Historia

O prymasie Wyszyńskim bez patosu

Ewa K. Czaczkowska "Kardynał Wyszyński" Świat Książki Warszawa 2009
Rzeczpospolita
Znana anegdota głosi, że Matka Boska objawiła się Janowi Styce, mówiąc: „Ty mnie nie maluj na klęczkach, ty mnie maluj dobrze”.
Kardynał Stefan Wyszyński nie miał powodu, by wystąpić z podobnym apelem do Ewy K. Czaczkowskiej, gdy pisała jego biografię. Przedstawienie życia kardynała Stefana Wyszyńskiego, jednego z najwybitniejszych Polaków, do tego kandydata na ołtarze, grozić może popadnięciem w patos i hagiograficznymi pokusami. Te niebezpieczeństwa nasza redakcyjna koleżanka z daleka ominęła. Co więcej, dała czytelnikowi pełną napięcia, czasem dramatyczną opowieść. Nie jest to tylko zasługą życia prymasa Wyszyńskiego, lecz także wynikiem daru narracji autorki. To bardzo rzadkie zjawisko w polskiej biografistyce.
33 lata prymasostwa spędził Stefan Wyszyński w stałym napięciu. Układał się i walczył z komunistycznymi władzami. Napotykał niezrozumienie, opór, krytykę wśród niektórych biskupów, księży, zaangażowanych w politykę katolików świeckich (trudne stosunki z Kołem Znak) oraz w Watykanie. Jednym razem wytykano Wyszyńskiemu uległość wobec władz PRL, innym – ich wspieranie. Nazwano prymasa zdrajcą, a zrobili tak Gomułka i Kuroń. Był kardynał Wyszyński duchowym przywódcą znakomitej większości Polaków. Jednak, jak pokazuje Ewa K. Czaczkowska, dwukrotnie rozminął się z ich nastrojami i uczuciami – w sprawie listu do biskupów niemieckich i gdy wygłosił bardzo wstrzemięźliwe kazanie w sierpniu 1980 roku.
Zarzucano czasem prymasowi zbytnią ostrożność we wprowadzaniu reform II Soboru Watykańskiego, propagowanie kultu maryjnego, katolicyzmu ludowego. Okazało się jednak, że to Wyszyński miał rację, co przyznali nawet niektórzy jego oponenci. Janowi Pawłowi II i jego pielgrzymce do Polski przypisuje się ważną rolę w doprowadzeniu do Sierpnia. Czaczkowska podkreśla jednak i wydobywa wielką zasługę w tej mierze kardynała Wyszyńskiego. „Z perspektywy lat lepiej widać, że bez jego wiary i siły duchowej, bez umacniania masowej religijności, która miała dać odpór systemowej ateizacji, bez realizmu politycznego i talentów dyplomatycznych trudno myśleć, że doszłoby do zrywu społecznego w sierpniu 1890 r., a przynajmniej w takiej jego formie”. Ewa K. Czaczkowska pisze, że dzisiejsza tęsknota za silnym przywódcą jest echem epoki prymasa Wyszyńskiego, lecz dziś siłą Kościoła są poszczególne diecezje z ich lokalnymi biskupami, duchowieństwem i wiernymi. Czas pokaże, czy tak jest w istocie. I czy Kościół w Polsce rzeczywiście obędzie się bez autorytetu na miarę prymasa Wyszyńskiego.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL