Historia

Pogrom kielecki

Śmiertelne ofiary pogromu w Kielcach
Zbiory ŻIH
Udział osób pochodzenia żydowskiego w aparacie represji, głównie wyższego szczebla, stał się jednym z bodźców do rozbudzenia nastrojów antysemickich w Polsce.
Napięta atmosfera wojny domowej rodziła czynne wystąpienia przeciwko Żydom, którzy stawali się teraz celem ataków narodowego podziemia zbrojnego. W większości przypadków należy doszukiwać się pobudek politycznych – atakowano bowiem osoby podejrzewane o współudział w komunistycznym aparacie władzy. Bywały jednak także inne powody, np. obawiano się, iż powracający Żydzi będą próbowali odzyskiwać dawne mienie lub też mścić się na tych, którzy wydawali ich Niemcom.
Powszechność stereotypu żydokomuny oraz wzmocniony w czasie wojny propagandą niemiecką antysemityzm powodowały, że życie tracili także Żydzi w ogóle niezwiązani z aparatem komunistycznej władzy. Spośród kilku wystąpień antyżydowskich, do których doszło w pierwszych latach po wojnie, najbardziej krwawy charakter miał pogrom kielecki. 4 lipca 1946 r. w niewyjaśnionych do tej pory okolicznościach podburzony tłum zamordował 42 Żydów, którzy przebywali w budynku kieleckiego Komitetu Żydowskiego przy ul. Planty 7. Wystąpienie polskich mieszkańców Kielc, przy udziale wojska i Milicji Obywatelskiej, przeciwko Żydom poprzedziła pogłoska o dokonaniu przez nich „mordu rytualnego” na dziewięcioletnim Henryku Błaszczyku. Chłopiec po kilkudniowym pobycie u krewnych bez wiedzy rodziców zeznał, że porwali go Żydzi. Nie wiadomo, kto i w jakim celu wpłynął na chłopca, by złożył takie zeznanie; plotki o tym, że został porwany przez Żydów, pojawiły się, zanim wrócił do domu. Po przesłuchaniu wysłano go w asyście milicjantów i wojska do domu zamieszkanego przez żydowskich repatriantów z ZSRR, by pokazał, gdzie „był przetrzymywany”. W pobliżu zaczął się zbierać agresywny tłum. Atmosferę pogromową podgrzewały plotki, jakoby Żydzi „zamordowali 14 polskich dzieci”.
Milicja i wojsko wpuszczone do zabarykadowanego przez mieszkańców domu zainicjowały tragiczne w skutkach wydarzenia. Pierwsze ofiary padły od ran postrzałowych. Stało się to sygnałem do rozpoczęcia całodziennego pogromu, nad którym władze nie mogły lub nie chciały zapanować. Żydzi czy tylko osoby „wyglądające na Żydów” mordowani byli w całym mieście, a także w pociągach przejeżdżających przez Kielce. Wśród ofiar były dwie kobiety w ciąży, dwoje małych dzieci, trójka młodych ludzi od 14 do 17 lat oraz pielęgniarka, którą zabito za próbę udzielania pomocy rannym. Dziewięć ofiar zmarło w wyniku ran postrzałowych, dwie z powodu ran od bagnetu, pozostali zostali zatłuczeni łomami, kijami, kamieniami itp. Co najmniej dwóch zabitych i jeden ranny nie byli Żydami. Przeprowadzone po pogromie pospiesznie śledztwo przebiegało z pogwałceniem prawa. Na śmierć skazano dziewięć przypadkowych osób, trzy otrzymały niższe kary; nie ukarano jednak wielu winnych. Władze komunistyczne, wykorzystując pogrom do walki politycznej, usiłowały obarczyć odpowiedzialnością „andersowskie zbrojne podziemie”. W wielu środowiskach powszechne było jednak przekonanie o prowokacji organów bezpieczeństwa. Pogrom i pogrzeb pomordowanych na trwałe zapisały się w pamięci emigrujących z Polski Żydów. Podobne zajścia, lecz na znacznie mniejszą skalę, miały miejsce w innych miastach, m.in. Krakowie, Rzeszowie, Parczewie, Radomiu. W wyniku tzw. akcji kolejowej, która polegała na atakowaniu Żydów podróżujących pociągami z repatriantami z Rosji, zginęło ok. 200 osób. Jak szacują historycy, po wojnie w Polsce śmierć poniosło ok. 1500 Żydów. Pogrom kielecki spowodował panikę wśród ludności żydowskiej, która od tej pory licznie zaczęła wyjeżdżać z kraju. Instytucje żydowskie zajmujące się organizowaniem emigracji tylko w lipcu i sierpniu 1946 r. odnotowały rekordową liczbę emigrantów, sięgającą ponad 42 tys. osób. Spośród ponad 300 tys. Żydów znajdujących się po wojnie na terenie państwa polskiego po półtora roku pozostało zaledwie ok. jednej trzeciej, głównie na Dolnym Śląsku, w Szczecinie oraz w największych miastach w głębi kraju: Łodzi, Krakowie, a później w Warszawie. ... Jestem Polakiem, bo mi się tak podoba. To moja ściśle prywatna sprawa, z której nikomu nie mam zamiaru zdawać relacji ani wyjaśniać jej, tłumaczyć, uzasadniać. Nie dzielę Polaków na „rodowitych” i „nierodowitych”, pozostawiając to rodowitym i nierodowitym rasistom, rodzimym i nierodzimym hitlerowcom. Dzielę Polaków, jak Żydów i jak inne narody, na mądrych i głupich, uczciwych i złodziei, inteligentnych i tępych, interesujących i nudnych, krzywdzonych i krzywdzących, gentlemanów i nie-gentlemanów etc. Dzielę też Polaków na faszystów i kontrfaszystów. Te dwa obozy nie są oczywiście jednolite, każdy z nich mieni się odcieniami barw o rozmaitym zgęszczeniu. Ale linia podziału na pewno istnieje, a wkrótce da się całkiem wyraźnie przeprowadzić. Odcienie zostaną odcieniami. Lecz barwa samej linii zjaskrawieje i pogłębia się w zdecydowany sposób. Mógłbym powiedzieć, że w płaszczyźnie politycznej dzielę Polaków na antysemitów i antyfaszystów. Bo faszyzm to zawsze antysemityzm. Antysemityzm jest międzynarodowym językiem faszystów. Gdyby jednak przyszło do uzasadniania swojej narodowości, to jestem Polakiem dla najprostszych, niemal prymitywnych powodów, przeważnie racjonalnych, częściowo irracjonalnych, ale bez „mistycznej” przyprawy. Być Polakiem – to ani zaszczyt, ani chluba, ani przywilej. Tak samo jest z oddychaniem. Nie spotkałem jeszcze człowieka, który jest dumny z tego, że oddycha. Polak – bo się w Polsce urodziłem, wzrosłem, wychowałem, nauczyłem; bo w Polsce byłem szczęśliwy i nieszczęśliwy; bo z wygnania chcę koniecznie wrócić do Polski, choćby mi gdzie indziej rajskie rozkosze zapewniono.Polak – bo dla czułego przesądu, którego żadną racją ani logiką nie potrafię wytłumaczyć, pragnę, aby mnie po śmierci wchłonęła i wessała ziemia polska, nie żadna inna. Polak – bo mi tak w domu rodzicielskim po polsku powiedziano; bo mnie tam polską mową od dzieciństwa karmiono; bo mnie matka uczyła polskich wierszy i piosenek; bo gdy przyszedł pierwszy wstrząs poezji, to wyładował się polskimi słowami; bo to, co w życiu stało się najważniejsze – twórczość poetycka – jest nie do pomyślenia w żadnym innym języku choćbym nim jak najbieglej mówił. Polak – bo po polsku spowiadałem się z niepokojów pierwszej miłości i po polsku bełkotałem o jej szczęściu i burzach. Polak dlatego także, że brzoza i wierzba są mi bliższe niż palma i cytrus, a Mickiewicz i Chopin drożsi niż Szekspir i Beethoven. Drożsi dla powodów, których znowu żadną racją nie potrafię uzasadnić. Polak – bo przejąłem od Polaków pewną ilość ich wad narodowych. Polak – bo moja nienawiść do faszystów polskich jest większa niż do faszystów innych narodowości. I uważam to za bardzo poważną cechę mojej polskości. (fragment) maj 1944
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL