fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Dziś przyda się nam własna polityka pieniężna

Polityka pieniężna na szczeblu narodowym może chronić nas przed recesją. Ale to nie oznacza, że polityka Europejskiego Banku Centralnego jest nieracjonalna – pisze profesor Uniwersytetu Łódzkiego
Przystąpienie do strefy euro będzie bodaj najważniejszą decyzją polskich władz w najbliższym dziesięcioleciu. Przyjęcie euro może stworzyć gospodarce dogodne warunki rozwoju. Ale strefa euro to nie Arkadia światowej gospodarki. Kraj nieprzygotowany może ponosić realne straty wskutek udziału w strefie. Kilka lat doświadczeń uczy nas, że korzyści i straty z tytułu integracji walutowej są różne dla różnych państw.
Z punktu widzenia Polski szybkie przystąpienie do strefy euro jest korzystne, jeżeli zapewnia lepszą realizację strategicznych celów gospodarczych. Cele te to utrzymanie wysokiego tempa wzrostu gospodarczego w najbliższej dekadzie oraz przebudowa struktury polskiej gospodarki, która dziś ma cechy gospodarki peryferyjnej.
[wyimek]Najbliższe dwa, trzy lata to najgorszy czas na wchodzenie do strefy euro od chwili jej powstania, a dziś szczególnie potrzebujemy elastycznej polityki gospodarczej[/wyimek]
Wyniki badań prowadzonych w Polsce (NBP, Jakub Borowski i inni) wskazują, że przystąpienie do strefy może przyspieszyć wzrost gospodarczy. Działają tu następujące kanały akceleracji wzrostu PKB: handlu zagranicznego, stopy procentowej i kosztów transakcyjnych. Łączny efekt działania tych czynników na wzrost PKB szacuje się na 0,1 – 0,2 pkt proc. rocznie przez kilka (kilkanaście) kolejnych lat.
Opracowany w ostatnich dniach raport rządu ocenia przyspieszenie wzrostu PKB w pierwszym roku o 0,23 – 0,58 pkt proc., a w piątym o 0,42 – 1,65. Nie znam metodologii liczenia tych efektów, ale uważam, że efekt ekonomiczny został wzmocniony silną wolą polityczną. Ważną korzyścią jest redukcja tzw. szoków politycznych. Oznacza to, że gospodarka w mniejszym stopniu będzie reagować na niekorzystne wydarzenia polityczne w Polsce i na świecie. Jest to bez wątpienia trudno mierzalny, ale bardzo pozytywny efekt pełnego członkostwa w eurolandzie.
Argumenty przeciwko szybkiemu wstąpieniu do strefy euro można podzielić na dwie grupy: wynikające z aktualnej sytuacji gospodarczej świata i wynikające z poziomu dojrzałości naszej gospodarki. Ostatni rok to bardzo trudny czas dla gospodarki światowej. Kryzys finansowy i recesja zahamują wzrost gospodarczy w najbliższych dwóch, trzech latach.
W czasach kryzysu odradza się pewien rodzaj łagodnego nacjonalizmu ekonomicznego. Kraje ratują swoje gospodarki, nawet jeżeli odbywa się to kosztem mechanizmów i regulacji unii walutowej. Dziś widać, że najważniejsze decyzje dotyczące sanacji systemów bankowych dokonują się na poziomie narodowych władz. Instytucje Wspólnoty jedynie kibicują tym zjawiskom. Okazało się, że Unia Gospodarcza i Walutowa (Economic and Monetary Union) zachowuje się jak jej australijski imiennik – emu – i w stanie zagrożenia chowa głowę w piasek.
[srodtytul]Ograniczenie polityki[/srodtytul]
Jest zatem rzeczą nierozsądną nakładać na polską politykę gospodarczą istotne ograniczenie w sytuacji, gdy znajdujemy się w obliczu kryzysu i kilkuletniej perspektywy wychodzenia z niego. Najbliższe dwa, trzy lata to najgorszy czas na wchodzenie do strefy euro od chwili jej powstania. Podejmując decyzję o przyspieszeniu integracji walutowej niepotrzebnie nakładamy zewnętrzne rygory na politykę gospodarczą, gdy potrzebna jest jej jak największa elastyczność. Skuteczna polityka pieniężna jest niezbędna dla redukowania skutków kryzysu, a w dłuższej perspektywie stworzenia warunków szybkiego wzrostu i równoczesnej przebudowy struktury gospodarczej. Rezygnowanie w perspektywie dwóch – trzech lat z polityki walutowej i polityki pieniężnej jest błędem. Dziś widać już, że płynny kurs złotego w pełni absorbuje zewnętrzne szoki finansowe. Polityka pieniężna na szczeblu narodowym może nas chronić przed recesją gospodarczą.
Ale to stwierdzenie nie oznacza, iż polityka Europejskiego Banku Centralnego jest nieracjonalna i trzeba się przed nią bronić. Problem polega na tym, że polska gospodarka nie jest gotowa na przyjęcie wspólnej polityki walutowej. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że tzw. naturalna stopa procentowa, adekwatna do stanu rozwoju polskiej gospodarki, jest wyższa niż średnia krajów euro. Tak więc stopa EBC może zakłócać przebieg procesów w naszej gospodarce.
Najbliższe lata trzeba wykorzystać na efektywne skoordynowanie polskiej polityki ekonomicznej z polityką EBC. Najważniejsze jest stworzenie warunków dla uruchomienia w naszej gospodarce mechanizmów dostosowawczych, które będą stopniowo substytuowały rolę polityki kursowej i pieniężnej.
Zdaniem wielu teoretyków integracji walutowej działanie mechanizmów dostosowawczych oparte jest na transferach: kapitałów, siły roboczej, swobodnego świadczenia usług. Mało kto pamięta jednak, że Polska nie jest pełnoprawnym członkiem wspólnego rynku. Wiele państw utrzymuje wobec nas istotne ograniczenia w przepływie siły roboczej i bariery w świadczeniu usług. To może zakłócić efektywne działanie mechanizmów dostosowawczych.
Dodatkowo 1 stycznia 2009 r. zmienią się zasady głosowania w Radzie Zarządzającej EBC. Przystąpienie 16. kraju do strefy euro (Słowacja) oznacza wprowadzenie tzw. rotacji asymetrycznej. Najogólniej biorąc, zasada ta polega na ograniczeniu krajom mniejszym i biedniejszym prawa głosowania na posiedzeniach rady. Oznacza to zmniejszenie wpływu tej grupy państw na decyzje dotyczące polityki pieniężnej Wspólnoty.
[srodtytul]Kiedy do strefy euro?[/srodtytul]
Jestem przekonany, że żaden ekonomista nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie. Można natomiast określić warunki, jakie musi spełnić nasza gospodarka, i nie idzie tu tylko o warunki konwergencji nominalnej; prawdopodobnie ważniejsza jest konwergencja realna w warunkach stałego kursu walutowego.
Trzeba w tym miejscu powiedzieć, że z punktu widzenia Polski doświadczenia nowych państw strefy euro są bez większej wartości. Włączenie Cypru, Malty, Słowenii, a nawet Słowacji to jakościowo inny problem, niż tak dużego kraju jak Polska. Bardziej przydatne są dla nas doświadczenia starych państw Unii. Przypomnijmy, że proces budowania Unii Gospodarczej i Walutowej trwał prawie 30 lat. Nie oznacza to, że mamy tak długo czekać z wstąpieniem do eurolandu. Oznacza jednak, że powinniśmy zachować daleko idącą ostrożność. Polski nie stać na ryzykowne eksperymenty gospodarcze. Nie możemy pozwolić sobie na kilkuletnią recesję i dalszą peryferyzację. Polska powinna w zmodyfikowanej formie powielić doświadczenia starych państw UE.
Takie podejście oznacza, że wbrew opiniom wielu ekonomistów i polityków Polska powinna w miarę szybko przystąpić do mechanizmu ERM 2. Oczywiście nie teraz, w czasie kryzysu finansowego, lecz tuż po stabilizacji rynków i finansów międzynarodowych, co może nastąpić w połowie 2009 r.
ERM 2 to nie jest poczekalnia przed salonem, którym jest strefa euro. Nie zgadzam się z opinią, że Polska powinna jak najkrócej przebywać w mechanizmie stabilizacji kursów. ERM 2 to okres stabilizacji kursu złotego do euro i wykształcenia mechanizmów dostosowawczych. Zawężone marże wahań kursu stworzą nowe warunki funkcjonowania naszej gospodarki; należy obserwować, jak reaguje rynek na szoki asymetryczne, jakie są koszty ich absorpcji. Trzeba również pamiętać, że o wiele trudniej będzie utrzymać nominalne wskaźniki konwergencji w warunkach stałego kursu złotego. Jest oczywiste, że zmiana reżimu kursowego będzie stopniowo redukowała rolę kursu walutowego i nakładała pewne ograniczenia na politykę pieniężną NBP.
Polskie władze monetarne od wielu lat deklarują irracjonalną niechęć do unijnego mechanizmu stabilizacji kursów walutowych. Nadużywany jest argument, że stabilizacja kursów w ramach ERM 2 grozi kryzysem walutowym. Jest to nieprawda, marże wahań w ERM 2 wynoszą plus/minus 15 proc. od kursu centralnego; tak więc całkowita skala wahań wynosi 30 proc. Kraj, który nie potrafi stabilizować wahań kursu swojej waluty na tym poziomie, nie powinien nawet myśleć o integracji walutowej. Ten przedział wahań jest wystarczający (oczywiście nie w warunkach kryzysu finansowego) nawet dla słabszych walut. Uczestnictwo Polski w ERM 2 oznacza instytucjonalne zakotwiczenie polskiej waluty we Wspólnocie. Wspólne interwencje walutowe oraz mechanizm ich kredytowania to przekazanie sygnału międzynarodowym rynkom finansowym, że Polska jest częścią struktury monetarnej UE.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA