fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Spokojniejszy odcień rocka

Ian Gillan: „Lubię się uwolnić od presji codzienności, od medialnego zgiełku i spraw show-biznesu”
WARNER
Wokalista Deep Purple opowiada o solowej płycie oraz o niechęci do religijnych konfliktów, które obserwował w Irlandii Północnej. Namawia, żeby wierzyć w siebie
[b]Rz: Pana nowy solowy album nosi tytuł „One Eye to Morocco”. Coraz więcej muzyków jeździ do Maroka, U2 nagrali tam nową płytę. Dla pana to ważne miejsce?[/b]
Ian Gillan: Byłem w Maroku, Marrakesz jest niezwykle egzotyczny, bardzo hipisowski. Trudno zapomnieć zapachy arabskiego bazaru, zup i owoców. Ale przecież każdy kraj jest egzotyczny dla kogoś, kto tam się nie urodził i nie mieszka. Tytuł zaś ma związek z Kazimierzem. [b]Krakowskim czy nad Wisłą?[/b]
Z żydowską dzielnicą Krakowa. Siedziałem ze znajomymi w kawiarni, słuchałem historii o Oskarze Schindlerze, a Tomasz Dziubiński, szef Metal Mind Production, zauważył: „Ian, widzę, ze masz oko na Maroko”. Patrzyłem ukradkiem na niezwykle atrakcyjną damę, ale nie zrozumiałem, o co chodzi. Tomasz wytłumaczył mi wtedy, że o kimś rozkojarzonym mówi się w Polsce, że ma „jedno oko na Maroko, a drugie na Kaukaz”. [b]Teksty sugerują jednak, że komponując album, był pan niezwykle skupiony. Śpiewa pan w tytułowej kompozycji o samotności w hotelowym pokoju, bez czekania na telefon, zanurzony w myślach i marzeniach. Czy ten opis jest kluczem do płyty?[/b] Tak, kiedy zmarła mama Rogera Glovera, basisty Deep Purple, zespół miał dłuższą przerwę i mogłem się skupić na solowym projekcie. Chciałem powiedzieć o tym, że z czasem każdy z nas potrzebuje więcej ciszy i spokoju, żeby zrozumieć siebie, dojść do ładu z bliskimi i światem. Samotność, która w najmłodszych latach może wydawać się czymś strasznym, staje się atrakcyjna, objawia pozytywne strony. [b]Na koncertach gra pan hałaśliwą odmianę rocka, a prywatnie tęskni do ciszy?[/b] Lubię się uwolnić od presji codzienności, od medialnego zgiełku i spraw show-biznesu. Dla psychicznej higieny warto od czasu do czasu zwolnić. Wziąć głębszy oddech, poczuć smak powietrza, posłuchać, jak biją nasze serca, delektować się chwilą, nie dzieląc jej z nikim. Nie chcę wyglądać na zgredziałego hipisa, marudzić jak guru z lat 60., ale tylko tak mogę poczuć się wolny. [b]Ma pan takie pomysły, które może pan zrealizować na solowej płycie, a na albumach Deep Purple byłoby to niemożliwe?[/b] Choćby to, że solo nie muszę krzyczeć. Muzyka Deep Purple ma mocną rockową energię. Jesteśmy jak rozpędzona kula śniegowa. Gramy coraz szybciej, coraz ciężej. A czasami lepiej powiedzieć coś szeptem, niż zdzierając głos. Na solowej płycie stało się to możliwe. [b]Skoro już zabłądziliśmy na początku rozmowy do krajów arabskich, proszę powiedzieć, jak pan odbiera islam? Możemy się porozumieć z muzułmanami?[/b] Trzeba zacząć od Boga, od uczuć religijnych i tradycji. Gdybym urodził się w Mekce, jest więcej niż pewne, że nie byłbym katolikiem, tylko muzułmaninem. Powinniśmy zrozumieć paradoksy naszego losu i nie zabijać się w imię Boga. Niestety wyznawcy różnych religii wykazują się skrajnym egoizmem. Nie pamiętają o tym, by nie czynić drugiemu, co im niemiłe. W ten sposób cofamy się o tysiąc, dwa tysiące lat – do czasów wojen religijnych. [b]Miał pan złe doświadczenia związane z nietolerancją?[/b] Przykro powiedzieć, akurat nie z muzułmanami, tylko ze współbraćmi w wierze – z chrześcijanami. Dorastałem w Irlandii Północnej. Jako dziecko byłem uczony miłości, a na ulicy toczyła się regularna wojna między katolikami i protestantami. Chrześcijanie zabijali chrześcijan. W imię Boga. Bez sensu. Tamten czas nauczył mnie dystansu do konfliktów religijnych. Wiem, że nie mają żadnego związku z Bogiem. To czysta polityka. I biznes. Dlatego kiedy miałem 13 lat, nie chciałem brać udziału w wojence prowadzonej przez skłóconych duchownych i zacząłem szukać własnej drogi. Starałem się podejść do życia w sposób zdroworozsądkowy, ale czułem się rozdarty, brakowało mi duchowości. [wyimek]Z Deep Purple gramy coraz szybciej, coraz ciężej. A czasami lepiej powiedzieć coś szeptem, niż zdzierając głos [/wyimek] [b]Jak pan sobie poradził?[/b] Trwało to długo. Osiągnąłem spokój, kiedy wyzbyłem się złych emocji i, co może zabrzmieć naiwnie, postarałem się żyć bardziej niewinnie. Moim marzeniem okazał się spokój. Osiągnąłem go, medytując dla własnej satysfakcji. [b]A co jest pana największym koszmarem?[/b] Zacząłem się bać przemocy. Nie dlatego, że boję się oberwać, bo jestem słaby – tylko dlatego, że kiedyś zbyt łatwo i często sam używałem siły. [b]Jak wygląda pana zwykły dzień?[/b] Kiedy jestem w domu, robię to, co chce żona. Lubię też spotkać się z przyjaciółmi i poplotkować. Kiedyś oglądałem dużo piłki nożnej, ale ostatnio z tym skończyłem, bo za bardzo się denerwowałem. Teraz interesuję się rugby. [b]Jest taka rada, jaką chciał pan usłyszeć, kiedy był pan młody, a teraz mógłby jej udzielić debiutantom?[/b] Zawsze sam wiedziałem najlepiej, co mam robić. Teraz, rzecz jasna, wiem jeszcze lepiej. Oczywiście żartuję, ale pewności siebie nigdy mi nie brakowało. Muzyka była moim naturalnym środowiskiem. Dziadek występował w operze, wujek był pianistą jazzowym, a ja od najmłodszych lat śpiewałem w kościelnym chórze. Czy miałem sukcesy, czy ich brakowało – zawsze miałem się do czego odwołać. Innym też polecam wiarę w siebie, docenienie własnych możliwości. Trzeba robić to, co się kocha, nie przejmować się krytyką, rynkiem, sprzedażą. Mój występ, który uważam za najlepszy, oglądało 40, może 50 osób. Najlepszą płytę, jaką nagrałem, kupiło 5 tysięcy fanów. I co z tego? [b]Są jakieś nowe grupy rockowe, które pan docenia?[/b] Będę szczery: nie ma. Ale dla nich nie powinien to być powód do zmartwienia. Moje uczucia są przecież subiektywne. Nie mogę zrozumieć w pełni tego, co robi młode pokolenie. Moja córka, która szaleje na punkcie muzyki, długo zachęcała mnie do słuchania nowych zespołów. W końcu dała sobie spokój. Zrozumiała, że ze względu na wiek zawszę będę miał dystans do jej idoli. [b]Jakie plany ma Deep Purple?[/b] Zbliża się długa trasa koncertowa. Spotkaliśmy się ostatnio w barze. Zaczęliśmy rozmowę od pytań, jak się czują nasze rodziny, co z psami, czy kupiliśmy nowe samochody. Przegadaliśmy niemal całą noc, a przed pójściem spać zorientowałem się, że w ogóle nie rozmawialiśmy o muzyce. To znaczy, że łączy nas przyjaźń, a nie muzyczny biznes. A jeśli tak – nowa płyta przyjdzie w naturalny sposób, w swoim czasie. [ramka][b]Jedno oko na Maroko[/b] Na najnowszej, właśnie wydanej płycie „One Eye to Morocco” Ian Gillan zaskakuje refleksyjnym nastrojem i arabskimi klimatami tytułowej kompozycji. Do współpracy zaprosił kwartet smyczkowy. Nie gra tak ciężko jak w Deep Purple. Proponuje lżejsze piosenki w stylu Status Quo, w konwencji wczesnego rock and rolla, boogie i bluesa. Ale refreny ma mocne, co podkreśla brzmieniem organów Hammonda („No Lotion for That”, „Change My Ways”, „Texas State of Mind”). Potrafi zadowolić słuchacza popowymi piosenkami („Don’t Stop”) albo balladą („Ultimate Groove”, „Always the Traveller”). Ian Gillan (1945 r.) jest jedną z największych legend rocka. Zasłynął jako wokalista Deep Purple (1969 – 1973). Zaśpiewał wtedy m.in. „Smoke on the War”, „Child in Time”, „Highway Star”. Wykonał tytułową partię w płytowej wersji musicalu „Jesus Christ Superstar” (1970 r.). W 1973 r. stanął na czele Ian Gillan Band. W 1983 r. nagrał jedyną płytę z Black Sabbath – „Born Again”. Powrócił z Purple w oryginalnym składzie w 1984 r. płytą „Perfect Strangers”. Ponownie odszedł, a kiedy wrócił w 1993 r., musiał opuścić grupę na zawsze jego największy oponent – Ritchie Blacmore. [/ramka] Masz pytanie,wyślij e-mail do autora: [mail=j.cieslak@rp.pl]j.cieslak@rp.pl[/mail]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA