fbTrack

Polityka

Milioner chce łączyć eurosceptyków

Declan Ganley przyczynił się do odrzucenia traktatu lizbońskiego przez Irlandczyków
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Polski oddział partii Declana Ganleya. Dziś do sądu trafi wniosek o rejestrację stowarzyszenia Libertas, ale rodzimi eurosceptycy nie garną się do ugrupowania Irlandczyka
– Stowarzyszenie będzie bazą do stworzenia formacji politycznej umożliwiającej wystawienie kandydatów w wyborach do Parlamentu Europejskiego– mówi „Rz” Dariusz Grabowski, eurodeputowany, jeden z inicjatorów powołania Libertasu w Polsce.
– Budujemy silną europejską partię – dodaje Sylwester Chruszcz, eurodeputowany, wcześniej związany z LPR. Libertas miał połączyć: Naprzód Polsko Janusza Dobrosza, Prawicę Rzeczypospolitej Marka Jurka i Stronnictwo Piast Zdzisława Podkańskiego oraz europosłów LPR. – Większość z nas nie ma wyboru – ocenia Chruszcz. Jego zdaniem pojedynczo te partie przepadną w wyborach.
Ale wspólnej listy wyborczej skupiającej wszystkich polskich eurosceptyków nie będzie. Witold Tomczak, eurodeputowany kojarzony ze środowiskiem Radia Maryja, przyznaje, że rozmowy o zjednoczeniu zakończyły się fiaskiem. Irlandzki milioner, który przyczynił się do odrzucenia przez Irlandczyków w referendum traktatu lizbońskiego, dla polskich polityków prawicy jest... zbyt liberalny. – Nie wyklucza wspólnej waluty czy jednego prezydenta UE – mówi eurodeputowany Witold Tomczak z frakcji Niepodległość i Demokracja. Równie sceptyczny jest Marek Jurek, były marszałek Sejmu RP, lider Prawicy Rzeczypospolitej. – Występowanie w wyborach do Parlamentu Europejskiego pod szyldem Ganleya jest nieporozumieniem – mówi „Rz”. Jak ustaliliśmy, Jurek nie dołączy do Libertasu także dlatego, że jednym z liderów stowarzyszenia ma być były poseł Samoobrony Mateusz Piskorski. Były marszałek może mieć jednak bunt w strukturach. Część członków jego ugrupowania chce się zrzeszyć. – Ludzie chcą wspólnej listy – potwierdza „Rz” Andrzej Mańka, lider PR na Lubelszczyźnie. – Jeśli nie powstanie, rozczarowanie będzie olbrzymie i różnie może się sprawa potoczyć. Libertas liczy również na członków Unii Polityki Realnej, ale wyklucza akces Janusza Korwin-Mikkego. Z dala od Ganleya pozostanie m.in. Ruch Przełomu Narodowego Jerzego Roberta Nowaka, historyka związanego z rozgłośnią ojca Tadeusza Rydzyka. Nowej partii nie boją się politycy PiS. – To jednorazowa inicjatywa, która ma pomóc wrócić mało znanym eurodeputowanym do Parlamentu Europejskiego – ocenia poseł Karol Karski. Tadeusz Zwiefka, eurodeputowany Platformy, uważa, że zaangażowanie Ganleya w polską politykę może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego. – Polski eurosceptycyzm zakłada niechęć do wtrącania się podmiotów zagranicznych w nasze wewnętrzne sprawy – mówi. – Udział irlandzkiego przedsiębiorcy, budowa paneuropejskiej partii mogą zniechęcić Polaków. – Inicjatywy na taką skalę jak pomysł pana Ganleya jeszcze nie było – mówi prof. Wawrzyniec Konarski, politolog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Jego zdaniem jest w Polsce potencjał na partię populistyczną, sceptyczną wobec tendencji integracyjnych w UE. [ramka][srodtytul]Czy intencje Ganleya zwyciężą polskie swary[/srodtytul] [b]Wawrzyniec Konarski, prof. Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej w Warszawie:[/b] – Jest w Polsce potencjał na partię o charakterze populistycznym i nazywając to bardzo skrótowo - sceptycznym wobec tendencji integracyjnych w UE. Sądzę, że fakt, iż dzisiaj dochodzi do realizacji pomysłu, którego autorem nie jest Polak, ale kontrowersyjny i co ważne zarazem bardzo skuteczny irlandzki milioner, polityk Declan Ganley, jest pomysłem poznawczo bardzo interesującym. Tylko, że boję się, iż skonfrontowanie intencji jaki przyświecają panu Ganleyowi z warunkami polskimi, których cechą wspólną, szczególnie po stronie polskiej prawicy jest olbrzymia chęć eksponowania pewnych swarów i braku zgody na pomysły interlokutorów nawet blisko położonych w sensie ideologicznym powoduje, że ten pomysł nie będzie łatwy do wcielenia w życie. Nawet, jeśli będzie on dysponował sensownymi pieniędzmi, to bardzo potrzebne będą „winiety”, czyli osoby, które zostałyby wykreowane na rzecz nowego ugrupowania ale też już dysponoujące pewną formą prestiżu na polskim rynku politycznym. Jeżeli osoby, które są identyfikowane z szeroko pojętym polskim populizmem prawicowym i antyeuropejskim, takie chociażby jak Marek Jurek, nie wyrażają zainteresowania inicjatywą, to może dojść do sytuacji patowej. Z jednej strony może się pojawić organizacja, która będzie miała pieniądze i zdolność tworzenia struktur, a z drugiej będzie jej brakowało „winiet”. Jej los może być podobny do efemerydy w rodzaju Stana Tymińskiego czy Partii X. [i]—ww [/i][/ramka] [ramka][srodtytul]Irlandczyk, który pogrzebał traktat[/srodtytul] O Declanie Ganleyu zrobiło się głośno, gdy Irlandczycy odrzucili w referendum Traktat Lizboński. To właśnie ten przedsiębiorca, który zarobił spore pieniądze na interesach (głównie handlu drzewem) w Rosji, Bułgarii na Łotwie i w USA, stał się nieformalnym liderem obozu przekonującego Irlandczyków do głosowania przeciwko traktatowi. Sukces ruchu Ganleya zmobilizował również jego przeciwników. Pojawiły się nieformalne sugestie i aluzje jakoby biznesmen zarobił pieniądze dzięki kontaktom z Pentagonem lub CIA. Hans-Gert Pöttering, szef Parlamentu Europejskiego, nakazał delegacji eurodeputowanych udającej się do USA zapytać o to Amerykanów. Ci zdecydowanie zaprzeczyli. Z kolei „Irish Times” poddawał w wątpliwość, czy Ganley miał prawo udzielić swojej organizacji kredytu w wysokości 200 tys. euro. Nazwisko milionera pojawiło się też w głośnej „awanturze na Hradczanach”. Goszczący w Pradze irlandzki eurodeputowany Brian Crowley zarzucił wówczas prezydentowi Czech Vaclawowi Klausowi, że spotykając się z Declanem Ganleyem „obraził naród irlandzki”. [i]—ww[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL