fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Z zadziornością w stronę duchowości

Susheela Raman po raz drugi odwiedzi stolicę. Wokalistka wystąpi w czwartek w Fabryce Trzciny (ul. Otwocka 14) o godzinie 20. Na bilety trzeba będzie wydać 95 – 135 zł.
Życie Warszawy
Brytyjska wokalistka, która w czwartek zaśpiewa w Warszawie, opowiada o fascynacji muzyką suficką, nowatorstwie autora muzyki do filmu „Slumdog...”, miłości do grupy Velvet Underground i tym, jak ważna jest buntowniczość
[b]Na pani kompozycje duży wpływ ma południowoindyjska duchowość towarzysząca muzyce tego regionu. Stara się też pani łączyć w jedno muzykę religijną, pop, folk, jazz i rock. Które z tych zainteresowań jest ważniejsze?[/b]
[b]Susheela Raman: [/b] Obydwa są dla mnie równie istotne. W tradycyjnej muzyce południowych Indii (skąd pochodzą moi tamilscy rodzice) najważniejsze są głos i technika. Te zasady przenoszę do swoich kompozycji, w których łączę różne gatunki. [b]Często bywa pani w Indiach?[/b]
Przez ostatnie dwa, trzy lata na dwa miesiące w roku (zwykle jest to styczeń i luty) opuszczam Londyn i jadę właśnie tam. W Indiach poszukuję nowych środków wyrazu. Śpiewam od wczesnego dzieciństwa, ale bardzo ważny jest dla mnie muzyczny i wokalny rozwój. Po raz pierwszy wyjechałam do Indii uczyć się śpiewu w 1995 r., kiedy miałam 22 lata, u wielkiej Shruti Sadolikar, klasycznej pieśniarki z Dżajpuru. Duchowość jest dla mnie bardzo istotna, więc staram się o jej obecność we wszystkim, co robię. [b]Jaka jeszcze muzyka etniczna – poza indyjską – jest w stanie panią zainspirować?[/b] Jestem otwartą osobą. Dla mnie muzyka to sposób na wyrażanie siebie. Uwielbiam ją studiować, uczyć się nowych rzeczy. Współpracowałam już z muzykami pochodzącymi z Gwinei Bissau, Kamerunu, Rumunii, Francji, Grecji, Egiptu, Kenii, Ameryki, Hiszpanii. Z natury łatwo i chętnie skłaniam się ku muzyce uduchowionej. Interesuje mnie chrześcijańska muzyka prawosławna i islamska muzyka mistyczna. To fascynujące, jak suficki śpiew potrafi wyzwalać w ludziach silne, oczyszczające, bliskie euforii emocje, jakie wywoływał w słuchaczach Nusrat Fateh Ali Khan. To ważne dla mnie, by nie utknąć w schematach i nie popaść w konformizm. [b]To samo nazwisko i tamilskie korzenie łączą panią i A.R. Rahmana, laureata Oscara za muzykę skomponowaną do „Slumdoga. Milionera z ulicy”. Co pani o nim sądzi? [/b] To wspaniały człowiek. Łączą nas te same muzyczne idee. Wielu wiąże go tylko z filmowym przemysłem hollywoodzkim i tamilskim, ale A.R. Rahman przede wszystkim przysłużył się niekomercyjnej muzyce indyjskiej, do której wprowadził wiele nowych rzeczy. Oczywiście, widziałam też film Danny’ego Boyle’a z jego ścieżką dźwiękową. [b]Pani ostatnia płyta „33 i 1/3” z 2007 r., wydana właśnie u nas, zawiera nowe wersje piosenek m.in. Nirvany, Dylana, Hendriksa, Joy Division. Które z tych kompozycji są pani najbliższe?[/b] Pierwowzory wszystkich z nich są wspaniałe, bo tylko wielkie piosenki mogą w ten sposób mutować – po latach wzbudzać takie emocje. Najbardziej cenię sobie „Like a Rolling Stone” Dylana i „Voodoo Chile” Hendriksa – te utwory i kilka innych z lat 60. to dla mnie rodzaj nowoczesnej religii. Kocham też Velvet Underground, ponieważ przez cały okres działalności podążali za swoją unikalną wizją. [b]Uważa pani, że Indie dają intensywność przeżyć, Australia – gdzie się pani wychowała – poczucie przestrzeni, a Anglia – twardość. Jak rozumieć to ostatnie?[/b] Anglia to kraj, który zachęca ludzi do tego, by byli ekscentryczni, by pielęgnowali indywidualność, wyjątkowość. Dlatego powstało tu tyle wspaniałej nowoczesnej muzyki. Tylko w Anglii w latach 60. mogli powstać The Rolling Stones. Tu nikt nie tłamsi niczyich aspiracji wręcz przeciwnie – szanuje się prawo człowieka do swobodnego wyrażania siebie na różny sposób. Przez twardość rozumiem buntowniczość, zadziorność, pazur. [ramka][srodtytul]Ukryte emocje[/srodtytul] Niedawno wydany w Polsce album „33 1/3”, pokazuje, jak efektowne bywają spotkania bluesa z muzyką etniczną. Susheela Raman wykazała się nie lada odwagą, biorąc na warsztat utwory m.in. Lou Reeda, Johna Lennona, Boba Dylana czy Iana Curtisa. Matowy, niepokojący wokal wydobywa ze znanych kompozycji wiele ukrytych w nich emocji. —flint[/ramka]
Źródło: Życie Warszawy
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA