fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Orzecznictwo

Powraca problem odpowiedzialności za zniesławienie

Fotorzepa, Seweryn Sołtys
Ministerstwo Sprawiedliwości oficjalnie zaprezentowało projekt nowelizacji kodeksu karnego zakładający zniesienie kary pozbawienia wolności za zniesławienie (art. 212 ), także to dokonane za pośrednictwem środków masowego przekazu.
Jednocześnie Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 12 maja 2008 r. (SK 43/05) stwierdził, iż rozpowszechnianie prawdziwych zarzutów dotyczących niewłaściwego postępowania osób pełniących funkcje publiczne, które mogą poniżyć je w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego na danym stanowisku, w zawodzie lub rodzaju działalności, nie stanowi przestępstwa i nie wymaga udowadniania przez oskarżonego działania „w społecznie uzasadnionym interesie”. Wyrok ten, podobnie jak poprzedni wydany w sprawie zgodności z Konstytucją RP art. 212 k.k . (z 30 października 2006 r.), oznacza jednak, że TK nie dostrzega niekonstytucyjności w samej idei karalności pomówienia. Nie zmienia to faktu, że ostateczna decyzja co do kształtu regulacji należy do ustawodawcy.
Propozycji ministerstwa można by przyklasnąć, gdyby nie fakt, że omija istotę problemu karalności pomówienia w prawie polskim. Tkwi ona znacznie głębiej niż w dopuszczalności karania za słowo więzieniem, co zresztą w praktyce polskich sądów zdarza się obecnie incydentalnie. Negatywny wpływ na ochronę wolności słowa ma już jednak sama możliwość uruchomienia postępowania karnego, postawienie zarzutów czy oskarżenie dziennikarza, ponieważ może wywoływać tzw. efekt mrożący. Groźba odpowiedzialności karnej studzi zapał mediów do poruszania tematów kontrowersyjnych, ale ważnych dla interesu publicznego. Ogranicza w ten sposób nie tylko wolność prasy, ale także prawo obywateli do informacji o życiu publicznym, które jest filarem demokratycznego społeczeństwa.
Nie ulega przy tym wątpliwości, że cześć i dobre imię osób nieprawdziwie i niesłusznie pomówionych należy chronić. Trudno polemizować ze stanowiskiem wyrażonym m.in. w rekomendacji Komitetu Ministrów Rady Europy z 15 grudnia 2004 r., iż prawo powinno chronić jednostkę przed informacjami ukazującymi ją w nieprawdziwym świetle czy naruszającymi jej prawa. Powinny jednak służyć temu instrumenty odpowiedzialności cywilnej za naruszenie dóbr osobistych (art. 24 i 448 kodeksu cywilnego) – odszkodowanie i zadośćuczynienie. Niewiele przemawia natomiast za posiłkowaniem się w takich przypadkach instrumentami odpowiedzialności karnej, w tym majątkowej, zasądzaniem grzywny lub nawiązki. We współczesnych społeczeństwach demokratycznych areną starć między nieskrępowanym rozwojem wolnych mediów a prawami jednostki jest debata publiczna. Regulacje prawne powinny tworzyć równowagę między tymi, niekiedy sprzecznymi, interesami i potrzebami. Jednocześnie należy traktować wolność wypowiedzi jako zasadę naczelną, od której odstępować można jedynie w sytuacjach wyjątkowych.
Na poparcie tego poglądu – wielokrotnie podnoszonego przez Helsińską Fundację Praw Człowieka (por. stanowisko HFPC z 7 listopada 2007 r.) – przytoczyć można tezy z bogatego orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu opartego na treści art. 10 europejskiej konwencji praw człowieka. Trybunał, począwszy od wyroku w sprawie Castells przeciwko Hiszpanii z 23 kwietnia 1992 r. (skarga nr 11798/85), uznaje, że sankcje karne za pomówienie dopuszczalne są tylko wówczas, gdy służy to zapewnieniu porządku publicznego, w szczególności przeciwdziałaniu podżegania do przemocy czy siania nienawiści. Niewielkie ma przy tym znaczenie, że w danym przypadku nie zastosowano wobec dziennikarza kary pozbawienia wolności. Jak bowiem podkreślił ETPC w wyroku w sprawie Scharsach and News Verlagsgesellschaft przeciwko Austrii ( z 13 listopada 2003 r., skarga 39 394/98), nawet łagodniejsza kara (np. grzywna czy ograniczenie wolności) pozostaje sankcją karną i skutkuje m.in. wpisem do rejestru skazanych. Co więcej, jak wynika z wyroku w sprawie Stoll przeciwko Szwajcarii z 25 kwietnia 2006 r. (skarga 69698/01), nawet jeśli kara wymierzona autorowi danej publikacji nie ogranicza mu możliwości dalszego wypowiadania się, skazanie jest rodzajem cenzury mającej przekonać go, aby nie wdawał się w krytykę pewnych osób czy działań. Rodzi to ryzyko zniechęcenia dziennikarzy do dyskusji o kwestiach publicznie ważnych.
dr Adam Bodnar, sekretarz zarządu, szef programów prawnychDawid Sześciło, prawnik
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA