fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Świetnie sobą zarządzam

Leo Beenhakker
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Ludzie, którzy głośno krzyczą o powołaniach nie znają realiów pracy trenera reprezentacji. A my musimy podchodzić do tematu profesjonalnie - mówi o swojej pracy w Polsce Leo Beenhakker
[b]„Rz”: Wreszcie powołał pan do reprezentacji Polski Ireneusza Jelenia.[/b]
[b]Leo Beenhakker:[/b] Dziwni jesteście. Przez pięć tygodni nie piszecie o niczym innym, tylko o tym, żeby powołać Jelenia, a potem jesteście zdziwieni, że jest w kadrze. Grał u mnie tylko w czterech meczach, bo wybierałem innych, ale teraz mi się przyda. Każdy selekcjoner pracuje w taki sam sposób, ma listę 30-35 zawodników i powołuje ich po pierwsze, gdy są w formie, a po drugie, gdy ich styl gry może się przydać przeciwko konkretnemu przeciwnikowi. [b]Dlaczego Jeleń przyda się na Irlandię Północną, a wcześniej nie był potrzebny? [/b]
Jest szybki, a pewnie przyjdzie nam grać z kontrataku. Sprawdziliśmy już stadion, boisko i wiemy, że zapewne będzie w fatalnym stanie, a tego nie jesteśmy w stanie zmienić. Możemy tylko zmienić nasz styl gry. Zazwyczaj używamy linii pomocy do wypracowania jak najlepszej pozycji do strzału napastnikom, ale kiedy boisko na to nie pozwala, trzeba będzie podawać górą i wykorzystywać szybkość zawodników. Brzmi logicznie? [b]A może zaczął pan ulegać presji mediów? [/b] Gdyby tak było, co mecz w kadrze grałby ktoś inny. Raz Jarosław Lato, raz Maciej Żurawski, bo akurat strzelili gole. Ludzie, którzy tak głośno krzyczą o powołaniach nie znają realiów pracy trenera reprezentacji. Tak sobie gadają, żeby gadać, a my musimy podchodzić do tematu profesjonalnie. Radosław Mroczkowski widział dwa ostatnie mecze Irlandczyków na żywo, mamy płyty z większością ich poprzednich spotkań, znamy każdego zawodnika. Okazuje się, że poza Feyenoordem Rotterdam, odrabiam też pracę domową dotyczącą kadry i nad wszystkim panuję. Nie wykluczam na przykład, że na drugi mecz z San Marino powołam jeszcze Łukasza Sosina. Jeśli okaże się, że warunki w Kielcach zmuszą nas do gry z wysokim napastnikiem, zadzwonię do niego i powiem, że pomocnicy będą mu dogrywać dużo piłek na strzał głową. [b]Jeleń w Auxerre gra jako środkowy napastnik. Na jakiej pozycji widzi go pan w reprezentacji? [/b] Muszę zobaczyć go na zgrupowaniu. Nie wiem co pokaże mi Robert Lewandowski, zapewne jak zawsze pozytywnie zaskoczy mnie Marek Saganowski. Jeleń może grać na lewej lub prawej stronie pomocy lub w ataku, także dlatego znalazł się w drużynie. [b]Jeleń przez ostatnie lata się nie zmienił, a przecież poza tym, że jest szybki, równie dobrze można powiedzieć, że kiepsko realizuje założenia taktyczne. [/b] Wiem, gra ciągle tak samo, ale znajduje się w takiej dyspozycji, że można wykorzystać jego umiejętności. Kiedy strzela gole w Auxerre cała Polska mówi, że ma być w kadrze, kiedy wychodzę kwadrans przed ostatnim gwizdkiem, wybucha skandal, że nie widziałem jego asysty. Nie widziałem, ale zobaczyłem za to pięć innych podań, które powinny być asystami, a nie były i ta jedna udana mnie cieszy, ale ogólnego wrażenia nie zmieni. Polska jest taka zabawna, całkowicie wyjątkowa. [b]Każdy kraj jest wyjątkowy.[/b] Nie powiedziałbym... Polskie media są naprawdę unikalne. W Realu czy Ajaksie nikt nie zwróciłby uwagi, że wyszedłem kwadrans przed końcem meczu rywali, których obserwowałem, bo wiedzieliby, że i tak wykonałem swoją pracę. A w Polsce dla niektórych ludzi to od razu świetny powód do ataku. [b]W Holandii też piszą bzdury i nie zawsze krytykują w białych rękawiczkach. [/b] Nieprawda, bo zawsze mają jakiś rozsądny punkt wyjścia, zawsze sprowadza się to jednak do piłki nożnej, bazują na jakichś konkretnych informacjach. Na przykład, kiedy Jerzy Dudek powiedział, że chętnie wróci do Feyenoordu, dzwonili by o to zapytać, bo mieli podstawy. Odpowiedziałem tylko, że nic na ten temat nie wiem, bo doradzam w innych kwestiach. Rozumiem jednak takie plotki transferowe, a nie pisanie o tym, że do Feyenoordu trafią Jeleń, Łukasz Trałka, albo Rafał Murawski. W Polsce takie informacje nigdy się nie sprawdzają, co też jest unikalne na skalę europejską. [b]Powołał pan także Marka Saganowskiego, mimo że mówi się, by z Irlandią Północną nie walczyć ostro, bo przeciwnicy są w tym lepsi. [/b] Nie zapominajmy, że mamy później mecz z San Marino, a kadrę powołałem na oba spotkania. Szkoci, Walijczycy czy Irlandczycy szukają kontaktu z napastnikiem, jeśli przyjęlibyśmy ich styl, nie mielibyśmy szans. W dwóch ostatnich meczach towarzyskich testowałem ustawienie z bardzo szybką i ruchliwą linią pomocy, jednak lubię mieć w drużynie różnych zawodników, żeby mieć możliwość zmiany sposobu gry. Co innego robi na boisku Paweł Brożek z Rafałem Boguskim, co innego Marek Saganowski. Piłkarz Southampton idzi na wojnę, co może wykorzystać inny napastnik. Ciekawym rozwiązaniem jest też ustawienie na prawej pomocy Roberta Lewandowskiego, czego Franciszek Smuda spróbował w meczu z Udinese. [b]Pana zdaniem eksperyment się udał? [/b] W przekroju całego spotkania – tak. Zawsze ma się dodatkowego napastnika w odwodzie. Lewandowski bez wątpienia ma talent. Błyskawicznie się uczy, wystarczy raz zwrócić mu uwagę na jakiś element i później wie już co robił źle. Poza tym to facet z bardzo silną i uporządkowaną psychiką. Nie pęka pod presją, nie wpada w depresję, kiedy zmarnuje kilka sytuacji, po strzelonych golach nie ma problemu z rozbudzonym ego i nie myśli, że jest już Cristiano Ronaldo. To podstawa do wielkiej kariery. Bardzo go cenię i lubię jego styl gry. [b]Po meczu z Walią piłkarze mówili, że przed kolejnym spotkaniem wybuchnie nowa afera, bo nie wszystkim zależy na wynikach. [/b] Wszystkim zależy na wynikach, tylko niektórym na tym, żeby były jak najgorsze. To nie „Przegląd Sportowy” w ubiegłym tygodniu pokazał kibicom mój tajny kontrakt, to ktoś pokazał go najpierw „Przeglądowi”, więc nie będę winił gazety. Od dwóch i pół roku ciągle jest tak samo. [b]Na początku chyba tak nie było.[/b] Było, potem na chwilę się uciszyło. To bardzo trudne grać w takiej atmosferze, ale co możemy zrobić? Możemy tylko zjednoczyć się jak nigdy i pokazać swoją siłę, jednak oczywiście nie jest to normalne. Praca w takich warunkach jak teraz mobilizuje, ale na pewno nie jest przyjemnością. I piłkarze, i sztab szkoleniowy są już tym wszystkim wykończeni. Najgorsze jest to, że często nie chodzi o reprezentację, ale o interesy pewnych ludzi. Dlatego też zamykam zgrupowania. Zawsze, gdy tylko uchylimy trochę drzwi, wpada przez ni brud i trzeba poświęcać czas na to, żeby się wyczyścić. Ludzie, z którymi pracuję przy drużynie są wspaniali, ale ci z zewnątrz próbują manipulować. Nie wiem dlaczego. To znaczy wiem, ale nie powiem, bo nie chcę tracić czasu. [b]Nie widzi pan w tym swojej winy? Przecież sprawa z Feyenoordem została przez pana rozegrana w złym stylu. [/b] Nie zrobiłem nic złego, ja tylko rozmawiałem ze swoim szefem, którym jest Grzegorz Lato. Od czterdziestu lat jednym z punktów w moich kontraktach jest wyraźne stwierdzenie przed kim odpowiadam. W zarządzie Realu Madryt siedziało kilkadziesiąt osób i nie musiałem się im wszystkim tłumaczyć, wystarczyło, że zgłaszałem się do prezydenta. Tak samo w Polsce moim prezydentem jest Grzegorz Lato. [b]Ale pan kłamał w mediach, zaprzeczał że nie ma sprawy Feyenoordu. [/b] To był mój pech, że poszedłem do „Sportowej Niedzieli” zanim miałem okazję porozmawiać z prezesem PZPN. Zdecydowałem, że nie mogę powiedzieć prawdy, zanim nie poinformuję o wszystkim Laty. Nie chciałem rozgłosu. Gdyby sprawa została tylko między mną, a Latą nie byłoby żadnej konferencji w Rotterdamie. Mój udział w niej został sprowokowany wielkim rozgłosem wokół sprawy. W każdej firmie są jakieś tajemnice, jednak kiedy ich część wyjdzie na jaw, trzeba jak najszybciej pokazać całą resztę. Tak to wygląda w naszej kulturze, polska jest inna. W Polsce zastanawiają się jakby tu jeszcze pokombinować. Rozmowy z prezesem PZPN zawsze są miłe i rzeczowe, a zamieszanie wywoływane jest przez inne osoby. To nie nasz problem. [b]To po co w ogóle pytał pan Latę o zgodę, skoro i tak zdecydował się zarządzać swoim czasem w dowolny sposób? [/b] Powiedziałem mu, że nie będzie to miało znaczenia dla pracy z reprezentacją Polski, że dla klubu z Rotterdamu będę dostępny pod telefonem, że czasem będą ze mną coś konsultować. To mój szef i chciałem, żeby wiedział. Tak samo było z Rafałem Ulatowskim, który poprosił mnie o zgodę na prowadzenie Bełchatowa. Uzgodniłem to z prezesem PZPN w pięć minut. Uznałem, że dla Ulatowskiego to świetnie, bo potrzebuje praktyki. Pracy z klubem nie zastąpi pięć kursów UEFA, ale znowu zaczęły się problemy. [b]Zgodził się pan na dodatkową pracę Ulatowskiego wtedy gdy sam chciał pomagać Feyenoordowi? Podobno wcześniej nie zgodził się pan, by pana asystent prowadził Zagłębie Lubin. [/b] To nieprawda. [b]Mówi pan, jak ważna dla piłkarza jest wiara w siebie. A jak z pańską wiarą w siebie? Wiadomo, że Lato pytał już Franciszka Smudę, czy byłby w stanie przejąć kadrę w kwietniu... [/b] Komu mam wierzyć? Lato od razu zadzwonił do Jana de Zeeuwa prosząc go, by poinformował mnie, że to wszystko bzdury i że jest w stu procentach ze mną, więc normalnie pracuję. Jestem dobry w rozmowach z samym sobą, świetnie sobą zarządzam. Ostatnio przeżywałem bardzo trudny moment. Wszyscy myślą, że wyjechałem z Polski ze względu na Feyenoord, a to nieprawda. Już jakiś czas temu mówiłem, że po dwóch i pół roku pracy i mieszkania w Polsce, postanowiłem w waszym kraju już tylko pracować, ale żyć w Belgii. Pracuję jak wariat, jeżdżę do Auxerre, do Wodzisławia, Krakowa, u Arkadiusza Radomskiego w Nijmegen też byłem, obserwuję Michała Janotę, ale on akurat jest z Feyenoordu, więc pewnie się nie liczy. Widziałem dużo więcej meczów, niż te, które wymienia się w gazetach. [b]Ostatnio mówił pan, że nie jest sobą, że traci osobowość. Odżył pan po wspomnianym trudnym okresie? [/b] Wy dziennikarze nie macie pojęcia co się ze mną działo każdego dnia pracy w Polsce, Nie będę tego tłumaczył, bo przyjąłem teraz inną taktykę. Przegadałem wszystko ze sobą i czuję się już świetnie, miałem tylko kiepski styczeń. Nie byłem sobą, ale nie potrzebowałem żadnej terapii, żeby się odnaleźć. Sam jestem swoim terapeutą, zresztą fantastycznym. Przez całą moją karierę większa presja powodowała, że lepiej pracowałem i po kilku tygodniach przerwy znowu tak jest. Co nie zmienia faktu, że obsesyjnie nie jestem przywiązany do żadnej pracy. Trener może być pewny tylko dwóch rzeczy: że umrze i że go kiedyś zwolnią. Jak będą chcieli, to tak zrobią. [b]Podobno na Miodową przysłał pan już swojego prawnika, żeby rozwiązać kontrakt polubownie. [/b] Fajnie, tylko że ja nie mam prawnika. Zatrudniłem jednego na sprawę z Radosławem Osuchem, jednak nawet go nie znam i nigdy nie widziałem. Mieszka w Krakowie, przekazałem mu materiały i prosiłem, żeby wygrał sprawę. I wygrał, Osuch zapłaci karę za bzdury, które opowiadał. Wcześniej prawnika miałem dwadzieścia lat temu, gdy się rozwodziłem. Całe życie nie miałem menedżera, wszystko robiłem sam. Takie bzdury o rozwiązywaniu kontraktu to już dla mnie normalne, wiem kto ma w Polsce koneksje z jakimi mediami, znam poszczególne role. Wiem, jak to jest połączone i jak działa. Pan zresztą też wie i kilkadziesiąt innych osób również. Ale nikt nie powie, bo po co? [b]To niech pan powie.[/b] Nie będę się tym zajmował. [b]Wypełni pan kontrakt w Polsce do końca?[/b] Nigdy nie wiadomo, Jose Mourinho w Chelsea miał jeszcze ważną umowę, gdy zaczął się pakować, Luiz Felipe Scolari miał tam pracować jeszcze przez dwa lata. Mnie też można zwolnić, ale sam jestem w stanie zrezygnować tylko z dwóch powodów: kiedy będę chory, albo kiedy moje dzieci będą mnie potrzebowały w Holandii każdego dnia. Na pewno nie zrezygnuję dla tych, którzy czekają na moją posadę. [b]Może gdy wygra pan eliminacje, znowu wróci wiara w Beenhakkera i będą dawać kolejne nagrody? [/b] Do końca eliminacji jeszcze bardzo daleko. Jeśli ktoś mnie szanuje, ja szanuję jego, ale nie będę małpą, która tańczy, bo jej tak ktoś zagrał. [i]Rozmawiał w Hanowerze Michał Kołodziejczyk[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA