fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koszykówka

Trudne chwile Marcina Gortata w najbogatszej lidze

Marcin Gortat (z prawej)
AFP
Orlando Magic z bilansem 17-5 zaliczają się do ścisłej czołówki NBA. Jedyny polski koszykarz w NBA Marcin Gortat wypadł jednak ze składu, w ostatnich pięciu meczach nie zagrał ani minuty. – Jestem bardzo rozczarowany, ale zamierzam walczyć o powrót do składu. Nie rozumiem dokładnie, o co chodzi, na pewno nie należę do ulubieńców trenera, ale się nie poddaję – mówi „RZ” Gortat.
Po bardzo udanej końcówce ubiegłego sezonu mogliśmy mieć nadzieję, że reprezentant Polski będzie odgrywać w zespole Magic coraz większą rolę. Niestety, stało się zupełnie inaczej. Gortat stracił status pierwszego zmiennika dla supergwiazdora NBA Dwighta Howarda na pozycji centra na rzecz 32-letniego weterana Tony’ego Battie. Już przed sezonem trener Stan Van Gundy zapowiadał, że Polak będzie drugim zmiennikiem.
Niby nie powinno to dziwić, bo Battie nie grał przez cały ubiegły sezon z powodu kontuzji, a wcześniej był uważany za bardzo solidnego gracza podkoszowego, ale nasz koszykarz nie ukrywa dużego rozczarowania. Jego ambicje są bez porównania większe niż tylko dopingowanie kolegów z ławki, co ostatnio czyni regularnie. - Nie jestem zadowolony z tego, co się dzieje, a nawet troszkę zdziwiony z sytuacji, która ma miejsce od początku sezonu. Nie ma się co okłamywać, liczyłem na to, że będę grał – powiedział nam w poniedziałek Gortat. - Co prawda, jestem bliższy grania niż opuszczenia zespołu, ale marna to pociecha. Wszyscy powtarzają, że sezon jest długi i muszę być gotowy na każdą sytuację. Kiedy zdarzą się kontuzje, trener będzie chciał spróbować innej rotacji zawodników, wówczas powinienem dostać szansę.
Polakowi ciężko będzie jednak wygrać rywalizację z Battiem, który nie tylko dobrze gra (5.5 pkt, 4.3 zb, 60 procent skuteczności z gry), ale przede wszystkim jest weteranem. A właśnie takiego dublera – zdaniem trenera – potrzebuje młody i przebojowy Howard. - Taka jest polityka w NBA, że weteranów traktuje się na innych zasadach. Niestety muszę się z tym liczyć i pracować jeszcze dwa razy więcej niż do tej pory. Innej drogi nie ma – mówi Gortat, a po chwili dodaje: - Nie uważam siebie za gorszego zawodnika niż Battie. To, że gra on, a nie ja jest kwestią zupełnie ode mnie niezależną. To są rzeczy, których nie mogę kontrolować. Na pewno będę starał się przekonać do siebie trenerów.
Gortat w ubiegłym sezonie zagrał w sześciu meczach sezonu zasadniczego (średnie 3.0 pkt i 2.7 zb.) oraz aż w ośmiu play-offs (1.3 pkt, 1 zb), gdzie Magic dotarli do półfinału Konferencji Wschodniej, odpadając w rywalizacji z Detroit Pistons. W obecnych rozgrywkach Polak dostał szansę gry w sześciu spotkaniach, ale do tej pory nie zdobył jeszcze ani jednego punktu. Inna sprawa, że Stan van Gundy wpuszczał go na parkiet średnio tylko na 3.3 minuty. Ostatnio Gortat specjalizował się w blokach (średnia aż 1.3!). – Rzeczywiście, bloki stają się moją specjalnością. Sporo pracowałem nad tym elementem gry w przerwie letniej i teraz to procentuje – przyznaje Polak. Partnerzy z zespołu, a zwłaszcza Dwight Howard twierdzą otwarcie, że Gortat pracuje najwięcej spośród wszystkich koszykarzy Magic – pojawia się na treningach i w siłowni jako pierwszy, a wychodzi ostatni. – Przybrałem na wadzę dziesięć kilogramów i to są to praktycznie same mięśnie – mówi 24-letni center. Utrzymywanie ciała w wysokiej formie pozwoliło mu szybo wyleczyć uraz, którego nabawił się niespełna dwa tygodnie temu, w epizodycznym występie z Minnesota Timberwolves.
- Nie można powiedzieć, że zacząłem grać regularnie. Po prostu zdarzyła się sytuacja w trakcie meczu, że musiałem zmienić partnera z zespołu i wejść na parkiet. Niestety, pech sprawił, że skręciłem lewą kostkę. Chciałem zablokować Kevina Lowe’a, gdy ten wchodził po koźle na kosz i niefortunnie spadłem na jego stopę. Skręcenie było dość poważne, ale po intensywnej rehabilitacji i dzięki temu, że regularnie pracuję na siłowni – wróciłem do treningów już po pięciu dniach. To chyba największy pozytyw z tych pierwszych kilku tygodni obecnego sezonu – przyznaje gorzko polski koszykarz.
Najgorsze jest to, że trenerzy klepią go plecach, powtarzają w kółko „dobra robota”, ale nie chcą szczerze wytłumaczyć, czego od Gortata oczekują. Pomimo, że praktycznie z dnia na dzień wypadł ze składu, Stan van Gundy do tej pory nie wyjaśnił mu: dlaczego? Polak ma obawy, że jego relacje ze szkoleniowcem Magic nie są obecnie najlepsze.
- Jeśli ktoś naprawdę lubi zawodnika, to będzie z niego korzystał w kolejnych meczach. Prawda jest taka, że spełniłem wszystkie zadania, które trener mi wyznaczył, przynajmniej w 99 procentach, ale niestety nie gram. Najwyraźniej nie jestem więc faworytem Stana van Gundy’ego, nie mam u niego wysokich notowań. Mam nadzieję, że jeszcze go do siebie przekonam – mówi Gortat. - Wierzę, że jest to sytuacja przejściowa, choćby z tego względu, że kontrakt kończy mi się po tym sezonie.
Van Gundy od początku rozgrywek zasadniczych bardzo oszczędnie korzysta z zawodników rezerwowych. Poza zaskakująco przydatnym debiutantem Courtneyem Lee, wspomnianym Battiem oraz dublerem na pozycji rozgrywającego Anthonym Johnsonem, pozostali grają „ogony” albo wcale.
- W tej chwili gramy rotacją z udziałem ośmiu graczy. Myślę, że to zdecydowanie za mało – aby wygrać mistrzostwo NBA potrzebujemy większej grupy zawodników, przygotowanej do walki w najważniejszych meczach sezonu. Zwłaszcza, jeśli przytrafią się kontuzje. Cóż, są pewne rzeczy, których sam nie mogę zrozumieć i sobie logicznie wytłumaczyć. Taka jest polityka, takie są fakty i na chwilę obecną muszę się z tym pogodzić – przyznaje rozczarowany Polak. Jak rysuje się jego najbliższa przyszłość w NBA? - Następne miesiące spędzę na ciężkiej pracy i zrobię wszystko, aby przebić się do składu – deklaruje Gortat. -Wiele osób proponuje mi różne ciekawe opcje, stara się rysować moją przyszłość nawet w innych klubach, nakłaniać mnie do pewnych rzeczy… Na dzień dzisiejszy jestem jednak w Orlando i walczę o powrót do gry.
Magic zajmują obecnie na Wschodzie trzecie miejsce, tuż za plecami wielkich faworytów, czyli Boston Celtics oraz Cleveland Cavaliers. Jednak zdaniem amerykańskich dziennikarzy, z którym zresztą Gortat w zupełności się zgadza, nad wyraz korzystny terminarz spotkań w pierwszych tygodniach sezonu spowodował, że tak naprawdę ciągle obiektywnie oceniać autentyczną wartość ekipy z Orlando. - Nie graliśmy jeszcze z najsilniejszymi drużynami, wtedy dopiero będzie można oceniać rzeczywistą wartość tego zespołu. Do tej pory ogrywaliśmy głównie ekipy, które są poniżej 50 procent bilansu zwycięstw i porażek. Nie ma sensu podniecać się takimi sukcesami – mówi stanowczo Gortat.
W sytuacji, gdy jego drugi sezon w NBA na razie układa się nie najlepiej, Polak coraz częściej koncentruje swoją uwagę na przyszłorocznych mistrzostwach Europy. - Gdy tylko mam trochę wolnego czasu, myślę o Euro. Praktycznie co drugi dzień. Bardzo liczę na to, że wyjdziemy z grupy, zagramy w mojej rodzinnej Łodzi. Zrobię wszystko, aby poprowadzić polską reprezentację do medalu, a inni zawodnicy mi w tym pomogą. Wierzę, że tą drużynę stać na wielki sukces – puentuje center Orlando Magic.
Nawet jeśli obecny sezon w NBA już do końca ułoży się w ten sposób, na Euro w Polsce i tak będzie gwiazdą…
[i]W nocy z piątku na sobotę Orlando Magic grają na wyjeździe z Phoenix Suns. Z Gortatem czy bez? Transmisja w Canal+ Sport o 3.00.[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA