fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kolekcje

Kto po Sasnalu

Tomasz Mróz „L’amour”, olej, płótno, 2002 r. Kolekcja New Art Team
Rzeczpospolita
Młodzi polscy artyści szybko robią kariery, cenią się, również finansowo. I mają wiele do powiedzenia
Trzy lata temu poznański krytyk Paweł Leszkowicz w tekście „Sztuka wobec rewolucji moralnej”, opublikowanym w internetowym magazynie „Obieg”, wprowadził nowe określenie – „Młoda Sztuka z Polski (MSP)”. Zacytujmy fragment tekstu Leszkowicza, bo jest on niewątpliwie historyczny.
„Po raz pierwszy w mojej własnej historii zajmowania się sztuką myślę, czytam, piszę i uczę o sztuce polskiej z taką samą przyjemnością jak dotychczas o zagranicznej. Wyraźnie dostrzegam prawdziwą eksplozję, wreszcie otworzyły się oczy i umysły artystów i kuratorów”. Kogo opisywał? Jak dziś wygląda MSP?
Przeciętny Polak na pytanie, z czym kojarzy się mu młoda polska sztuka, odpowiada: Wilhelm Sasnal. Prawdą jest, że mało kto zrobił tak wiele dla popularyzacji tej sztuki w naszym kraju, co ten artysta. Sasnal i jego koledzy dla wielu naszych młodych twórców uchodzą dziś za punkt odniesienia do tego stopnia, że już kilka magazynów zdążyło zadać pytanie: Kto po Sasnalu? No właśnie kto?
[wyimek]Młodzi artyści często są bardziej zainteresowani swoimi przeżyciami niż otaczającym ich światem.[/wyimek]
Faktycznie duch Sasnala (w dużej części finansowy aspekt jego sukcesu) unosi się nad młodą polską sztuką. Widać to było latem tego roku na wystawie „Establishment (jako źródło cierpień)” w CSW Zamek Ujazdowski. Prezentowani tam byli młodzi artyści, którzy już osiągnęli uznanie na rynku (Tomek Kowalski, Radek Szlaga, Olaf Brzeski, Mariusz Tarkawian czy Szymon Kobylarz), oraz artyści przez rynek na razie niezauważeni (Ania i Adam Witkowscy, Zorka Wollny).
Godna odnotowania jest również wystawa „Nie ma, sorry”, zorganizowana przez młodych ludzi ze studiów kuratorskich w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie jesienią 2008 roku (skończyła się pod koniec listopada). Wzięło w niej udział 21 artystek i artystów, często jeszcze studiujących. W „Nie ma, sorry” można było znaleźć prace znanych twórców (Anna Molska, Wojtek Bąkowski, Sławek Pawszak czy Łukasz Jastrubczak), a także nieznanych jeszcze studentów szkół artystycznych (np. Paweł Sysiak, Anna Panek).
Czy to przypadek, że dwie wystawy pokazujące młodą polską sztukę nie próbowały nawet znaleźć motywu wspólnego, jak to było we wcześniejszych kultowych wystawach w Zamku Ujazdowskim? Czy można dziś wyróżnić jakieś trendy i ciekawe zjawiska?
Młodzi artyści często są bardziej zainteresowani swoimi przeżyciami niż otaczającym ich światem. Szybciej robią kariery, doskonale poruszają się po rynku sztuki, cenią się, również finansowo. Niemniej można wyróżnić przynajmniej dwa zjawiska, które są czymś więcej niż tylko produktem marketingowym. To „brudna sztuka” z Poznania oraz „zmęczenie rzeczywistością”.
„Brudna sztuka” jest reprezentowana przez dwa środowiska: Penerstwo oraz Stowarzyszenie Starter. Obie grupy traktują członkostwo bardzo luźno. Czasami artyści należą do obu.
W gronie penerów znajdują się: Wojtek Bąkowski, Piotr Bosaki, Tomasz Mróz, Magda Starska, Konrad Smoleński i Radek Szlaga. Przywódcą duchowym jest Michał Lasota, kurator, animator i teoretyk. Stowarzyszenie Starter to grupa poznańskich artystów skupiona wokół Honzy Zamojskiego. Starterowców łączą tylko wspólne działania i organizacja wystaw. W pracach stowarzyszenia uczestniczą m.in.: Szlaga, Mróz i Smoleński (ci sami co w Penerstwie) oraz Jakub Czyszczoń, Agnieszka Grodzińska, Kamil Strudziński, Małgorzata Szymankiewicz.
Z kolei „zmęczenie rzeczywistością” nie jest formalną grupą. Artyści reprezentujący ten nurt pochodzą z różnych części Polski, choć widać nadreprezentację Roztocza.
Ważnym artystą z tego nurtu jest Jakub Julian Ziółkowski. Reprezentuje go warszawska Fundacja Galerii Foksal i jedna z najlepszych światowych galerii Hauser & Wirth. Inny twórca Piotr Janas w 2003 roku został zaproszony przez znanego kuratora Francesco Bonamiego do udziału w Biennale w Wenecji. Dziś Janas, reprezentowany także przez galerie z Berlina, Nowego Jorku i San Francisco, uważany jest za ojca chrzestnego nowego nurtu w polskiej sztuce.
Reprezentantami owej nieformalnej grupy są także Tomek Kowalski (jeden z najbardziej spektakularnych debiutów ostatnich lat, dziś w galerii Carlier/Gebauer z Berlina), Paweł Śliwiński, Tymek Borowski i Paweł Dunal. W tym pojemnym nurcie jest też miejsce dla wrocławianina Olafa Brzeskiego, tworzącego filmy i fantastyczne kompozycje rzeźbiarskie, oraz dla malarzy z Zielonej Góry: Przemka Mateckiego i Basi Bańdy. Szczególnie Przemek Matecki, mający właśnie za sobą dwie solowe wystawy w Londynie (Galeria Hollybush Gardens) i Berlinie (galeria Carlier/Gebauer), ma szansę zaistnieć na trwałe w polskiej i międzynarodowej sztuce.
Istnieje też grupa młodych artystów nawiązujących do języka i tradycji awangardy, zarówno tej z lat 20., jak i lat 60. i 70. Warto wymienić Annę Molską tworzącą filmy wideo (najmłodsza uczestniczka tegorocznego biennale w Berlinie); Łukasza Jastrubczaka – zdjęcia, instalacje i filmy; Szymona Kobylarza wciąż niemogącego się zdecydować, czy jest malarzem, czy artystą tworzącym instalacje; Karola Radziszewskiego, który maluje oraz filmuje. Do grona tego można by też zaliczyć Michała Budnego tworzącego kompozycje rzeźbiarskie z kartonu i papieru, coraz silniej nawiązującego do tradycji polskiej awangardy.
[i]Piotr Bazylko, Krzysztof Masiewicz[/i]
Autorzy blogu ArtBazaar i „Poradnika kolekcjonera sztuki najnowszej” (Fundacja Bęc Zmiana i Ha! art).
[link=http://www.kompassztuki.pl]www.kompassztuki.pl[/link]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA