fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Europa sprawdziła się w czasie kryzysu

Fotorzepa, Darek Golik
Elżbieta Glapiak
Paweł Jabłoński
- Wśród przyczyn obecnego kryzysu finansowego są niewłaściwe regulacje tworzone przez władze publiczne, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych. Więc kryzys nie jest efektem fiaska czystej gry sił rynkowych - mówi Leszek Balcerowicz, były wicepremier i były prezes NBP
Europejski Bank Centralny na razie działa bardzo sprawnie. Nie jest krytykowany. Szczególnie wspieranie płynności banków było robione szybko - mówi Leszek Balcerowicz
[b]Rz: Oceny obecnego kryzysu są skrajne – począwszy od porównań z wielkim krachem lat 30. ubiegłego stulecia i wieszczeniem końca kapitalizmu po opinie, że to tylko spowolnienie. Jakie jest pana zdanie w tej sprawie?[/b]
[b]Leszek Balcerowicz:[/b] Skrajne, mówiące, że to jest kryzys kapitalizmu, są o tyle nietrafne, iż przecież z definicji kapitalizmu wynika, że jest to własność prywatna i rynki, a nie centralne planowanie. My nie mamy do czynienia z kryzysem własności prywatnej i rynków, tylko obserwujemy poważne zaburzenia na rynkach finansowych.
Warto przypomnieć, że wśród przyczyn obecnego kryzysu finansowego są niewłaściwe ramy tworzone przez władze publiczne, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych. Więc kryzys nie jest efektem fiaska czystej gry sił rynkowych, choć łatwo wskazać przykłady bardzo dużej niekompetencji na szczytach wielkich konglomeratów finansowych.
Połączyły się efekty wadliwości ram makroekonomicznych i instytucjonalnych, tworzonych przez władze publiczne, ze słabościami niektórych fragmentów sektora finansowego. Jasne jest, że polityka monetarna Fedu była zbyt luźna. Umożliwiała zbyt szybki wzrost kredytu. Nie spowodowało to zwyżki cen konsumpcyjnych, bo mamy czynniki przeciwważne. Zamiast tego otrzymaliśmy wzrost innych cen – chociażby akcji. A jeszcze w większym stopniu, choć z opóźnieniem, cen nieruchomości.
[b]Niektórzy z ekonomistów uważają, że zabrakło wystarczających regulacji rynku.[/b]
Moim zdaniem główną przyczyną obecnego kryzysu nie był brak regulacji rynku finansowego. Można dość łatwo wskazać na przykłady, że nie brak regulacji, a ich niewykorzystywanie przez nadzór przyczyniło się do tego, co obserwujemy. Wystarczy przytoczyć przykład Islandii. Trzy tamtejsze wielkie banki założyły duże oddziały w Wielkiej Brytanii i Holandii. Te placówki gromadziły bardzo dużo oszczędności Brytyjczyków i Holenderów.
Okazuje się, że ani nadzór brytyjski, ani holenderski nie zainteresował się prostym faktem, że jeżeli dużo pieniędzy zbiera się w bankach pochodzących z małego kraju, to te relacje pozbieranych depozytów, udzielonych kredytów do wielkości kraju pochodzenia banku mogą być niepokojąco duże. Formalnie rzecz biorąc, oddziały podlegają nadzorowi kraju macierzystego, czyli w tym wypadku Islandii. Okazało się, że to zawiodło.
[b]Ale przecież głosy ostrzegające przed kryzysem były, tylko nikt ich nie słuchał.[/b]
To prawda. Np. ekonomiści Banku Rozliczeń Międzynarodowych w Bazylei już w 2003 roku sygnalizowali, że polityka monetarna Stanów Zjednoczonych może być zbyt luźna. Podkreślali, że może ona doprowadzić do nadmiernego wzrostu kredytu i do baniek spekulacyjnych. Były takie ostrzeżenia. Nikt oczywiście wówczas nie mógł dokładnie wiedzieć, jak rozłoży się ryzyko w systemie finansowym – Alan Greenspan uważał, że trafi ono do tych, którzy są najbardziej wyspecjalizowani czy kompetentni w jego utrzymywaniu. Okazało się, że nie każde ryzyko udało się sprzedać poza banki. Po drugie, że nie najlepiej rozłożyło się ono wśród inwestorów.
[b]To, co się stało i się dzieje teraz w światowej gospodarce, jest egzaminem dla Unii Europejskiej...[/b]
Konstrukcje sprawdza się w warunkach ekstremalnych. Z całą pewnością działania krajów członkowskich i instytucji unijnych w tym kryzysie są i będą przedmiotem wielu analiz.
[wyimek]Niekontrolowane subsydowanie przedsiębiorstw przez rządy jest absolutnie sprzeczne z zasadą jednolitego rynku, największym ekonomicznym osiągnięciem UE [/wyimek]
[b]Czy może pan ocenić, które działania Europejskiego Banku Centralnego czy Komisji Europejskiej były trafne, które były niewystarczające, a które być może poszły za daleko.[/b]
Nie jestem w stanie na to teraz precyzyjnie odpowiedzieć. Dla mnie pewne kwestie techniczne są wciąż otwarte. Generalnie uważam, że rozszerzenie możliwości udzielania przez banki centralne kredytów bankom komercyjnym pod zastaw papierów wartościowych było właściwe. W tym wypadku banki centralne generalnie się sprawdziły. Do dalszych analiz pozostawiam pytanie o punkt, po przekroczeniu którego korzyści będą mniejsze od kosztów.
[b]Na czym może polegać problem?[/b]
Na tym, że im więcej banki centralne udzielają kredytów pod zastaw papierów wartościowych, tym mniejsze są bodźce, żeby odżyły normalnie funkcjonujące rynki finansowe.
Wiemy też z poprzednich kryzysów, że jeżeli narastały problemy potencjalnej niewypłacalności instytucji finansowych o znaczeniu systemowym, to zwykle nie dopuszczano do ich niekontrolowanego upadku. Do 1907 r. w Stanach Zjednoczonych to banki prywatne organizowały akcje ratunkowe wobec takich ważnych instytucji w obawie przed lawinowymi skutkami ich upadłości.
Tym różnią się banki od produkcji samochodów, że w sektorze finansowym są instytucje systemowo ważne, a niebezpieczeństwo zarażania kłopotami jest dużo większe i skutki upadłości poważniejsze. W 1907 r. była groźba kryzysu finansowego w Stanach Zjednoczonych. Ale kto wtedy okazał się bankiem centralnym? Wielki finansista – Morgan. Miał tak ogromny autorytet, że zebrał wszystkich poważnych nowojorskich bankierów i doprowadził do tego, że wspólnie zorganizowali wsparcie dla potencjalnych bankrutów. O dziwo, nawet na tej transakcji nie stracili. Potem zresztą się okazało, że on wcale nie był najbogatszy. Jego kapitałem była wielka reputacja.
[b]Teraz musimy liczyć na dobrą reputację banków centralnych. Czy one są w stanie reagować wystarczająco szybko?[/b]
Działania banków i rządów w zapobieganiu lawinowym upadłościom dużych instytucji finansowych i ewentualnym dokonywaniu restrukturyzacji nie jest czymś wyjątkowym. Tak było np. w Szwecji i Finlandii na początku lat 90. Nie na tym polega wyjątkowość tego, co się dziś dzieje. Wyjątkowe jest to, że wszystkie kraje rozwinięte zostały ogarnięte kryzysem finansowym. Ponieważ one stanowią większość gospodarki światowej, to reszta świata została także zarażona, choć w różnym stopniu. Na pewno z czasem pojawią się wnioski, kto poszedł za daleko w interwencjach, a kto nie. Które formy pomocy okazały się bardziej skuteczne, a której mniej skuteczne.
[b]Ale już pojawiły się zespoły badające obecny kryzys.[/b]
Sam uczestniczę w jednym z nich – w Unii Europejskiej. Dyskutuje się np., czy lepsza była pierwotna koncepcja, by środki publiczne wykorzystywać na wykup tzw. toksycznych aktywów po to, żeby je potem sprzedać i w ten sposób stabilizować sytuację finansową wielkich banków, czy też należało pójść śladem Brytyjczyków i koncentrować środki pomocy publicznej na dokapitalizowanie banków.
W Wielkiej Brytanii poszli na całość. Ich zakres pomocy publicznej jest ogromny. Czy im to wyjdzie na zdrowie? Tego nie da się jeszcze określić.
[b]A strefa euro? Tu mamy trudniejszą sytuację – 15 rządów, jeden bank.[/b]
Europejski Bank Centralny na razie działa bardzo sprawnie. Nie jest krytykowany. Szczególnie wspieranie płynności banków było robione szybko. Nie wzbudza kontrowersji.
[b]Jednak poza sektorem bankowym w Unii nie ma tak scentralizowanej władzy gospodarczej. W ogromnym organizmie, w którym nie ma barier gospodarczych między krajami, jedni dają miliardy euro na ratowanie firm, a drudzy nie. To może doprowadzić do dużej nierównowagi.[/b]
Te różnice mogą wynikać z różnicy powagi problemów, np. problemy w bankach brytyjskich okazały jak do tej pory poważniejsze niż w bankach hiszpańskich.
W pewnym stopniu zgadzam się, że występują jednak problemy. Szczególnie jeżeli chodzi o brak uzgodnienia zmian w systemach gwarantowania depozytów.
Pragnę jednak podkreślić, że dotychczasowa analiza faktów nie upoważnia do wniosku, iż kryzys wziął się głównie z braku jakichś silnych europejskich instytucji, czy jakiegoś jednego europejskiego nadzoru. To, o czym mówiłem, te błędy dotyczące oddziałów banków islandzkich w Wielkiej Brytanii, to one powstały na poziomie nadzoru krajowego.
[b]A czy nas nie powinien niepokoić fakt, że w Niemczech pracuje się nad ogromnym programem wsparcia dla przemysłu motoryzacyjnego? Nas i szeregu innych krajów nie będzie na to stać.[/b]
Tu się zgadzam. Niekontrolowane subsydiowanie przedsiębiorstw przez rządy narodowe jest absolutnie sprzeczne z zasadą jednolitego rynku, największym ekonomicznym osiągnięciem Unii. Trzeba temu ryzyku przeciwdziałać.
[b]Jaki powinien być kierunek zmian instytucjonalnych po tym kryzysie?[/b]
Nie sądzę, aby była potrzebna organizacyjna rewolucja choćby w nadzorze. Z faktu, że byłaby jedna, scentralizowana organizacja, wcale nie wynika, że byłaby z pewnością skuteczniejsza. Na pewno wymaga dyskusji zakres uprawnień i relacje pomiędzy nadzorem kraju pochodzenia banku i kraju goszczącego. Uważam, że potrzebne są pewne generalne reguły. Jedna z nich powinna brzmieć tak, że równo traktuje się banki systemowo ważne w każdym kraju, niezależnie od tego, czy są one oddziałami, filiami czy instytucjami macierzystymi. Nie powinno być tak, że duży oddział w małym kraju jest traktowany inaczej niż np. jego bank macierzysty w dużym kraju.
Z punktu widzenia takiej Łotwy, która jest małym krajem, istotne było, jak się zachowywały oddziały banków ze Szwecji. To powinna być jedna z zasadniczych reguł. Na pewno jest interesującym pytaniem, co robił nadzór szwedzki w stosunku do oddziałów swoich banków działających na Łotwie wtedy, kiedy prowadziły one gigantyczną ekspansję kredytową.
Skoro już mówimy o nadzorze, to chciałem przy okazji powiedzieć, że obecny czas jest najgorszy do podejmowania dodatkowych restrykcji ograniczających akcję kredytową. Dotyczy to również polskiego nadzoru.
[b]Jak Polska powinna w obecnej sytuacji gospodarczej podchodzić do kwestii przyjęcia euro? Czy powinniśmy przyspieszać swoje działania i czy Bruksela nie powinna bardziej nalegać, żeby państwa szybciej wstępowały do unii walutowej?[/b]
Sądzę, że Polsce dobrze służyłoby przyjęcie europejskiego pieniądza. O tym świadczą wyniki badań. Jednak na drodze stoi przede wszystkim bariera polityczna. Trzeba zmienić konstytucję, a żeby zmienić konstytucję, trzeba mieć zgodę większej części opozycji.
Od strony ekonomicznej nie widzę wielkich przeszkód w spełnieniu kryteriów przyjmowania euro – inflacyjnego czy budżetowego. Jak się te dwa spełni, to z innymi będzie łatwo. Polityka pieniężna zawsze powinna być nastawiona na cel inflacyjny. A polityka budżetowa powinna trzymać się dyscypliny nawet w trudnych czasach.
Próby ożywienia gospodarki poprzez pobudzanie fiskalne, czyli zwiększenie deficytu budżetowego, byłyby u nas nieskuteczne albo wręcz przeciwskuteczne, podobnie jak w większości krajów świata. Byłoby to chłodzące pobudzanie. Dla rynków finansowych wzrost deficytu kojarzyłby się inwestorom ze znacznym zwiększeniem ryzyka makroekonomicznego.
Bardzo ważną częścią przygotowań do wprowadzenia euro powinno być przygotowanie środków regulacyjnych, które zapobiegałyby narastaniu niebezpiecznego boomu kredytowego, takiego np. jaki powstał w krajach nadbałtyckich.
Pomogłyby też w dobrym przyjęciu euro wszystkie reformy strukturalne uelastyczniające gospodarkę i rynek, choć one nie dadzą efektu w parę miesięcy.
[b]Dlaczego tak ważne jest ograniczenie akcji kredytowej?[/b]
Będąc w strefie euro będziemy mieli niższe stopy procentowe. Popyt na kredyt będzie więc silniejszy i może się okazać nadmierny. Nie mamy gotowych rozwiązań regulacyjnych na taką sytuację. Trzeba je przygotowywać na podstawie doświadczeń światowych.
[wyimek]Próby ożywienia gospodarki poprzez zwiększanie deficytu budżetowego byłyby u nas nieskuteczne, podobnie jak w większości krajów świata[/wyimek]
[b]Czy nie obawia się pan, że niebawem sporo krajów w Unii może mieć problem z deficytem budżetowym?[/b]
Może tak być. Nie podzielam powszechnego przekonania, że skoro są tendencje recesyjne, to mamy łatwe rozwiązanie w postaci zwiększania wydatków finansowanych dodatkowym długiem publicznym. To nie musi być skuteczna metoda. Po pierwsze mogą być kłopoty ze sfinansowaniem deficytu. Na przykład we Włoszech, gdzie relacja długu publicznego do PKB wynosi około 100 proc., nie można zakładać, że rynki będą chciały tanio finansować następne wydatki. Po drugie jest sporo badań empirycznych pokazujących, że w sytuacji wysokiego długu publicznego lub pogarszającej się sytuacji fiskalnej konsumenci wcale nie muszą podnosić swoich wydatków. W takich wypadkach oni często się obawiają, że w przyszłości podatki wzrosną i w konsekwencji zamiast wydawać dodatkowe pieniądze, oszczędzają je.
[b]Czy w takiej sytuacji jak obecna działania Komisji Europejskiej nie powinny być bardziej przejrzyste?[/b]
Ten proces powinien być bardziej przejrzysty. W tej chwili Unię tworzy 27 państw i część tych uzgodnień musi mieć charakter nieformalny. Jednak przydałoby się więcej przejrzystości, żeby można było ten proces analizować. Jeżeli ludzie mają być bardziej zaangażowani w integrację europejską, to powinni móc więcej wiedzieć, jak wygląda proces tworzenia dotyczących ich praw na poziomie europejskim. Po drugie nie chodzi o byle jakie prawa, tylko chodzi o dobre, czyli takie, które wywołują pozytywne skutki dla rozwoju. Potrzebna jest więc kontrola i analiza jakości praw, zanim zostaną uchwalone. Wydaje mi się, że jest tu sporo do zrobienia.
Dość łatwo można wskazać przypadki rozwiązań, które nie były poprzedzone dostatecznie głębokimi analizami, np. decyzje podjęte w zeszłym roku na szczycie klimatycznym. Gdzie były analizy tych rozwiązań, przecież w tym wypadku każdy punkt procentowy ograniczeń emisji jest bardzo istotny. Okazało się, że biopaliwa produkowane w Europie i USA są drogie i przyczyniły się do podbicia cen żywności. Gdzie była analiza jakości tych rozwiązań, zanim je uchwalono? Jeżeli mamy mówić o bardziej demokratycznej UE i jednocześnie o lepszych jakościowo decyzjach, to opinia publiczna i rozmaite ośrodki analityczne muszą być lepiej poinformowane, tak aby mogły reagować.
[b]To u nas proces stanowienia prawa jest dopiero czarną magią. Co chwila media wyciągają gotowe projekty, o których społeczeństwo nie wiedziało nawet, że są przygotowywane. [/b]
Tym bardziej trzeba tutaj wywierać presję. Do tego potrzebne są kompetentne media i organizacje pozarządowe.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA