjne. Niestety z niektórymi do dziś prowadzimy rozmowy o rozpoczęciu współpracy – mówi Marcin Koman, rzecznik Newton Media. Dodaje, że współpraca z wydawnictwami ułatwia pozyskiwanie materiałów. – Mamy jednak trudniejszą sytuację niż firmy, które wybrały drogę na skróty i powielają teksty bez zgody wydawnictw, bo musimy ponosić dodatkowe koszty związane z pokryciem naszych zobowiązań wobec wydawców – mówi Koman. Według niego w Polsce jest zapotrzebowanie na monitoring prasy, bo nawet najsprawniejsza agencja PR samodzielnie nie jest w stanie codziennie przygotować prasówki uwzględniającej wszystkie tytuły ogólnopolskie i regionalne.
[link=http://www.rp.pl/artykul/67344,294084_Okradanie_tworcow_moze_slono_kosztowac_.html][b]Okradanie twórców może słono kosztować[/b] [/link]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA