fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kolekcje

Falsyfikaty obrazów mniej groźne

Prof. Dariusz Markowski
Fotorzepa, Bosiacki Roman Bos Roman Bosiacki
Prof. Dariusz Markowski, konserwator malarstwa, zdradza sekrety fałszowania obrazów i demaskacji fałszerstw
[b]Rz: Pracuje pan na Wydziale Sztuk Pięknych w Instytucie Zabytkoznawsta i Konserwatorstwa Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Cenione są wykonane przez pana opinie badawczo-konserwatorskie autentyczności obrazów. Są one bardzo konkretne. Liczą często po 20 stron lub więcej.[/b]
Dariusz Markowski: Praca konserwatora związana jest z naukami ścisłymi, np. chemia i fizyka są podstawą w analizie dzieła sztuki. Na co dzień tego rodzaju badania potrzebne są nam do podejmowania właściwych decyzji konserwatorskich. Specjalizuję się w konserwacji malarstwa końca XIX, początku XX wieku i nam współczesnego. Badanie autentyczności pojawiło się niejako przy okazji. Miłośnicy sztuki, licząc na doświadczenie moje i zespołu, zlecają nam różne problemy do rozwiązania. [b]Jako kolekcjoner przynoszę obraz, którego autentyczność budzi wątpliwości. Pan ustala metodologię badań i zleca je. Ile kosztuje taka usługa?[/b]
Są to koszty związane przede wszystkim z pracą osób, które wykonują specjalistyczne analizy optyczne, np. zdjęcia rentgenowskie czy badania chemiczne. Niekiedy prosimy o pomoc biegłego grafologa. Wielokrotnie podliczałem te koszty. Wstępne badania kosztują ok. 1500 – 2000 tys. zł. [b]Co to znaczy wstępne?[/b] Dzięki podstawowym analizom od razu możemy stwierdzić, że obraz nie jest autentyczny, więc nie trzeba tracić czasu i pieniędzy na szczegółowe badania, np. chromatografię, spektroskopię magnetycznego rezonansu jądrowego czy spektroskopię w podczerwieni. [b]Załóżmy, że przyniosłem do oceny obraz Wierusza-Kowalskiego, gdzie średnie ceny rynkowe wynoszą ok. 300 tys. zł. To 2 tys. zł za ekspertyzę autentyczności wydaje się kwotą przyzwoitą.[/b] W odniesieniu do mojej pracy celowo używam określenia „opinia”. Dopiero opinia konserwatora oraz opinia historyka sztuki powinny składać się na poprawną, wiarygodną diagnozę, którą według mnie mamy prawo nazwać ekspertyzą autentyczności. Powtarzam od lat, że optymalna diagnoza autentyczności polega na pracy konserwatora oraz historyka sztuki, który specjalizuje się w ocenianiu danej twórczości. Oczywiście ich praca musi być poprawna metodologicznie. [b]Dlaczego tak rzadko kolekcjonerzy lub inwestorzy na rynku sztuki korzystają z usług konserwatorów? [/b] Nie potrafię tego wyjaśnić, często się nad tym zastanawiałem. Może wynika to z niewiedzy, do kogo się zwrócić o ocenę obrazu. [b]Jakie problemy występują w badaniach autentyczności?[/b] Kiedy w badanym obrazie analizujemy skład użytych farb, konieczne jest porównanie ich ze składem farb użytych w dziełach ponad wszelką wątpliwość autentycznych. Polskim problemem jest brak wystarczającej bazy danych do porównań. Od lat w naszym instytucie, podobnie jak i na wydziałach konserwacji w akademiach warszawskiej i krakowskiej, powstają prace na temat warsztatu malarskiego poszczególnych artystów. Ostatnio np. w naszym instytucie powstały prace doktorskie dotyczące warsztatu malarskiego Maksymiliana Gierymskiego i Aleksandra Kobzdeja. Niedługo będzie obroniona praca poświęcona technice i technologii malarstwa olejnego Józefa Pankiewicza. Staramy się w systematyczny sposób badać zachowane po nieżyjących już artystach materiały malarskie, analizować skład chemiczny używanych przez nich farb. Zyskamy dzięki temu materiał porównawczy. Dziś można z autentycznych obrazów pobrać próbki w bezinwazyjny sposób, bez konieczności mechanicznego pobierania próbek farby z obrazu. Niestety, nie wszystkie muzea zgadzają się na takie analizy. [b]Na czym polega różnica w ocenie autentyczności obrazów z początku XX wieku i współczesnych?[/b] Obrazy te różnią się użytymi materiałami. Artyści współcześni stosowali i stosują zupełnie nieprzewidywalne materiały, np. farby nitro, lakiery samochodowe. [wyimek]2 tys. zł kosztują konserwatorskie badania autentyczności obrazu[/wyimek] [b]Jacy malarze są często fałszowani?[/b] Jan Stanisławski, Vlastimil Hofman, Jacek Malczewski, Leon Wyczółkowski... Chętnie też fałszowani są artyści mniej znani, których dorobek nie jest dostępny ani naukowo opracowany, przez co niemożliwe są porównania. Coraz częściej fałszowana jest sztuka współczesna. Widziałem fałszywe obrazy np. wspomnianego już Aleksandra Kobzdeja. Powstała u nas praca doktorska analizuje materiały, z których tworzył swoje kompozycje. Fałszerze tego nie wiedzą, dlatego w falsyfikatach stosują nieodpowiednie materiały. Przynajmniej na razie fałszerze nie znają naszych badań w tej dziedzinie. I tu pojawia się dylemat: publikować wyniki badań czy nie? [b]Są jakieś pierwsze sygnały, dzięki którym nawet laik może podejrzewać, że oferowany obraz to falsyfikat?[/b] Zaprzyjaźniony kolekcjoner przyniósł obraz i zapytał, co sądzę o jego autentyczności. Płótno było nabite na blejtram, którego listwy sztucznie spatynowano. To znaczy drewno było zabejcowane, aby sprawiało wrażenie, że jest stare. Od dawna znane są proste sposoby postarzania wyglądu płótna, które barwione jest kawą albo herbatą lub delikatnie bejcowane. Tak było w tym wypadku. Dodatkowo na odwrocie płótna wtórnie nałożono brud, po prostu napylono kurz z jakimś spoiwem. Jeśli stary obraz wisi przez lata na ścianie, to kurz odkłada się przede wszystkim na dolnej listwie blejtramu i za nią, nie zaś równo na całej powierzchni płótna z tyłu obrazu. Dodatkowo oceniłem trwałość nitek płótna – było to nowe płótno. W tym wypadku fałszerz nie zadał sobie nawet trudu, żeby znaleźć stare płótno, które można kupić na różnych giełdach staroci. Sprytny fałszerz kupiłby w Internecie jakiś stary obraz za grosze, zmyłby warstwę malarską i na oryginalnej starej zaprawie namalowałby falsyfikat. Wtedy trudniej byłoby od razu rozpoznać falsyfikat, bo płótno byłoby stare, blejtram również, i byłaby na tym oryginalna patyna. Nie ma też kłopotu z kupieniem starych farb. Sam jestem właścicielem oryginalnej kasetki z farbami po Zofii Albinowskiej Minkiewicz, farbami nadal miękkimi, w każdej chwili można ich użyć! Po wielu malarzach w prywatnych zbiorach zachowały się całe warsztaty. [b]Widziałem ekspertyzy wydane oficjalnie przez np. Uniwersytet w Wiedniu. Liczą po kilkadziesiąt stron, mają oficjalne pieczęcie. Dlaczego u nas przygotowane do tego placówki naukowe tak rzadko wydają ekspertyzy o autentyczności?[/b] Może boją się odpowiedzialności? Na Zachodzie materiał porównawczy dotyczący techniki i technologii jest dawno szczegółowo opracowany, zwłaszcza gdy chodzi o dorobek artystów cenionych na rynku. U nas dopiero od niedawna zaczęto na szerszą skalę zajmować się malarstwem polskim z punktu widzenia jego budowy technicznej i analizy autentyczności. To dopiero początek badań. [b]Dzięki norweskim funduszom będziecie mogli rozszerzyć działalność naukową.[/b] Udało się pozyskać środki na dydaktykę dla nowo powstałego zakładu – Konserwacji i Restauracji Sztuki Nowoczesnej. Dzięki temu będziemy mogli w większym stopniu skupić uwagę na sztuce XIX i XX wieku oraz współczesnej. [b]Czy studenci konserwacji zainteresowani są problemami rynku antykwarycznego, w tym fałszerstwami?[/b] Oficjalnie nie ma przedmiotu, który nazywałby się rozpoznawanie autentyczności dzieł sztuki. Mówię o tym studentom przy okazji monograficznych wykładów z konserwacji malarstwa. Rozmawiał Janusz Miliszkiewicz
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA