Dzieje jednego donosu

Rzeczpospolita
Historia Wolfganga Bienasa zaczyna się w 1968 roku. Wówczas 64-letni dziś mechanik był przekonanym komunistą i członkiem Niemieckiej Socjalistycznej Partii Jedności (SED). Wszystko się zmieniło, gdy zobaczył w telewizji relację z Praskiej Wiosny
– Ja, który wierzyłem w ten system, wierzyłem w słuszność realnego socjalizmu, nagle zrozumiałem, że to wszystko jest kłamstwem. Że kraj, w którym żyję, jest pod sowiecką okupacją. Że rządzą nim zdrajcy i zbrodniarze. Zacząłem myśleć o ucieczce – opowiada.Po ratyfikacji przez władze NRD międzynarodowego paktu praw obywatelskich ONZ na początku 1972 roku, który gwarantował prawo do swobodnego poruszania się i wyboru miejsca zamieszkania, zaczął pisać podania o paszport. – Wszystkie zostały odrzucone. Wiedziałem, że jeśli chcę się stąd wydostać, będę musiał znaleźć inne rozwiązanie – wzdycha. W grudniu 1972 roku podejmuje pierwszą próbę ucieczki przez zieloną granicę w Górach Harzu na granicy Saksonii-Anhalt i Dolnej Saksonii. Kilka kilometrów od domu, w którym mieszkał z rodzicami i siostrą. – Wiedziałem, że to ryzykowne. Istniały trzy zagrożenia: że wdepnę na minę, zastrzelą mnie lub trafię do więzienia. Ale kto nie ryzykuje, ten...
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL