fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Piłkarze bronią Beenhakkera

Leo Beenhakker podczas meczu w Irlandii Północnej
Fotorzepa, BS Bartek Sadowski
Leo Beenhakker nie zrezygnuje, a PZPN go nie zwolni. Dziś piłkarze poprosili działaczy, by dali trenerowi dokończyć eliminacje - pisze Michał Kołodziejczyk z Tychów
To była inicjatywa zawodników, sami przyszli do dziennikarzy. Silną grupą, taką która w drużynie rzeczywiście ma coś do powiedzenia. Przyszli w pięciu, ale z poparciem pozostałych siedemnastu. Już wracając z Belfastu zawodnicy wiedzieli, jak wielka czeka ich krytyka i w ogóle się nie dziwili. To, że za ich postawę posadą zapłacić ma trener było jednak dla nich nowością, o dzisiejszym posiedzeniu zarządu PZPN w Kielcach też nie słyszeli.
Michał Żewłakow, Jacek Krzynówek i Mariusz Lewandowski, czyli rada drużyny, przy poparciu Marcina Wasilewskiego i Dariusza Dudki prosili, by PZPN dał tej drużynie szansę i pozwolił Beenhakkerowi dokończyć eliminacje. - Wiemy, jak bardzo zawiedliśmy w meczu z Irlandią, jednak wynik z Belfastu nie przekreśla jeszcze naszych szans. Wszyscy odpowiadamy za naszą obecną sytuację, podobnie jak trener, jednak chcielibyśmy zapewnić, że nadal czujemy się drużyną i chcielibyśmy walczyć dalej w eliminacjach mundialu z Leo Beenhakkerem. Stoimy za nim murem. Wierzymy, że zagramy na turnieju w RPA - powiedzieli. Dzisiejszy trening w Tychach miał taką oprawę, jakby spodziewano się trzęsienia ziemi. Wozy transmisyjne telewizji zastawiły drogę dojazdową na boisko, przyszło kilkudziesięciu kibiców i wszyscy pytali o to samo: czy rzeczywiście pacjent jest tak chory, że oglądamy jego ostatnie dni? Czy rzeczywiście druga z rzędu porażka w eliminacjach w fatalnym stylu i oddalające się mistrzostwa świata spowodują dymisję Beenhakkera?
Informacja o tym, że na posiedzeniu zarządu w Kielcach pod głosowanie ma zostać poddany wniosek o zwolnienie trenera po raz pierwszy pojawiła się jeszcze w Belfaście. Kiedy Irlandczycy upokarzali Polaków na Windsor Park nie wszyscy ludzie w biało-czerwonych szalikach na szyjach smucili się jak kibice. Niektórzy zacierali ręce, gratulowali sobie po cichu, tak żeby nie było potem afery jak we Wrocławiu, kiedy Polska remisowała ze Słowenią, a piłkarze którzy siedzieli na trybunach widzieli skaczących z radości notabli z PZPN. Ci sami działacze uznali zapewne, że właśnie teraz jest odpowiedni moment, by zwolnić Beenhakkera. Nikt sobie nie wyobraża straty punktu z San Marino, a następne mecze eliminacyjne kadra rozegra dopiero we wrześniu. Ktoś z trójki Henryk Kasperczak, Franciszek Smuda, Maciej Skorża mógłby więc bezboleśnie zakończyć pracę w swoim klubie. Kasperczak ma nawet w umowie z Górnikiem Zabrze klauzulę, pozwalającą na odejście do pracy z reprezentacją niemal w każdej chwili. Ale Beenhakker jeszcze nie jest na łopatkach, bo nie można powiedzieć, że nikt go nie popiera. - Nie rozumiem tego, co czytam w prasie. Dlaczego o kwestiach trenerskich wypowiadają się ludzie, którzy nie byli na zgrupowaniu i nie widzieli treningów. Z Irlandią zagraliśmy fatalnie, jednak wybrałbym taką samą metodę przygotowań i taki sam skład, jak Leo. Moim zdaniem wszystko było optymalne - mówił Stefan Majewski, członek zarządu PZPN, który jako trener zaproszony został przez Beenhakkera na zgrupowanie. Oliwy do ognia, chyba trochę nieświadomie, dolał Grzegorz Lato. Prezes PZPN nie chciał odpowiedzieć na pytanie o przyszłość trenera ani w samolocie z Belfastu, ani na lotnisku. Powiedział, że wszystko wyjaśni na środowej konferencji prasowej, czym dał do zrozumienia, że sprawa dymisji rzeczywiście istnieje. Jak udało nam się ustalić, dziś telefonicznie zapewniał jednak nie tylko samego trenera, ale także innych zainteresowanych, że wymysły prasowe są bzdurą i że Beenhakker może być spokojny o pracę do końca eliminacji. Lato ostatnio się zmienił, może jego ekipa wygląda na nieprofesjonalną, ale on sam zachowuje się jak prezes. To, że po jednym z najgorszych meczów ostatniej dekady zszedł do szatni pocieszyć piłkarzy, świadczy albo o dobrej pracy agencji budującej jego wizerunek, albo o tym, że sprawy reprezentacji można zobaczyć z innej perspektywy. Jeśli sprawę poruszy ktoś na wtorkowym posiedzeniu zarządu - a zapewne tak będzie - jego wniosek może zostać zignorowany przez prezesa. Istotna jest także poniedziałkowa wypowiedź Mirosława Drzewieckiego dla TVN24. Minister sportu wyraźnie dał do zrozumienia, że obecna sytuacja, kiedy część członków PZPN cieszą kiepskie wyniki reprezentacji, nie może mieć dalej miejsca. Zwolnienie Beenhakkera to byłaby także konieczność wypłaty odszkodowania, wysokiego - bo eliminacje nie zostały jeszcze przegrane. PZPN może także bać się ruszyć trenera, którego dzień wcześniej poparli piłkarze. - Wiem, że powinniśmy obronić Beenhakkera na boisku w Belfaście. To, że przegraliśmy, nie świadczy jednak, że nie mamy do niego zaufania - tłumaczył Marek Saganowski. Polacy we wtorek zagrają z San Marino. Jeśli nie wygrają, pod swoją dymisją Beenhakker podpisze się pewnie jako pierwszy, jednak nikt nie bierze pod uwagę możliwości kompletnej katastrofy. W poniedziałek rano zgrupowanie opuścił Artur Boruc. Po śniadaniu trener powiedział mu, że w środę nie będzie brany pod uwagę przy ustalaniu składu na mecz i jeśli chce, może pojechać do domu. Chciał. Jeśli nie zmieni się nic w jego życiu, powołania do kadry od tego trenera długo nie dostanie. Łukasz Fabiański, który ma zastąpić Boruca, na razie czuje się osłabiony po infekcji jelit, plan awaryjny przewiduje powołanie Sebastiana Przyrowskiego, jako zmiennika Łukasza Załuski. Michał Żewłakow i Jacek Krzynówek trenowali dziś indywidualnie. Na Stadionie Śląskim, ale na bocznym boisku, bo główne zajęli piłkarze Ruchu Chorzów, którzy grali mecz ze Śląskiem Wrocław w Pucharze Ekstraklasy.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA