fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Wysokiemu sądowi życzę wesołych świąt!

Anegdoty stróżów prawa. Kartki od więźniów z życzeniami „sukcesów w pracy zawodowej“, posiedzenia pojednawcze tuż przed Wigilią, bombonierka z wkładką w prezencie
W Wigilię i przed świętami w sądach odbywa się niewiele rozpraw. Nie zawsze tak było.
– Dawniej w sądach rejonowych, szczególnie gdy był zalew spraw z oskarżenia prywatnego, posiedzenia pojednawcze wyznaczało się często tuż przed świętami – opowiada sędzia Barbara Piwnik, była minister sprawiedliwości, obecnie w Sądzie Okręgowym w Warszawie. – Dlaczego? Ponieważ była nadzieja, że atmosfera zbliżających się świąt sprawi, że ludzie staną się łagodniejsi i się pogodzą. Czasami to skutkowało. Zwaśnione strony zawierały ugodę.
[srodtytul]Wigilijne łzy babci[/srodtytul]
– Jeszcze w latach 90. nie tak rzadko rozprawy odbywały się w Wigilię. Jedna z nich zapadła mi w pamięć – wspomina sędzia Marek Celej z Sądu Okręgowego w Warszawie. – Sądzony był młody człowiek oskarżony o jakąś kradzież. Na rozprawę przyszła jego sędziwa babcia, która chciała się zobaczyć z wnuczkiem i zabrać na święta do domu.
Chłopak dostał jednak dwa lata więzienia bez zawieszenia, więc wprost z sali sądowej miał być przewieziony do więzienia. – Babcia strasznie płakała, do dziś to pamiętam. Pomyślałem wtedy, że w taki dzień jak Wigilia nie powinno być rozpraw – opowiada sędzia Celej.
Kiedy kilka lat później został przewodniczącym wydziału karnego, zdecydował: w Wigilię i Wielki Piątek procesów nie będzie. Zazwyczaj jednak przed świętami atmosfera w sądach jest lżejsza.
– Przed laty miałem klienta o nazwisku Król. Był to chłoporobotnik, mieszkał gdzieś daleko pod Warszawą, wstawał skoro świt i dojeżdżał codziennie do pracy – opowiada znany adwokat Ryszard Siciński. – Budził się o piątej, więc szósta rano była dla niego już późną porą. Często wtedy do mnie dzwonił. Zwykle mówiłem: proszę później, i następny telefon miałem za 15 minut.
Poranne pobudki mecenas przyjmował zwykle z wyrozumiałością. Ale kiedyś, przed samymi świętami, nie wytrzymał. Odbyła się wówczas taka rozmowa:– Tu Król.
– Jaki król? Może któryś z Trzech Króli? A może król Zygmunt Stary? – dociekał Siciński.
– Pan mecenas też nie młodziutki – odciął się rozmówca.Sprawa, w której Siciński współpracował z Królem, dotyczyła sporu o wieprza. Był nią przejęty do tego stopnia, że kiedy na rozprawie była rota przyrzeczenia i słowa „świadomy wagi”, Król wypalił: „110 kilo”.– Kto? – zapytał sąd.
– Wieprzek, przecież – odparł Król, wprawiając sąd w konsternację.
[srodtytul]Trefna bombonierka[/srodtytul]
W środowisku prawniczym krąży też anegdota o pewnym świątecznym prezencie. 
– Znajomy adwokat otrzymał od swojego klienta dużą bombonierkę – opowiada mecenas Jacek Kondracki. – Ponieważ akurat wybierał się na spotkanie do znajomego, który był sędzią, postanowił mu ją podarować. Wybuchła z tego wielka awantura, bo okazało się, że w pudełku, zamiast czekoladek, była kupa forsy.
Jaki był dalszy ciąg tej historii i co się stało z cenną zawartością, to już tajemnica.
[srodtytul]Życzenia z aresztu[/srodtytul]
Nawet tych, którzy na co dzień są na bakier z prawem, święta wprawiają w życzliwy nastrój, także wobec sądu.
– Dość często zdarzało się kiedyś, że skazani przebywający w zakładach karnych przysyłali do sądów kartki świąteczne. Również do tych, którzy ich skazali – wspomina Barbara Piwnik. – Taki więzień życzył sędziemu np. zdrowia, pomyślności i sukcesów w pracy zawodowej. To ostatnie życzenie było dość zaskakujące. Bo co mógł mieć na myśli taki skazany?
Teraz więźniowie kartki przysyłają rzadko. – Może dlatego, że średnia wieku tych, którzy trafiają do aresztów, znacznie się obniżyła. Oni w swoim życiu w ogóle niewiele kartek świątecznych wysłali – zastanawia się sędzia Piwnik.
Zdarzało się jednak, że życzenia padały nawet na sali rozpraw.
– Sądziłem kiedyś oskarżonych o cały szereg przestępstw. Było ich wielu, doprowadzała ich policja i non stop pilnowała – opowiada „Rz” jeden z sędziów. – Już po zamknięciu sprawy, kiedy oskarżeni mieli wychodzić z sali, jeden z nich, niziutki, taki, że ledwie go było widać i na rozprawie wcale się nie odzywał, podniósł rękę. „Chciałem życzyć sądowi wesołych świąt” – wydusił. 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA