fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mieszkaniowe

Zamiast Warszawy wybiorą Londyn

Londyńskie stoisko przyciągało m.in. arabskich inwestorów
Reuters
Branża w kryzysie, transakcji brak. Tak w skrócie można określić nastroje deweloperów i finansistów na właśnie zakończonej – dotąd największej w Europie – imprezie, która w tym roku nie była świętem
– Nie pamiętam takiego spotkania w Cannes. Kryzys był bardzo widoczny. Frekwencja znacznie spadła. Do tej pory w Pałacu Festiwalowym kłębił się tłum, trudno było się przedostać do stoisk, gdzie pojawiały się interesujące projekty. Teraz zrobiło się pustawo – mówi Jolanta Nowakowska-Zimoch, partner odpowiedzialny za departament nieruchomości w kancelarii Lovells.
Tę opinię potwierdza Andrzej Puncewicz, partner w Accreo Taxand. – Zaskoczyło mnie m.in., że pod Pałacem Festiwalowym taksówki stały na postojach, podczas gdy w latach ubiegłych złapanie taxi w porze lunchu graniczyło z cudem. To widoczna oznaka, że znacznie mniej osób przyjechało w tym roku do Cannes. Widać też zdecydowany spadek transakcji na rynku nieruchomościowym. I nie jest to wyłącznie polska specyfika, raczej standard w prawie każdym kraju europejskim. [srodtytul]Kiedy minie kryzys[/srodtytul]
W Cannes postawy inwestorów obserwował też Marcin Steindel, dyrektor BRE Corporate Finance. – Oczywiście kryzys był głównym tematem rozmów. Ci, którzy szukali kapitału na różne przedsięwzięcia, zastanawiali się, gdzie go dziś uzyskać. A ci, którzy ten kapitał mieli, upewniali się z kolei, czy już jest dobry czas na zakupy – opowiada. Kiedy skończy się kryzys? – Jedni twierdzili, że w Polsce możemy liczyć na poprawę sytuacji w drugiej połowie roku. Inni, że lepiej będzie dopiero w drugiej połowie następnego roku. Jedno się potwierdziło: w Europie nie ma dziś znaczących transakcji. Nikt nie chce się wychylić i być tym pierwszym, bo nie wiadomo, jakie będą ostateczne ceny – twierdzi Jolanta Nowakowska-Zimoch. Marcin Steindel podkreśla, że są sprzeczne opinie co do tego, na jakim etapie kryzysu jesteśmy i jak długo on jeszcze potrwa. – Optymistyczna wersja mówi, że w połowie roku zacznie się poprawa, czyli transakcje, rozpoczynanie nowych projektów. Pesymiści twierdzą jednak, że zapaść może potrwać jeszcze przynajmniej do końca przyszłego roku. Zdaniem Tomasza Trzósło, szefa działu inwestycji na Europę Środkowo-Wschodnią w Jones Lang LaSalle, raczej panuje opinia, że kryzys będziemy odczuwać przez co najmniej rok. – Ale inwestorzy mają już jakieś plany działalności – dodaje. [srodtytul]Z nowych rynków na stare [/srodtytul] W Cannes pojawiło się wielu inwestorów spekulacyjnych, którzy chcieliby nabyć nieruchomości po bardzo atrakcyjnych cenach, ale nie po to, żeby inwestować dalej – co podkreśla mec. Nowakowska-Zimoch – tylko po to, żeby przetrzymać nieruchomość i sprzedać ją z zyskiem. Skąd i gdzie popłynie kapitał? Czy światowi inwestorzy będą skłonni wydać pieniądze w Polsce czy raczej wybiorą sprawdzone rynki z dużymi rabatami? Do tej pory konkurowaliśmy bowiem głównie z państwami naszego regionu, teraz mamy dodatkowych rywali. – Ponieważ doszło do bardzo dużych przecen na rynku angielskim czy francuskim, większość funduszy koncentruje się właśnie tam. Ale oczekują, że ceny w Polsce też się zmienią – twierdzi Tomasz Trzósło. – Wniosek z tego jest taki, że jeśli pojawi się w Polsce obiekt wyceniony w sposób konkurencyjny, to inwestorzy do nas powrócą. Zdaniem mec. Nowakowskiej-Zimoch w tej chwili rynek londyński jest bardzo atrakcyjny dla inwestorów z krajów Bliskiego Wschodu. – Tam ceny nieruchomości spadły do poziomu z lat 70. Poza tym atrakcyjny jest kurs funta. Do tego rynek ten postrzegany jest jako bezpieczniejszy od naszego. Jeżeli zatem poziomy opłacalności stają się porównywalne, to przegrywamy w tej konkurencji. Czy inwestorzy z krajów arabskich będą wykupywać hiszpańskie czy irlandzkie działki lub projekty w Polsce? Czy nasz kraj będą raczej traktować tak samo jak Węgry, gdzie sytuacja jest zdecydowanie gorsza? – Cała Europa Środkowa to w opinii inwestorów region podwyższonego ryzyka, choć nikt się nie obawia, że Polsce nagle zdarzy się coś złego. Jestem przekonany, że jesteśmy nadal atrakcyjnym miejscem dla inwestycji nieruchomościowych – twierdzi Andrzej Puncewicz. [ramka][b]Jolanta Nowakowska-Zimoch, kancelaria Lovells[/b] – Europa Środkowo-Wschodnia jest traktowana jak monolit. Wielu inwestorów nie rozróżnia specyfiki poszczególnych krajów naszego regionu, lecz ocenia Polskę przez pryzmat niekorzystnych wskaźników ekonomicznych na Węgrzech i Ukrainie. Dlatego bardzo ważnym zadaniem dla przedstawicieli Polski i wszystkich organizacji działających na rynku jest to, żeby pokazać, iż w sposób znaczący różnimy się od innych krajów w naszym regionie.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA