fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Romantyzm na granicy terroryzmu

Steve Sem-Sendberg; Teresa Przeł. Irena Kowadło-Przedmojska wyd. Czarne, Wołowiec 2009
Życie Warszawy
W księgarniach pojawiła się książka „Teresa” autorstwa szwedzkiego pisarza Steve’a Sem-Sandberga, której bohaterką jest Ulrike Meinhof, niemiecka lewicowa dziennikarka, współzałożycielka RAF.
Na ekrany polskich kin wchodzi właśnie film „Baader Meinhof” o Frakcji Czerwonej Armii (RAF) – niemieckiej organizacji terrorystycznej odpowiedzialnej za serię zamachów, w których śmierć poniosły cztery osoby, a 50 zostało rannych.
Skąd nagle ten renesans zainteresowania wydarzeniami sprzed 40 lat? Z jednej strony chodzi prawdopodobnie o światowy niepokój związany z zagrożeniem terrorystycznym; z drugiej zaś o falę społecznego niepokoju, który – zwłaszcza w dobie kryzysu – nasila się i może prowadzić do radykalnych antyrządowych wystąpień. [wyimek]Czy historia RAF-u nie jest opowieścią o takiej walce z faszyzmem, w wyniku której sami stajemy się faszystami? [/wyimek]
Postać Ulrike Meinhof, którą zazwyczaj przytacza się w dyskusjach na temat źródeł terroryzmu, obrosła swoistą legendą. W kręgach anarchizującej lewicy stawia się ją w jednym rzędzie z Che Guevarą. Ulrike otacza mit romantycznej rewolucjonistki-intelektualistki, która przeszła od haseł (zaangażowane felietony w lewicowym piśmie „Konkret”, mające na celu zbudzić uśpione dobrobytem niemieckie społeczeństwo) do czynów. Ostatni jej tekst opublikowany w prasie kończył się słowami: „Protest jest wtedy, gdy mówię, że tego nie zniosę. Opór jest wtedy, gdy kończę z tym, czego nie mogę znieść”. Tu właśnie przebiega cienka granica między racjonalnym oburzeniem i nawoływaniem do zmiany a sięgnięciem po środki siłowe, między bohaterstwem a zbrodnią. Romantyzm przerodził się w terroryzm. Znamienny jest fakt, że Ulrike ostro potępiała udział nazistowskich notabli w życiu politycznym powojennych Niemiec, sama natomiast nie odżegnywała się od działań militarnych, zaś personalny układ w RAF przypominał strukturę faszystowskiej partii. „Czy historia RAF-u nie jest opowieścią o takiej walce z faszyzmem, w wyniku której sami stajemy się faszystami?” – słusznie pyta we wstępie do książki Sławomir Sierakowski. Jak zatem oceniać Meinhof i jej działania? Książka Sem-Sandberga odżegnuje się od jednoznacznej oceny postaci Ulrike Meinhof, w czym wydatnie pomaga sposób jej konstrukcji. „Teresa” sytuuje się gdzieś pomiędzy fabularyzowanym dokumentem historycznym a powieściowym esejem. Nie przedstawia Meinhof w klasycznie biograficznym tonie z chronologicznym układem fabuły, przypomina raczej szkicownik do powieści lub materiał gromadzony na potrzeby śledztwa. Sem-Sandberg stosuje konstrukcyjną zasadę „kopiuj-wklej” – opowieść o Ulrike urozmaicona jest mnóstwem przytoczonych tekstów i dokumentów, które w doskonały sposób szkicują nie tylko obyczajowe tło historii, ale też dotyczą w sposób bezpośredni działań RAF. Dzięki temu osąd postaci czytelnik wyrabia sobie na podstawie wielu przesłanek, choćby zeznań świadków w procesie członków RAF. Prawda o Ulrike Meinhof zawiera się zatem gdzieś między opinią: „Kierowało nią wyjątkowo silne, niektórzy powiedzieliby fanatyczne, poczucie sprawiedliwości” a zdaniem: „Chora była albo Ulrike Meinhof, albo całe niemieckie społeczeństwo”. [i]Steve Sem-Sendberg; Teresa Przeł. Irena Kowadło-Przedmojska wyd. Czarne, Wołowiec 2009[/i]
Źródło: Życie Warszawy
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA