fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Chleba naszego poprzedniego

Dzieci reagują spontanicznie. „Wchała na wysokości” – śpiewała kolędę pięcioletnia Zosia, a „chała” czteroletni Wojtuś
EAST NEWS
Dzieci często przekręcają modlitwy i religijne pieśni, wprawiając rodzinę w rozbawienie. Jeszcze się ich zdążą nauczyć. Dorośli mogliby się natomiast od nich uczyć spontaniczności.
Można się podśmiewać z ballady Mickiewicza „Powrót taty”, że sentymentalna, naiwna i ckliwa. Ale kto czytał ją swojemu dziecku przed snem i się nie wzruszył w ciszy, nie przeżył razem z nim dramatu ojca i dziatek napadniętych przez zbójców i cudem ocalonych dzięki modlitwom i litaniom, ten musi być bez serca. Mickiewicz wymienia modlitwy przez trzy zwrotki.
Taka jest ta ballada – jak dziecięce rozumienie dobra i zła. Dobro wygrywa. „Pierwszy bym pałkę strzaskał na twej głowie, gdyby nie dziatek pacierze” – mówi nawrócony zbójca w sukni plugawej do ojca. Dziecięca wiara czyni cuda.
[srodtytul]Opowiedz mi o stróżu[/srodtytul]
Każdy dom ma swoje historie związane z dziecięcymi powiedzonkami. Modlitwy i kolędy, pełne archaizmów lub w gwarze ludowej, są tekstami szczególnie narażonymi na niezrozumienie i przekręcanie. Te, jako anegdoty, funkcjonują potem w rodzinach przez lata.
Antek dzisiaj sam jest ojcem, ale jako dziecko prosił matkę, by mu opowiadała o stróżu. Nie od razu zrozumiała, o jakiego stróża chodzi. Mały Jaś zapytał o Jezusa, który „z marchwi wstał”. Zmartwychwstanie jest pewnie szczególnie trudne do pojęcia przez dzieci.
Mały Władek modlił się: „nie budź nas na pokuszenie”, a mały Franek natomiast: „nie wódź nas na pokruszenie”. Jeśli przyjrzeć się bliżej tym sformułowaniom, okazuje się, że sens jest właściwie bardzo podobny. Rodzice zgodnie twierdzą, że gdy je pierwszy raz usłyszeli, nie byli w stanie zachować powagi.
Inny mały Staś spowodował, że domownicy razem z nim mówili: „chleba naszego poprzedniego”. Wyszli z założenia, że nie ma co dziecka wyprowadzać z błędu, i tak się dowie prędzej czy później w kościele. A skojarzenie bardzo piękne. Zawsze był chleb i niech go nie zabraknie. „Świeć się imię Twoje” – mówił jeszcze Staś. Kazio, zawsze szybki i wesoły, z rozpędu modlił się „w imię Ojca i matki”.
„Mamo, czy służebnica pańska to kelnerka Pana Boga?” – spytał kiedyś Franek. O tym, że Maurycy zamiast „wielbiąc go”, powiedział „wielbłądz go”, opowiedziały jego mamie siostry z katolickiego przedszkola. Zapisała w kajecie z powiedzonkami.
Wszyscy pytani przeze mnie rodzice radzą innym notować, bo anegdoty się bardzo szybko zapomina, choć wydaje się, że to niemożliwe, że nigdy, przecież są takie zabawne.
[srodtytul]Malusieńki jeżu[/srodtytul]
Kolędy są szczególnym polem do dziecięcego słowotwórczego popisu. „Pójdźmy wszyscy do stajenki, do Jezusa i wanienki” – śpiewał mały Staś. „Aniołowie się ładują” – śpiewał Pawełek. Było to dawno, jego tata miał wtedy trabanta i ciągle musiał ładować akumulator w domu. „Jeżu malusieńki” – śpiewała mała Ania, mała Maria natomiast w piosence o jeżu w przedszkolu śpiewała „o Jezu”.
„Co się leje, gdy Bóg się rodzi?” – zapytała mała Majka. „Co to jest moctruch?” – spytało inne dziecko. Kolęda „Bóg się rodzi” budzi szczególne zamieszanie w głowach dzieci. „Pan Niebiosów obrażony” Piotrusia już brzmi prawie jak bluźnierstwo.
– Dzieci uczą się kolęd i pieśni ze słyszenia – mówi nauczycielka religii Małgorzata Faberska ze Szkoły Przymierza Rodzin na warszawskich Bielanach. – Tworzą zlepki słowne i wychodzą niezrozumienia. Przy przygotowywaniu dzieci do komunii też bywa wesoło. Przyszła do mnie dziewczynka: „już umiem modlitwę »Za zmarłych«. Mówi: „Roczny odpoczynek racz im dać, Panie...”. Nauka opiera się na pamięciówce, dzieci często nie rozumieją, ale nie tylko o rozumienie chodzi– mówi Faberska Trudne słowa i niezrozumiałe dla małych dzieci, a nawet uczniów, przybierają spontaniczne formy. „Namarszczenie chorych” – powiedział uczeń Hubert, wymieniając sakramenty święte. Nie „cucołusz” – mówił Franek. Trudno rodzicom wytłumaczyć szóste przykazanie małym dzieciom. Czasami kojarzą je po prostu, zgodnie z etymologią, ze spaniem w cudzym łóżku, na przykład u babci.
[srodtytul]Nudny Marek[/srodtytul]
Współcześnie dzieci dużo swobodniej czują się w kościele, niż mogli ich rówieśnicy jeszcze 30 lat temu. Kościół jest na nie otwarty. Rygory wobec dzieci przestały być surowo przestrzegane. Nikt ich nie strofuje. Inna sprawa, że czasem z powodu zamieszania innym trudno się skupić.
Mała Helenka nie specjalnie lubiła z rodziną chodzić do kościoła w niedzielę. Ostentacyjnie stawała w ławce tyłem do ołtarza. Gdy kiedyś ksiądz ogłosił czytanie: Ewangelia według świętego Marka, nie wytrzymała. „Znowu ten Marek” – skomentowała znudzona. Na cały głos.
[ramka][srodtytul]Szczerbata ufność, metr dziecięcości[/srodtytul]
[i]Wojciech Drozdowicz, proboszcz parafii bł. Edwarda Detkensa na Bielanach w Warszawie[/i]
[b]Rz: Czy to szkodzi modlitwie, że dzieci mylą jej słowa?[/b]
ksiądz Wojciech Drozdowicz: Mówiąc najkrócej: dzieci mylą słowa, a dorośli mylą znaczenia. Dlatego dziecko może mylić słowa. Ważne, jakie myśli, jakie uczucia w nie wkłada. Jakie tam są niteczki delikatnie wiążące z Bogiem.
[b]Czy wiara dzieci jest „niepoważna”?[/b]
Wiara dzieci jest po prostu dziecięca. Dotykamy tutaj jednego z najistotniejszych rysów duchowości chrześcijańskiej. Dziecięctwa bożego. Cała trudność, żeby w dorosłym życiu zachować ufność, która charakteryzuje dzieci.
Najlepszą ilustracją tego jest zdarzenie na Jeziorze Galilejskim. Na środku jeziora Szymon Piotr dostrzega idącego po wodzie Jezusa. Jezus mówi: „Chodź do mnie”. Gdyby oparł swoje działanie na intelekcie, na rozumie, na doświadczeniu, nic by się nie wydarzyło. A Szymon Piotr jak dziecko wyszedł z łodzi. Cud ten trwał sekundę albo dwie, a może trzy, a może cztery. Ale te krótkie chwile musiały wywrzeć wielki wpływ na jego życie. To jest właśnie to dziecko.
Innym razem Jezus bierze maleńkie dziecko ręce i mówi: „Jeśli nie staniecie się jak to dziecko...”. A przecież my nie staniemy się jak to dziecko. Możemy tylko mieć takie zaufanie do Pana Boga jak to dziecko. Czyli w chwilach ważnych oprzeć swoje działanie na tej trudnej do opisania więzi.
[b]Kiedy się kończy dziecięctwo boże?[/b]
Prowadziłem kiedyś badania naukowe na Bielanach w lesie nad dziecięctwem bożym. Długo chodziłem i mierzyłem i wyszło mi, że kończy się mniej więcej na wysokości jednego metra. Metodą prób i błędów doszedłem do wniosku, że dzieci powyżej jednego metra potrafią grać na fortepianie „Dla Elizy”, recytować wierszyki i podobać się ludziom.
A maleńkie dzieci żyją, wystarczy chwila rozłąki z rodzicami, żeby zaczęły płakać i instynktownie pragnąć bliskości. Gdzieś około jednego metra – to jest taka miara dziecięctwa.
Kiedyś mówiłem w kościele o tym metrze, który stanowi granicę nieostrą dziecięctwa. Podszedł do mnie starszy mężczyzna i mówi: – Słuchaj, z tym metrem to przesadziłeś. Wydaje się, że prawdziwe dziecięctwo jest wtedy, kiedy matka nosi swoje dziecko w łonie, pod swym sercem. Współczesne badania psychologiczne podkreślają, że życie prenatalne, ten okres, kiedy się wydaje, że dziecko jest małe i nieświadome, jest najważniejszy w kształtowaniu życia. Może i on miał rację, nie wiadomo.
[b]Czy dorośli mogliby nauczyć się czegoś od dzieci, nawet z ich troszkę szczerbatej modlitwy?[/b]
Dziecięcego zaufania. Jak je w sobie kształtować? Dopiero kiedy życie zatacza krąg, człowiek staje się znowu dzieckiem. Wczoraj byłem u znajomego, któremu córka zmienia pampersy. Fizycznie już staje się dzieckiem, bo zapomina, ledwo chodzi. Może dopiero, gdy jesteśmy starzy, możemy stać się naprawdę ufni jak dziecko. Czy tego chcemy czy nie. Tylko kto spojrzy na staruszka jak na dziecko, które nas wzrusza.
Pamiętam starego księdza, który na przekór porzekadłu mówił, że starość bardzo się Panu Bogu udała. Te medale już nie są nic warte ani książki napisane, ani cudowne osiągnięcia. Pozostaje tylko ojciec. Już w innym świecie.
Niezdarna, wydawałoby się, modlitwa i postawa dziecka może być wzorem życia chrześcijańskiego. W czasie świąt w szopkach widzimy figurkę dzieciątka Jezus. Zrodzony gdzieś tam w dalekim Betlejem. Ten to dopiero musiał się mylić w modlitwie.
[i]rozmawiała Katarzyna Jaruzelska-Kastory[/i][/ramka]
[ramka][b]Wigilijny poradnik domowy[/b]
? NBDP (nie bałamucić dzieci drogimi prezentami)
? NPTP (nie poruszać tematów politycznych)
? Pojednać się przed wschodem pierwszej gwiazdy
? Dobrze się zresetować*
? Przy składaniu życzeń patrzeć sobie w oczy
? Nie bać się ciszy
? Z uwagą słuchać swoich bliskich
? Wąchać: choinkę, sianko, potrawy wigilijne. Jest to jedyny czas, kiedy nasza religia ma zapach
? Śpiewać kolędy (najlepiej według alfabetu, wtedy mamy pewność, że żadnej nie opuścimy)
? Dziękować Panu Bogu za to, co jest
PS Oszczędzić karpia!
[b]Jak się można zresetować na święta:[/b]
Należy zamknąć oczy, policzyć do trzech, potem otworzyć oczy i spytać najbliższych:
– Kim jesteś?
– Jestem twoją żoną!
– Ach! (to ach, pełne zdumienia i zachwytu, jest najważniejsze)[/ramka]
[ramka]Kolędowanie przy szopce Józefa Wilkonia
Pasterkę odprawimy w Wigilię o północy. Modlimy się przy blasku świec przywiezionych z Betlejem. Płomyka użyczył nam biskup Warszawy Kazimierz Nycz. Tradycyjnie kolędy śpiewa chór Artura Backiela i dziesięcioosobowa orkiestra dęta Krzysztofa Tomaszewskiego. Śnieg oryginalny albo ze specjalnej maszynki z Poronina. Zapraszam. Proboszcz ks. Wojciech Drozdowicz
[mail=lasbielanski@neostrada.pl]lasbielanski@neostrada.pl[/mail][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA