fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Kawiarniane zabawy pisarzy

Nowa Prowincja, 2007 r. Wisława Szymborska wręcza poecie Bronisławowi Majowi krawat z wizerunkiem Adama dłuta Michała Anioła. Pierwszy z prawej Grzegorz Turnau. Na plakacie – Michał Rusinek
Rzeczpospolita, Danuta Węgiel Danuta Węgiel
Choć życie biegnie dziś znacznie szybciej niż w epoce Antoniego Słonimskiego, prozaicy i poeci wciąż znajdują czas na pogawędkę przy małej czarnej, a kawiarnie bywają miejscami błyskotliwych happeningów, które przechodzą do legendy
Balzak twierdził, że po filiżance kawy pomysły zaczynają maszerować jak bataliony wielkiej armii, wspomnienia powracają galopem, a kartkę zapełnia atrament. "Walka rozpoczyna się i kończy w strugach czarnej cieczy – pisał autor "Komedii ludzkiej" – tak jak na początku i na końcu bitwy jest zawsze władza".
Te słowa przytacza Noel Riley Fitch, autorka albumu "Najsłynniejsze kafejki literackie Europy". Publicystka zabiera czytelnika w podróż do historycznych lokali Starego Kontynentu. W książce nie wspomniano o Polsce. Jak wygląda dziś nasze kawiarniane życie literackie?
[srodtytul]Pojedynek z płaszczem [/srodtytul]
Po wojnie Warszawa mogła poszczycić się kilkoma lokalami, które kontynuowały tradycję Zodiaku czy Ziemiańskiej.
– Dzieliły się wedle orientacji salonowo -politycznej bywalców – wyjaśnia Jerzy Pomianowski, tłumacz i publicysta. – Tuwim chadzał do Kopciuszka w Alejach Jerozolimskich, Słonimskiego można było spotkać U Marca na placu Trzech Krzyży. Później lokal stał się modny wśród ubeków zwolnionych po odwilży i pan Antoni przeniósł się do PIW na Foksal.
Kawiarnię tę zamknięto z przyczyn politycznych po wakacjach 1968 r. Natomiast wizyty Słonimskiego w kawiarniach do dziś żyją w anegdocie. Janusz Głowacki zapamiętał, jak w szatni poeta bezskutecznie próbował narzucić na ramiona płaszcz. Ktoś dostrzegł tę niezręczną sytuację, podbiegł i pomógł panu Antoniemu. Słonimski uchylił kapelusza i rzekł: – Strasznie panu dziękuję. Proszę pamiętać: w pojedynku człowieka z płaszczem zawsze należy stawać po stronie człowieka.
Wciąż działa Czytelnik przy Wiejskiej 12, który Hłasko wspominał w listach słanych z emigracji. "Tu rozleniwiłem się" – pisał. Przychodzili tam Paweł Jasienica, Irena Szymańska i Gustaw Holoubek. W głębi sali swój stolik ma Tadeusz Konwicki, który pojawia się w samo południe, by zjeść obiad w towarzystwie Andrzeja Łapickiego. Czasem wpada Głowacki. Jak powiedział kiedyś Kazimierz Kutz, przyjaciel dramaturga: – Głowa został poczęty w kawiarni Czytelnika i do dziś tam przychodzi, żeby go przewijać.
– W kawiarni można spotkać Henryka Berezę, najwybitniejszego współczesnego krytyka literackiego – mówi Janusz Drzewucki, poeta i redaktor naczelny Czytelnika. – Do jego stolika dosiadają się czasem Jerzy Gruza i Filip Bajon. Gościnnie pojawiają się eseista Janusz Rudnicki z Hamburga czy Krzysztof Niewrzęda, prozaik i poeta mieszkający w Berlinie. Kawiarnia nie ma charakteru literackiego sanktuarium. Tu nie mówi się o książkach na kolanach.
[srodtytul]Menu a la Grass[/srodtytul]
Świetność warszawskiego SPATiF przypadła na lata 70. To wtedy Głowacki przyprowadził tam amerykańskiego korespondenta Johna Darntona, późniejszego zdobywcę Pulitzera. Podeszli do stolika Janusza Minkiewicza i Głowacki spytał, czy mogą się przysiąść.
– Powiedz temu Amerykaninowi – odparł satyryk – że skoro nie przyszedł w 1945 roku, to teraz niech sp...
Po 13 grudnia 1981 r. życie kawiarniane nie było już nikomu w głowie. – Z lat 80. pamiętam dość ponurą stołówkę w Domu Literatury i przygnębiającą podówczas Harendę, gdzie zachodził Himilsbach – przyznaje księgarz Tomasz Brzozowski. – Kawiarnia Czuły Barbarzyńca, którą stworzyłem, nawiązuje do świata Bohumila Hrabala. Pierwowzorem były "Wesela w domu", gdzie opisywał biesiady łączące konsumpcję trunków wyskokowych z debatami o sztuce. Zdawałem sobie sprawę, że do lat 90. środowisko pisarzy w Polsce pozostawało bezdomne. Wieczory autorskie odbywały się w muzeach i holach teatralnych zamienianych w literackie salony.
Do legendy lokali o literackich tradycjach, jak warszawska Ziemiańska czy krakowska Jama Michalikowa, odwołał się Maciej Kraiński, szef Turbota mieszczącego się w piwnicach Ratusza Staromiejskiego w Gdańsku. Nazwa lokalu nawiązuje do tytułu powieści Güntera Grassa. W restauracji działa Teatr Gotowania – aktorzy czytają fragmenty dzieł noblisty traktujące o regionalnych potrawach, Kraiński opowiada o sekretach dań, a potem następuje ich degustacja. W takich imprezach brał udział autor "Blaszanego bębenka". Specjalnie dla pisarza Piotr Sutt odtworzył na perkusji dzieje Gdańska: imitował dźwięk carilionu, nazistowskie marsze, huk dział i turkot pociągów. Choć takie spotkania przyciągają wielu ludzi, restaurator uważa, że lokal nie spełnia pokładanych w nim nadziei.
– Liczyłem, że uda mi się stworzyć scenę autentycznych debat o sztuce, ale kto dziś przy stoliku mówi o wydawniczych nowościach? – zastanawia się Kraiński. – Krytyków zastąpili lobbyści, co sprawia, że temperatura dyskusji o sztuce pozostaje letnia.
[srodtytul]Epitafia z Prowincji [/srodtytul]
Na atmosferę kawiarni nie pozostaje bez wpływu tempo życia, o wiele szybsze niż dawniej. Artyści związani z Piwnicą pod Baranami spotykali się codziennie o stałej porze w krakowskiej kawiarni Kolorowa na Gołębiej.
– Potem przenieśli się do lokalu Vis a Vis na Rynku Głównym – mówi Piotr Ferster, dyrektor Piwnicy. – Trwało to do śmierci Piotra Skrzyneckiego. Teraz, po okresie zastoju, środowisko znów się zaktywizowało. Do Nowej Prowincji na Brackiej przychodzą poeci: Wisława Szymborska, Michał Rusinek, Ryszard Krynicki, Bronisław Maj i Adam Zagajewski.
– Rynek jest podzielony na dwie części – wyjaśnia Michał Rusinek. – Po jednej stronie klasycyści ze skłonnością do zabaw literackich – tam właśnie znajduje się Nowa Prowincja – a po drugiej poważna awangarda. Obie strefy oddziela niewidzialna linia, którą przekraczają tylko najodważniejsi.
Kilka lat temu głośno było o wieczorze poezji bokserskiej.
– Wiedząc, że Wisława Szymborska darzy namiętnością bokserów, czemu daje wyraz także w wierszach – "Muzo, nie być bokserem, to jest nie być wcale" – mówi Rusinek – stworzyliśmy tom wierszy zatytułowany "Sobie a guzom", sygnowany nazwiskiem pewnego znanego polskiego boksera. Na wszelki wypadek przemilczę jego nazwisko, bo – jak nas ostrzegał specjalista od prawa autorskiego – z prawnego punktu widzenia nic nam wprawdzie zrobić nie może, ale zawsze może nam przyłożyć.
Innym razem poeci napisali "Epitafia bywalców i nie-bywalców Nowej Prowincji". – Książka wydana została własnym sumptem w nakładzie odpowiadającym liczbie ewentualnych denatów – mówi Rusinek. – Ponieważ napisałem kilka piosenek dla Grzegorza Turnaua, artysta zrewanżował się następująco: "Zmarł Rusinek Michał/ co dostarczał mi chał./ A że chał tych wór miał/ został spadek. Turnau".
Z kolei Rusinek epitafium poświęcił Adamowi Zagajewskiemu i jego żonie: "Tu, z okrzykiem "padam!",/ padł i leży Adam./ Jak mi się wydaje,/ obok widzę Maję". Gościa z Irlandii pożegnała natomiast Wisława Szymborska: "Tutaj leży Seamus Heaney –/ nie uniknął śmierci sinej./ Zjadł coś w Znaku na przystawkę/ i osunął się na ławkę".
Krakowska Nowa Prowincja ma wszelkie szanse, by przejść do literackiej legendy, jak opisywane przez Noel Riley Fitch kawiarnie Paryża, gdzie regularnie pojawiały się literackie sławy, Ernest Hemingway, Henry Miller czy James Joyce.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA