fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Adwokaci

Adwokatura, czyli 90 lat samodzielności

Rzeczpospolita, Paweł Gałka
Obchodząca właśnie swoje 90-lecie odrodzona Adwokatura Polska może się pochwalić dorobkiem, który sama stworzyła i którego sama musiała często bronić. Na tym tle dość osobliwie wyglądają wątpliwej jakości odgórne pomysły ulepszania palestry, dawane jej w prezencie na ten jubileusz – pisze prezes Naczelnej Rady Adwokackiej
Wigilia Bożego Narodzenia to święto adwokatury, rocznica powołania samorządowej organizacji palestry przez naczelnika państwa marszałka Józefa Piłsudskiego. Podpisany przez niego 24 grudnia 1918 roku dekret nadał statut naszemu niezależnemu samorządowi. Dekret był aktem państwowym, ale przez kolejne 90 lat adwokaci wielokrotnie dawali przykład, że nie są im potrzebne wytyczne władzy, aby trwać w swojej roli niesienia pomocy potrzebującym. Trzeba przy tym wiedzieć, że słowo „adwokat” wzięło się od łacińskiego „advocare”, słowa oznaczającego wezwanie na pomoc. Na takie wezwanie adwokaci odpowiadają przynajmniej od XIV wieku.
[srodtytul]Dla dobra publicznego[/srodtytul]
Przeciętny obywatel traktuje adwokata jako swoiste pogotowie ratunkowe i trudno się temu dziwić. Wzywa się go jak lekarza – w nagłej potrzebie skorzystania z prawnika, co z reguły nie kojarzy się przyjemnie. Nieprzypadkowo Andrzej Wajda półżartem napisał w liście na nasz jubileusz, że adwokaci kojarzyli mu się przez wiele lat głównie z jego procesami rozwodowymi.
Jednak polska palestra dała społeczeństwu o wiele więcej niż tylko rozwiązywanie trudnych życiowych spraw przed sądami. Adwokatami byli wybitni przedstawiciele życia publicznego II Rzeczypospolitej i czasu II wojny światowej. Wśród nich wymienić warto choćby Władysława Raczkiewicza, marszałka Senatu i późniejszego prezydenta RP na uchodźstwie, czy Stanisława Cara, marszałka Sejmu. Wielu z nich angażowało się w działalność Polskiego Państwa Podziemnego, współtworząc jego struktury (np. Cyryl Ratajski, Herman Libermann, Stefan Korboński) i walcząc z bronią w ręku w Armii Krajowej. Podczas II wojny światowej zginęło 60 proc. adwokatów polskich i jeszcze więcej aplikantów adwokackich (w Warszawie około 95 proc).
Z palestry wywodzili się też znani przedstawiciele przedwojennego życia kulturalnego. Mało kto dziś wie, że słynny komik radiowy i filmowy Henryk Vogelfaenger, znany jako „Tońko”, prowadził kancelarię adwokacką we Lwowie. Członkiem palestry był też poeta Jan Brzechwa.
Do słynnych naukowców – adwokatów należeli m.in. Aleksander Mogilnicki, Maurycy Allerhand czy Rafał Lemkin – twórca pojęcia ludobójstwa (genocide).
Także później, w trudnych czasach PRL, adwokaci służyli pomocą społeczeństwu, aktywnie włączając się w działalność opozycji demokratycznej. Szczególne miejsce w tej działalności miał proces toruński z 1985 r. przeciwko zabójcom ks. Jerzego Popiełuszki, w którym jako pełnomocnicy oskarżycieli posiłkowych odważnie wystąpili adwokaci: Andrzej Grabiński, Jan Olszewski, Krzysztof Piesiewicz i Edward Wende.
Po odzyskaniu suwerenności w 1989 roku adwokaci bardzo aktywnie wsparli odbudowę demokratycznych struktur państwa. Z palestry pochodzili liczni posłowie, senatorowie i członkowie rządów (także obecnego).
Poświęcenie tych wybitnych ludzi wynikało i wynika z własnej chęci pomocy innym i działania dla dobra kraju. Nikt im władczo nie nakazywał angażowania się w obronę kraju w czasie wojny czy obronę godności ludzkiej w czasach powojennych. Także w wolnej Polsce działalność adwokatów na rzecz dobra publicznego i demokratycznego państwa – to działanie dobrowolne, niesterowane nakazami.
[srodtytul]Pomoże, gdy państwo zawiedzie[/srodtytul]
W czasach, gdy nie trzeba chwytać za broń, dobrowolna działalność adwokatów pro bono często jest niedostrzegana, a tym samym niedoceniana. Jednak trudno spotkać adwokata, który nie przeznaczałby przynajmniej niewielkiej części swego czasu pracy na bezpłatną pomoc prawną dla osób ubogich albo mających trudności ze zrozumieniem zawiłych i błyskawicznie zmieniających się przepisów.
Te standardy wyznaczyli m.in. adwokaci broniący w czasach powojennych więźniów politycznych i internowanych w stanie wojennym. Ich praca, ryzykowna przecież i niełatwa, wymagała nieraz prawnej ekwilibrystyki i genialnej elokwencji. Trzeba przecież było nieraz raczej poruszyć sumienie sędziów, niż walczyć orężem peerelowskich paragrafów. Co istotne, tę walkę adwokaci toczyli niemal zawsze bez wynagrodzenia. Batalia o prawa prześladowanych kończyła się nieraz tragicznie dla samych obrońców.
Dziś staramy się naśladować to podejście w sposób zorganizowany. Wiele okręgowych rad adwokackich wyznaczyło dni, kiedy w siedzibach samorządu lub wyznaczonych kancelariach można uzyskać bezpłatne porady prawne. Niektóre rady (np. krakowska) uczestnictwo w takiej pomocy uznały za obowiązek adwokacki. Chcemy, by podobna akcja – dni bezpłatnej pomocy – w 2009 roku objęła cały kraj.
Adwokaci ruszają na pomoc także z potrzeby chwili. Pięknym tego przykładem stała się podjęta przez dolnośląskich adwokatów akcja na rzecz poszkodowanych w wielkiej powodzi w 1997 roku. Trudno było nie zauważyć niechęci ówczesnych władz do pomocy, czego przejawem była znamienna wypowiedź premiera o tym, że trzeba było się zawczasu ubezpieczyć. Jednak nawet ubezpieczeni musieli toczyć trudne boje w sądach z firmami ubezpieczeniowymi oszczędzającymi pieniądze na odszkodowaniach. Większość adwokatów z Wrocławia i okolic z sukcesami broniła interesów tych osób w sądach, a za pracę nad tymi skomplikowanymi sprawami nie pobierano wynagrodzenia. Podobnym przykładem była postawa adwokatów walczących o prawa rodzin osób, które zginęły w głośnej katastrofie polskiego autokaru we Francji, a także w katastrofie hali targowej w Katowicach. Naczelna Rada Adwokacka pomogła polskiemu rządowi w zwalczaniu tzw. kłamstwa oświęcimskiego za granicą. I znów trzeba podkreślić: tych akcji nie organizowało odgórnie państwo, lecz sami adwokaci.
[srodtytul]Reformy oddolne są lepsze[/srodtytul]
Słychać czasem sygnały z różnych stron, że adwokatura tkwi w marazmie i potrzeba silnej ręki – najlepiej państwowej – by ją zreformować. Jednak takie twierdzenia nie odzwierciedlają rzeczywistości.
Dzięki działaniom samej adwokatury ciągle zmienia się jej oblicze. Dostosowujemy je do szybko zmieniających się realiów prawnych, by szybko odpowiedzieć na oczekiwania społeczne. Podstawą działania samorządu i zrzeszonych w nim adwokatów i aplikantów musi być profesjonalizm i odpowiedni poziom etyczny. Dlatego samorząd adwokacki jako pierwszy w Polsce (i jeden z pierwszych w Europie) wprowadził obowiązkowe stałe szkolenia zawodowe adwokatów. Poważne zmiany zachodzą też w systemie szkolenia aplikantów. Słusznie do lamusa odeszły tzw. ogólne pytania egzaminacyjne niemające wiele wspólnego z adwokackim fachem. Ale aplikacja to przede wszystkim poznanie warsztatu przyszłej pracy w kancelariach i sądach, realizująca zasadę wielu innych zawodów – uczenia przez doświadczonych patronów.
Aplikanci, którzy trafiają dziś do zawodu adwokata, znają języki obce i nowoczesne środki komunikacji, są świadomi realiów gospodarki rynkowej, często kończą renomowane zagraniczne uczelnie. Już w przyszłym roku adwokatami stanie się ok. 2,5 tys. aplikantów, co zwiększy nasze szeregi o prawie 30 proc. Wiedza i umiejętności tych młodych ludzi w połączeniu z tradycyjnymi wartościami przekazanymi przez starszych kolegów stworzy zupełnie nową sytuację w adwokaturze.
Wzbogacają nasze środowisko także osoby z innych zawodów prawniczych przyjmowane szeroko przez adwokaturę upatrującą w tym drogi do wzbogacenia doświadczeń, specjalizacji i zwiększenia potencjału samorządu. Niedawno Naczelna Rada Adwokacka przyjęła uchwałę, dzięki której radcy prawni będą mogli to robić na korzystnych dla nich warunkach. I znów będzie to zasługa nie tyle działań władz państwowych, ile samej adwokatury. A ta dąży samodzielnie i zdecydowanie do rozszerzenia swoich szeregów.
[srodtytul]Wątpliwe prezenty[/srodtytul]
Dziś nie można się oprzeć wrażeniu, że istotne tradycje i wysokie standardy wykonywania naszego zawodu ktoś chce na siłę ulepszać. Adwokatura otrzymuje w ten sposób na swój jubileusz niezbyt miłe prezenty. Przykładów nie brakuje.
Ostatnio parlamentarzyści przegłosowali dość osobliwy projekt zniesienia egzaminów ustnych kończących aplikacje. Przyświecało im hasło wyeliminowania uznaniowości w egzaminowaniu. Wygląda to jednak na wylanie dziecka z kąpielą. Adwokat musi być dobrym mówcą, by dobrze bronić interesów swoich klientów na sali sądowej. Często to właśnie błyskotliwe mowy sądowe decydują o wygranej. Nieprzypadkowo palestra już od ponad 30 lat organizuje konkursy krasomówcze dla aplikantów, by docenić tych, którzy przodują w sztuce pięknego mówienia. Tymczasem nowe przepisy nie dadzą możliwości sprawdzenia umiejętności werbalnych kandydatów. Podobną wartość mogłoby mieć zniesienie egzaminów ustnych w szkołach aktorskich albo sprawdzania umiejętności głoszenia kazań w seminariach duchownych. Przecież piękna mowa jest atutem zarówno aktorów i księży, jak i adwokatów. Ale egzaminy ustne nie służą tylko pięknemu wyrażaniu myśli. To przede wszystkim sprawdzenie siły i logiki argumentacji, nauczania szybkiego reagowania słowem w sali sądowej, umiejętności wyłuskania rzeczy najistotniejszych w procesie przesłuchiwania stron i świadków.
Prezentem „z góry” może być też – szeroko ostatnio dyskutowane w prasie – ustawowe połączenie zawodów radcy prawnego i adwokata. Tymczasem historia Polaków, w tym polskiej palestry, pokazuje, że znacznie lepsze są reformy planowane i realizowane oddolnie, z autentyczną wolą samych zainteresowanych niż narzucane z góry i wywołujące konflikty. Jak zauważył już Demostenes, „niczym jest napisanie ustawy, wszystkim jest chęć wprowadzenia jej w życie”.
Zapewne państwo realizujące ideały samorządności zyskałoby w oczach prawników i wszystkich obywateli, gdyby nie przeszkadzało we wspólnych inicjatywach zawodów prawniczych. Bo adwokatura nieraz już pokazała, że nawet w trudnych dla kraju czasach potrafi sobie sama poradzić z trudnymi zadaniami, jakie niesie rzeczywistość.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA