fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Wspólna historia – tak. Ale bez przemilczeń i zakłamań

Musimy pamiętać, że kraje europejskie prowadzą własną politykę historyczną. Szczególnie aktywne są w tym Francja i Niemcy. - mówi Wojciech Roszkowski, profesor historii, deputowany z ramienia PiS do europarlamentu
[b]Rz: Czy projekt Domu Historii Europejskiej przyczyni się do budowy wspólnej świadomości historycznej w Unii?[/b]
[b]Wojciech Roszkowski:[/b] Jako historyk zawsze popieram popularyzację historii. Niestety, gdyby zrealizować ten projekt w pierwotnym kształcie, byłaby to karykatura historii Europy. Jeśli jednak zostaną przyjęte poprawki, które zgłosiliśmy, to byłby on do zaakceptowania.
[b]Nie pierwszy raz kraje europejskie różnią się w ocenie historii. Polska z Niemcami nie potrafi się porozumieć w sprawie centrum „Wspominajmy razem“ w Zgorzelcu, które miało być alternatywą dla inicjatywy Eriki Steinbach. Niemcy chcą zapisu, że w trakcie II wojny światowej byli poszkodowani na równi z innymi narodami.[/b]
Dialog z Niemcami jest szczególnie trudny. Wystarczy przypomnieć sprawę wspólnego polsko-niemieckiego podręcznika historii, nad którym prace utknęły w martwym punkcie. Musimy pamiętać, że kraje europejskie prowadzą własną politykę historyczną. Szczególnie aktywne są w tym Francja i Niemcy. Powinniśmy się od nich tego uczyć i równie zdecydowanie prezentować nasz punkt widzenia.
[b]Ale czy w tej sytuacji jest w ogóle miejsce na wspólną europejską historię? Skoro Polacy i Niemcy nie potrafią się porozumieć, to ten sam problem wystąpi np. między Francją a Wielką Brytanią.[/b]
Różne oceny wydarzeń historycznych zawsze miały miejsce – i dobrze. Dla Anglików Waterloo to wielkie zwycięstwo, dla Francuzów – wielka klęska. I trzeba to pokazywać. Historia Europy jest skomplikowana. Najgorsze, co mogłoby przyjść do głowy, to przemilczanie. Na przykład że nie będziemy uczyć o Napoleonie, bo jest kontrowersyjny. Dzisiaj Europa boi się kontrowersji. Co jest na banknotach euro? Wizerunki wybitnych Europejczyków? A skąd! Nic niemówiące nikomu obrazki, bo przecież można by kogoś urazić.
[b]To może lepiej niech już wszystko zostanie po staremu i każde państwo uczy własnej historii?[/b]
W takiej sytuacji istnieje obawa, że będziemy wychowywać młodych ludzi w duchu konfrontacyjnym. A przecież w integracji europejskiej chodziło między innymi o to, by tę sytuację zmienić. Dlatego musimy próbować, ale na pewno nie przez przemilczenia i zakłamywanie historii.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA