fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Jesteśmy wciąż w środku kryzysu

Polska jest szczególnie interesującym rynkiem dla inwestorów pragnących przenieść tu produkcję i stąd eksportować swoje towary czy usługi na inne rynki - mówi w rozmowie z "Rz" Jurgen Fitschen, członek Rady Dyrektorów Deutsche Banku
[b]W gospodarce mamy co chwilę kolejne złe dane. Ale czy jesteśmy już bliżej końca kryzysu?[/b]
[b]Jurgen Fitschen:[/b] Odpowiedź na to pytanie jest warta miliony dolarów. To, co już wiemy, to fakt, że jesteśmy w środku kryzysu, który jest porównywany z tym z lat 30 ubiegłego wieku. Trwający od roku 2007 kryzys, od problemu dotyczącego jednego rodzaju aktywów przeszedł przez stadium kryzysu finansowego, aż do kryzysu realnej gospodarki. Wokół tej sytuacji narosło wiele, jak się okazało błędnych teorii, takich jak ta, że dotknie on tylko sektor finansowy, czy w końcu, że nie będzie miał wpływu na rynki wschodzące. To wszystko okazało się nieprawdą. Mamy do czynienia z kryzysem globalnym, który w ostatnich miesiącach błyskawicznie rozlał się po gospodarce realnej — i to jest nowy element, niespotykany do tej pory. Poza tą cechą, ten kryzys wybuchł z powodów znanych już z historii — boomu kredytowego i bardzo długiego okresu tzw. taniego pieniądza. [b]Ale czy to co już widzimy uzasadnia porównanie obecnych czasów do Wielkiego Kryzysu?[/b]
Obecny kryzys wynika z nierównowagi w bilansach płatniczych. Stany Zjednoczone mają ogromny deficyt płatniczy, a kraje Azji nadwyżki. W latach 30. sytuacja była podobna, z tą różnicą, że nadwyżki posiadały Stany Zjednoczone. Ale sam poziom nierównowagi był bardzo podobny. Nowym, negatywnym zjawiskiem jest to, że wiele instrumentów na rynkach finansowych oferowano w sposób nieuregulowany. Dodatkowo sektor nieruchomości w wielu rozwiniętych krajach, a zwłaszcza w USA, determinuje kondycję całej gospodarki. Te dwa czynniki oraz mechanizm sekurytyzacji, który umożliwił przeniesienie się kryzysu z amerykańskiego rynku nieruchomości praktycznie na cały świat oraz upadek Lehman Brothers, doprowadziły do eskalacji kryzysu finansowego, utraty zaufania w bankowości, ale także w całej gospodarce. W efekcie mechanizmy gospodarcze nie działają tak jak powinny. Ale ten kryzys nie różni się aż tak bardzo od tego, co widzieliśmy w przeszłości. [b]A jaki będzie sygnał, że gospodarka zaczyna się odradzać?[/b] Brak zaufania na rynku międzybankowym jest ciągle głównym problemem. Jeżeli tam sytuacja zacznie się poprawiać, a wszystkie toksyczne aktywa będą zidentyfikowane, będzie to jakiś sygnał pozytywnych zmian. Na razie jednak banki w Wielkiej Brytanii i innych krajach są nacjonalizowane, co oznacza, że samymi procesami rynkowymi nie uda się zwalczyć tych kłopotów. Niewykluczone, że dobrym rozwiązaniem byłoby stworzenie banku złych aktywów, który skupiłby toksyczne aktywa i oczyścił pozostałe banki. Z drugiej strony decyzja o utworzeniu takiego banku jest bardzo trudna, bo faktycznie oznaczałaby, że to podatnicy wezmą na siebie straty z tytułu toksycznych aktywów. Ale i tak banki muszą zostać dokapitalizowane, by zagwarantować im w przyszłości stabilny rozwój. Jeżeli chodzi o gospodarkę realną, to konieczne będzie zmniejszenie mocy produkcyjnych, aby przywrócić gospodarce pewien stan równowagi - choć to oczywiście będzie bolesne, wzrośnie bezrobocie, wiele firm upadnie, ale bez tego proces ożywiania gospodarki trwałby bardzo długo, czego dobitnym przykładem są doświadczenia Japonii. Co do sygnałów, to warto obserwować wszelkie indeksy traktujące o kondycji branży transportowej - jeżeli tam sytuacja zacznie się poprawiać, to będzie oznaczać, że handel odżywa i sytuacja się polepsza. Takim indeksem jest np. Baltic Freight Index. [b]Czy region Europy Środkowo-Wschodniej ma już najgorsze za sobą? Czy złoty i inne waluty nie będą już tak gwałtownie tracić na wartości? [/b] Niestety tego nie wiem, ale wygląda na to, że jesteśmy ciągle w środku kryzysu. To że Polska nie jest częścią unii monetarnej powoduje, że duże wahania kursu złotego ciągle są możliwe. Tym bardziej, że nie jest to duży rynek i dość łatwo kursem złotego zachwiać. Chce jednak podkreślić, że niewłaściwe jest wrzucanie wszystkich krajów tego regionu do jednego worka - każdy z nich jest osobną gospodarką. Premier Węgier wystraszył Europę prosząc o pomoc dla całego regionu. To nie było właściwe działanie, bo nie każdy kraj jest w takim samym stanie jak Węgry. Polska wygląda na bardzo silną gospodarkę w porównaniu do innych krajów. Ma mniejszy udział eksportu w PKB, co też będzie chronić kraj, bo dodatkowo ciągle konsumpcja w Polsce jest dość silna. Choć pewne znaki zapytania się pojawiają - dotyczą głównie tego, czy polskim firmom zostaną przedłużone kredyty refinansujące ich działalność, a aktywność kredytowa w całym regionie to głównie domena banków należących do instytucji Europy Zachodniej. Pytanie brzmi, jaka będzie decyzja tych banków. W przypadku Polski wiele wskazuje na to, że jednak nie będzie z tym większych problemów, bo ryzyko kraju jest raczej niskie. Polskie firmy nie powinny mieć problemów z uzyskaniem kredytów. A co do złotego - jego osłabienie to większa konkurencyjność gospodarki, choć oczywiście trzeba pamiętać o tym, że równocześnie podraża ono import. Poza tym, na konkurencyjność polskiej gospodarki większy wpływ miałaby poprawa szeroko pojętej infrastruktury. [b]Czyli trzeba się pogodzić, że przez dłuższy czas inwestorzy zagraniczni nie wrócą na rynki wschodzące, w tym Polski?[/b] Nie sądzę, żeby złoty dalej się osłabiał. Inwestorzy pamiętają, że Polska jest na drodze do przyjęcia wspólnej waluty. Kiedy mówimy o inwestorach warto ich podzielić na portfelowych - inwestujących w walutę, obligacje oraz akcje i długoterminowych - budujących na przykład nowe fabryki. W przypadku tej drugiej grupy musi upłynąć trochę więcej czasu, nim inwestorzy powrócą, ale Polska ma szanse podążyć drogą Hiszpanii i osiągnąć jej obecny poziom gospodarczy. Wasz kraj będzie szybciej osiągać poziom ekonomiczny Europy Zachodniej, choć dotyczy to całej Europy Środkowej, ale Polska jest szczególnie interesującym rynkiem dla inwestorów pragnących przenieść tu produkcję i stąd eksportować swoje towary czy usługi na inne rynki. W przypadku inwestorów portfelowych - oni wrócą, kiedy tylko światowe giełdy zaczną marsz w górę, a zyski przedsiębiorstw znów będą rosły. Na razie jednak, wygląda na to, że rok 2009 będzie apogeum, jeżeli chodzi o konsekwencje kryzysu, więc trzeba uzbroić się w cierpliwość. [b]W ciągu ostatnich tygodni w Polsce pojawiło się wiele oskarżeń pod adresem dużych instytucji finansowych, które miały swoimi raportami czy wręcz działaniami na rynku walutowym osłabiać polskiego złotego? Mówimy tu o JP Morganie czy Goldman Sachs. Czy spotkał się Pan z podobną sytuacją w innym kraju, czy te polskie obawy to nasza specyfika, czy możliwe jest, że złoty jest obiektem negatywnej kampanii?[/b] Nigdy nie słyszałem, by znaczące instytucje finansowe uwzięły się na jakąś walutę. Duże banki są uczestnikami rynku finansowego, kupują, sprzedają, dokonują własnej oceny sytuacji. Ale nie należy się obawiać, że istnieje spisek mający na celu osłabianie złotego.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA