fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Nie chcę być tylko dużym pomarańczowym bankomatem

Rzeczpospolita
Maciej Witucki, prezes zarządu Telekomunikacji Polskiej. Za 45 mln można wykupić wszystkie billboardy w Polsce, ale Ekstraklasa uznała, że liga jest warta więcej
Rz: Dlaczego umowa między Orange a spółką Ekstraklasa SA nie została przedłużona?
Maciej Witucki: Ponieważ taką suwerenną decyzję podjęła Ekstraklasa. Chociaż kiedy przyglądam się procesowi decyzyjnemu, to czasami mam wątpliwości, na jakich zasadach ta spółka działa. Mogę jedynie wyrazić z tego powodu żal. Dlaczego tak się stało?
Z naszego punktu widzenia dlatego, że Ekstraklasa przestała traktować sponsoring jako współpracę między sponsorem a podmiotem sponsorowanym, a widziała w nim czystą transakcję handlową, w dodatku z jej wydumaną wartością. Mamy bardzo dobre doświadczenia ze współpracy z PZPN we wspieraniu reprezentacji Polski. Jesteśmy jej sponsorem od ponad sześciu lat. Mimo że rozmowy bywają niełatwe, bo dotyczą także pieniędzy, to oparte są na wzajemnym zaufaniu. Mówimy o wartościach, jakie może wnieść sponsor, i znajdujemy wspólny język, czego najlepszym dowodem jest przedłużenie umowy na sponsorowanie reprezentacji do roku 2010. Rozmowy z Ekstraklasą przebiegały w całkowicie odmiennej atmosferze. To była czysta dyskusja na temat pieniędzy, bez żadnych partnerskich stosunków między sponsorem a sponsorowanym. Miałem chwilami wrażenie, że negocjujemy z przekupką na targu, a nie z kimś kto ma być naszym partnerem Może wynikało to z faktu, że Ekstraklasa oczekiwała wyższej kwoty? W ciągu trzech sezonów przekazaliśmy klubom 35 mln złotych. W tej kwocie znalazły się dodatkowe premie za czołowe miejsca w tabeli i nagrody dla najlepszych klubów kibica. Kolejne 28 mln zł zainwestowaliśmy w działania marketingowe promujące Orange Ekstraklasę. Nasza ostatnia oferta, w wysokości 45 mln złotych, była wyższa o prawie połowę w stosunku do umowy obowiązującej do 30 czerwca br. Zawierała jednak kilka warunków. Jako sponsor chcieliśmy wprowadzenia zmian eliminujących naganne zjawiska. Chodziło o podniesienie atrakcyjności produktu, jakim są rozgrywki. Mówiąc konkretnie – o wprowadzenie reguł bezpieczeństwa, identyfikację kibiców, o sektory rodzinne. W odpowiedzi usłyszeliśmy, po pierwsze, że żadnych warunków Ekstraklasa nie zamierza przestrzegać, a po drugie, że oferta jest za niska. Miałem wrażenie, że negocjowałem kupienie przestrzeni reklamowej z przekupką na targu, a nie z partnerem, z którym mam przez najbliższe trzy lata tworzyć wartość dla polskiego futbolu. Nie powiem, że jestem szczęśliwy z powodu odrzucenia naszej oferty, ale z drugiej strony, widząc, jak negocjacje przebiegały, jestem przekonany, że to małżeństwo nie byłoby szczęśliwe. Zostałoby bardzo mocno zmerkantylizowane. Czy ja dobrze zrozumiałem? Ekstraklasa odrzuciła warunki dotyczące poprawy bezpieczeństwa na stadionach? Dajcie nam 45 milionów złotych i w nic się nie wtrącajcie? Tak to mniej więcej wyglądało. Proponowaliśmy po 13 mln złotych za każdy z trzech sezonów, z tym że w sezonie 2009/2010 kwota miała być zwiększona do 15, a w następnym sezonie do 17 mln – w ramach premii za zrealizowanie wyznaczonych celów. Tymi celami miało być zwiększenie bezpieczeństwa na stadionach, wyeliminowanie poczucia anonimowości poprzez wprowadzenie do końca 2009 r. systemu monitoringu i identyfikacji kibiców, poprawa infrastruktury stadionowej oraz wprowadzenie obowiązkowych sektorów rodzinnych. Miał to być plan wspólnego budowania nowego wizerunku rozgrywek, wolnego od korupcji, rasizmu i chuligaństwa. I właśnie ta propozycja została przez Ekstraklasę odrzucona. Myśli pan, że cele byłyby łatwiejsze do spełnienia, gdyby zaproponował pan większą kwotę? Nie wiem, ale naszym zdaniem produkt o nazwie Ekstraklasa nie jest dziś wart pieniędzy, jakich oczekują jej szefowie. A przecież oprócz pieniędzy określonych kontraktem wydajemy drugie tyle na promocję. To nieprawda, że Ekstraklasa wypromowała Orange. Za dodatkowe pieniądze to Orange promował Ekstraklasę. Poprzez magazyny telewizyjne, różnego rodzaju wydarzenia, nagrody za oprawy stadionowe w programie Orange Fair Play, program Gram Fair, konferencje, szkolenia, konkursy, reklamy. Przy założeniu, że oferta w wysokości 45 mln zostaje przyjęta, mamy świadomość, że nasze realne koszty wyniosłyby około 80 mln. Gdzieś jest granica wartości produktu i przyzwoitości. To po prostu po aferach korupcyjnych, wybrykach chuligańskich nie jest tyle warte. Do tego nie widzę woli poprawy wizerunku rozgrywek i woli współpracy. Za 45 mln złotych moglibyśmy kupić wszystkie billboardy w Polsce, a przecież nie o to chodzi. Trzeba pamiętać, że 45 mln zł daje rocznie blisko milion złotych dla każdego klubu ekstraklasy. To nie jest mało. W większości lig europejskich sponsor główny jest przede wszystkim partnerem, a nie podmiotem, od którego oczekuje się finansowania klubów biorących udział w rozgrywkach. Ekstraklasa ma problem z wypracowaniem takiego modelu i chciała nas potraktować jak duży pomarańczowy bankomat. Czy to prawda, że po tych doświadczeniach pańska firma wycofuje się ze sponsorowania piłki nożnej? Brak współpracy z Ekstraklasą absolutnie nie oznacza końca przygody z piłką. Pozostajemy wszędzie tam, gdzie zachowane są partnerskie relacje między sponsorem a sponsorowanym. Jak już mówiłem, jest zasadnicza różnica między stosunkiem do nas przedstawicieli Ekstraklasy a kadrą i związkiem narodowym. Kiedy przed mistrzostwami Europy zaprosiliśmy Leo Beenhakkera na spotkanie z pracownikami, trener zrobił dużo więcej, niż wymagają normy grzeczności od tak zajętego człowieka. Zamiast planowanej godziny spędził z nami trzy. Rozstawaliśmy się bardzo zadowoleni i po takim doświadczeniu chce się nadal wspólnie pracować. Przy piłce nożnej zostajemy. Będziemy sponsorować reprezentację Polski do mistrzostw świata w RPA 2010, turniej dzieci imienia Marka Wielgusa i weźmiemy udział w programie budowania boisk Orlik. Taka praca od podstaw, która może sprawić, że kiedyś Ekstraklasa będzie czystsza i bardziej przejrzysta. Angażujemy się też w tenis. Stąd turniej Orange Warsaw Open, uratowany przez nas wspólnie z miastem stołecznym. Orange przestaje być sponsorem głównym ekstraklasy, a jednocześnie pańska firma otwiera kanał telewizyjny Orange Sport, w którym będzie można zobaczyć rozgrywki. Jaki jest sens takiej decyzji? Grupa TP musi zarabiać, a taki kanał jest przedsięwzięciem typowo biznesowym, a nie działaniem sponsoringowym. Poszukujemy tematów do telewizji i piłka nożna, niezależnie od wszystkiego, co powiedzieliśmy, jest sportem numer jeden. Mamy wiele możliwości technicznych, żeby rozgrywki zaprezentować. Jesteśmy związani z piłką i chcemy być z nią związani nadal. Na różnych polach. Życzymy jej, by rozwijała się w Polsce jak najlepiej.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA