Świat

Nacjonalista u steru Japonii

Taro Aso
AFP
Taro Aso desygnowany na nowego premiera polityk to jastrząb słynący z niewyparzonego języka i miłośnik komiksów.
68-letniego Aso wybrano na szefa rządzącej Partii Liberalno- Demokratycznej (PLD). Ugrupowanie to, rządzące Japonią prawie nieprzerwanie od 50 lat, ma ostatnio spore kłopoty, więc zdecydowało się odsunąć premiera Yasuo Fukudę. W wyborach na nowego lidera Aso poparło 351 delegatów spośród 527 głosujących. W środę Izba Deputowanych, gdzie PLD ma większość, ma go wybrać na premiera.
– Będzie najzabawniejszym premierem w historii, a jego dojście do władzy oznacza koniec ponurej i miękkiej Japonii – powiedział jeden z jego zwolenników, były minister sprawiedliwości Kunio Hatoyama. Aso, uważany za jastrzębia, oparł swą kampanię na hasłach wzmocnienia politycznego i militarnego znaczenia Japonii. Obiecał również zrewidować reformę ubezpieczenia medycznego wdrożoną przez jego poprzednika. Podwyższenie składki płaconej przez starsze osoby wywołało niezadowolenie w słynącym z długowieczności kraju i doprowadziło do spadku poparcia dla Fukudy.
Aso pochodzi z bardzo bogatej rodziny, skoligaconej z rodziną cesarską. Przed zajęciem się polityką robił interesy, handlując m.in. diamentami w Afryce. W końcu jednak poszedł w ślady swego dziadka Shigeru Yoshidy – premiera, który negocjował z USA warunki zakończenia II wojny światowej. Reputację jastrzębia zyskał w latach 2005 – 2007, gdy pełnił funkcję szefa dyplomacji. Wywołał oburzenie Koreańczyków, mówiąc, że dobrowolnie przyjmowali japońskienazwiska podczas okupacji w pierwszej połowie XX wieku. Sprzeciwił się też pomysłowi usunięcia ze świątyni Yasukuni, miejsca spoczynku żołnierzy japońskich, prochów 14 zbrodniarzy wojennych. Swoją skłonnością do żartów nieraz napytał sobie biedy. – Nawet ludzie z alzheimerem powiedzą wam, że japoński ryż jest droższy w Chinach niż w Japonii – powiedział w zeszłym roku, po czym musiał przepraszać oburzonych chorych. Wie jednak, jak odwracać uwagę od wpadek i zdobywać popularność. Kamerzyści przyłapali go raz na lotnisku zaczytanego w komiksie. Niezależnie od tego, czy był to przypadek czy wcześniej telewizja dostała cynk z biura polityka, Aso przedstawił się telewidzom jako członek „plemienia otaku”, czyli fanów komiksów manga i gier komputerowych. Idąc za ciosem, stworzył konkurs na międzynarodową nagrodę manga. Promował go, jeżdżąc na platformie ciężarówki po tokijskiej dzielnicy Akihabara, matecznika japońskiej komiksowo-elektronicznej popkultury. Nie sądzę, że nominacja Aso będzie oznaczała zmianę stylu rządzenia w Japonii. Aso niestety nie jest politykiem charyzmatycznym ani żadną wielką osobowością. To typowy przedstawiciel tamtejszej klasy politycznej. W Europie zwraca się uwagę na jego gafy, ale w Japonii nie jest to niczym oryginalnym, bo wśród tamtejszych polityków aż się roi od gafowiczów. Wypowiedzi na tematy historyczne wywołujące wściekłość Chińczyków czy Koreańczyków to japońska norma. Prawdziwą zmianę mogłoby przynieść zwycięstwo w PLD Yuriko Koike, ale ona zdobyła tylko 46 głosów.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL