Świat

Unia spełnia żądania władz Irlandii

– Unia odpowiedziała na wątpliwości wyrażone przez społeczeństwo Irlandii – mówił premier tego kraju Brian Cowen
Reuters, Thierry Roge Thierry Roge
Irlandczycy dostaną gwarancje dotyczące neutralności kraju oraz polityki rodzinnej i podatkowej - pisze Anna Słojewska z Brukseli
– Powtórzyłem na szczycie, że Polska nie jest przeszkodą w ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Jak tylko zrobi to Irlandia, złożę swój podpis pod dokumentem – zapewniał w piątek Lech Kaczyński. Skrytykował relacje niektórych polskich mediów, które wypowiedź francuskiego prezydenta interpretowały jako reprymendę pod adresem polskiego przywódcy. Nicolas Sarkozy powiedział w czwartek Kaczyńskiemu, że nie powinien się chować za plecami innych. Polski prezydent tłumaczy, że mają po prostu z francuskim przywódcą odmienne przekonania w sprawie traktatu.
– Prezydent Sarkozy miał nadzieję, że do końca przewodnictwa w UE wszystkie kraje poza Irlandią zakończą proces ratyfikacji. Ja uważam, że to nie jest dobre podejście – wyjaśniał. Według niego nie wolno wywierać presji na społeczeństwo irlandzkie, bo to może się okazać kontrproduktywne. – Wierzę, że po zaoferowaniu Irlandii warunków uzgodnionych na tym szczycie decyzja Irlandczyków będzie pozytywna – powiedział.
[srodtytul]Sarkozy nie rezygnuje [/srodtytul] Prezydent Francji na zakończenie szczytu powtórnie jednak zrobił przytyk pod adresem prezydenta Kaczyńskiego. – Lech Kaczyński dobrze negocjował i podpisał traktat z Lizbony. Z mojego punktu widzenia to niezrozumiałe, że ktoś może podpisać traktat w Brukseli, a odmówić podpisania ratyfikacji w Warszawie. To przecież ten sam traktat – mówił podczas konferencji prasowej. [srodtytul]Traktat w 2010 [/srodtytul] Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to powtórne referendum odbędzie się w październiku 2009 roku, a traktat mógłby wejść w życie 1 stycznia 2010. Każdy kraj, również Irlandia, zachowałby swojego komisarza. Dodatkowo sama Irlandia dostałaby gwarancje utrzymania suwerenności w dziedzinach uznanych za wrażliwe, jak podatki, aborcja, neutralność. Faktycznie traktat lizboński tych zagadnień nie dotyczy, ale z sondaży opinii publicznej po klęsce referendum wynikało, że głosujący na „nie” obawiali się zwiększonej ingerencji Unii Europejskiej. – Unia odpowiedziała na wątpliwości wyrażone przez społeczeństwo Irlandii w czerwcowym plebiscycie – ocenił premier Brian Cowen. Plan jest teraz następujący. Ostateczną decyzję o dacie referendum Irlandia ogłosi w czerwcu 2009 roku. Do tego czasu Unia wymyśli sposób na to, by jej piątkowe deklaracje polityczne stały się prawnie obowiązujące. Pozostali przywódcy gotowi są spełnić postulaty Irlandii, ale tylko pod jednym warunkiem: nie będzie to wymagało kolejnej ratyfikacji w żadnym z pozostałych krajów. Unijni prawnicy mają na to pomysł: Irlandii złoży się teraz obietnice polityczne, a zapisy prawne zostaną umieszczone w traktacie akcesyjnym z Chorwacją, która prawdopodobnie dołączy do wspólnoty w latach 2010 – 2011. To, czy takie rozwiązanie zostanie ostatecznie zaakceptowane, okaże się w ciągu najbliższych miesięcy. [srodtytul]Ratyfikacja czeka w trzech krajach [/srodtytul] – Wznawiamy proces lizboński i jeszcze raz poprosimy Irlandczyków o zdanie – powiedział Nicolas Sarkozy. Gdy francuski prezydent 1 lipca obejmował przewodnictwo w Unii, nieoczekiwanie musiał zrewidować swoją ambitną agendę i wrócić do traktatu lizbońskiego. Od początku chciał przekonać Irlandczyków do ponownego referendum, a innych – do zakończenia procesu ratyfikacji. Prawie mu się to udało. Traktat czeka jeszcze na podpis prezydenta Polski (uzależnia to on od wyniku referendum w Irlandii), prezydenta Niemiec (który czeka na decyzję sądu konstytucyjnego) oraz na głosowania w parlamencie czeskim i następnie podpis prezydenta Vaclava Klausa. [b]Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki [mail=a.slojewska@rp.pl]a.slojewska@rp.pl[/mail][/b] [ramka]dr Andy Storey, University College, Dublin Jestem zszokowany tym, że narzucono nam kolejne referendum w sprawie traktatu liz- bońskiego. Ale spodziewałem się, że nasz rząd oraz unijne elity nigdy nie zaakceptują tego, że Irlandczycy nie chcieli ich ukochanego dziecka. Wola społeczeństwa? Demokracja? „Kogo to obchodzi, my w Unii wiemy lepiej” – tak podejmowane są dziś najważniejsze decyzje w Unii Europejskiej. Irlandczycy są oburzeni i rozgoryczeni, że ich zdanie zostało zignorowane. Zmarnowano również mnóstwo pieniędzy, bo referendum sporo kosztowało zarówno państwo, jak i poszczególnych obywateli, którzy angażowali się po obu stronach. Gdyby referendum odbyło się teraz, jeszcze więcej osób głosowałoby przeciwko traktatowi. Co się stanie jesienią przyszłego roku? Zobaczymy. To zależy od sytuacji gospodarczej i popularności naszego rządu. Ja na pewno będę głosował na „nie”. Jeżeli zrobi tak większość Irlandczyków i znowu odrzucimy traktat, na pewno nie dojdzie do żadnej katastrofy, nie ma się czego bać. Przecież nie wyrzucą nas z Unii – jestem pewien, że Polska i inne kraje nigdy by na to nie pozwoliły. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL