Unia Europejska

Prawo unijne jak esperanto

Kłopoty z implementacją unijnego prawa do ustawodawstwa krajowego są nie tylko polską specjalnością. Borykają się z nimi także państwa starej Unii – Niemcy, Włochy, Austria. Mówiono o tym wczoraj na międzynarodowej konferencji w Warszawie
W niektórych polskich sądach, mówił prof. Janusz Trzciński, prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego, opierając się na prawie unijnym rozstrzyga się już niemal połowę spraw. Stało się ono niemal prawem wewnętrznym.
Adaptacja prawa krajowego do norm unijnych przysparza problemów zarówno praktyce, jak i nauce prawa, zwłaszcza na styku zasad konstytucyjnych i norm międzynarodowych. Bo jak traktować dyrektywy i rozporządzenia Unii Europejskiej w systemie źródeł prawa obowiązujących w poszczególnych państwach członkowskich? Austria, mówiła dr Christine Pesendorfer z Urzędu Kanclerza Federalnego, już osiem lat przed przystąpieniem do UE przygotowywała się do implementacji jej prawa, a nie uniknęła kłopotów. Tym bardziej że struktura federalna wymusza dostosowywanie unijnych norm nie tylko na szczeblu centralnym, ale i w dziewięciu krajach związkowych.
Włosi, informował prof. Pasquale Policastro z uniwersytetów w Salerno i w Szczecinie, dla ułatwienia sobie zadania uchwalili ustawę regulującą zasady adaptacji unijnego prawa do systemu krajowego, a ponadto tworzą corocznie ustawę wspólnotową (na wzór budżetowej) wprowadzającą do obiegu wewnętrznego przepisy wynikające z rozporządzeń i dyrektyw unijnych. Obowiązki z tym związane mają także regiony i prowincje autonomiczne.Podział kompetencji między organy federalne i landy jest problemem implementacji w Niemczech. Z tego, co mówił na konferencji dr Tomasz Milej z uniwersytetu w Kolonii, wynika jednak, że najistotniejszą cechą niemieckiej implementacji jest stosowanie rozporządzeń, jako drogi prostej, szybkiej i odciążającej ustawodawcę. Tyle że ceną za to może być deficyt demokracji wynikający z przesunięcia centrum decyzyjnego z ośrodka władzy ustawodawczej do wykonawczej. – Coraz głośniej podejmowany problem deficytu demokracji przy tworzeniu prawa powinien być rozwiązywany nie na etapie jego implementacji, lecz podczas wypracowywania dyrektyw i rozporządzeń w samej Unii – mówił na konferencji prof. Marek Safjan, były prezes Trybunału Konstytucyjnego. – Trzeba w tym uczestniczyć, inaczej nie stworzymy wspólnej europejskiej przestrzeni prawnej, tego prawnego esperanta zrozumiałego w każdym państwie członkowskim. Polskie problemy z implementacją prawa unijnego wynikają z zamkniętego charakteru źródeł prawa. Są nimi konstytucja, ustawy, umowy międzynarodowe i rozporządzenia jako jedyna forma aktu wykonawczego. Istnieją jednak także inne akty prawne, których konstytucja nie wymienia, np. uchwały sejmowe, regulaminy prac obu izb parlamentu, układy zbiorowe. Prof. Bogusław Banaszak, przewodniczący Rady Legislacyjnej przy Prezesie Rady Ministrów, uważa, że potrzebna jest zmiana konstytucji, która uznałaby tego typu akty za powszechnie obowiązujące. Pozwoliłoby to wprowadzić nowy typ rozporządzenia regulującego kwestie nieujęte w ustawach, a więc także implementującego przepisy unijne do naszego systemu prawnego. – Ceną takiej liberalizacji pojęcia rozporządzenia byłaby jednak – przestrzegała prof. Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz – utrata zbudowanej z trudem kultury prawnej i ryzyko naruszenia stabilności systemu prawa. Pani profesor proponuje więc nowy typ rozporządzenia – wydawanego wprost na podstawie dyrektywy unijnej, bez delegacji ustawowej. masz pytanie, wyślij e-mail do autora j.kroner@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL