fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Beata Sawicka czeka na sąd

Rzeczpospolita
To będzie proces, który da odpowiedź na pytanie o moralność państwa – twierdzą jej adwokaci. – Mamy do czynienia z pospolitą sprawą korupcyjną – uważają natomiast śledczy
Dwa spektakularne zatrzymania, emocjonalne konferencje prasowe szefa CBA, a potem samej podejrzanej i mnożące się doniesienia medialne – od dawna żadna sprawa karna z udziałem polityka nie wzbudziła takiego zainteresowania jak ta, w której główną rolę odegrała Beata Sawicka – mało znana posłanka PO z Dolnego Śląska. We wtorek do Sądu Rejonowego w Poznaniu wpłynął przeciwko niej akt oskarżenia.
Akta liczą 28 tomów. Dziesięć z nich zawiera informacje niejawne. Zgromadzenie materiałów zajęło śledczym przeszło pół roku.Początki sprawy sięgają pierwszej połowy 2007 roku. Wówczas posłanka Platformy Beata Sawicka zapisała się na kurs organizowany przez Ministerstwo Skarbu. Zajęcia adresowane były do potencjalnych członków rad nadzorczych. W kursie brał także udział funkcjonariusz CBA podający się za przedstawiciela amerykańskiej firmy. Miał zwrócić uwagę na specyficzne zachowanie posłanki. Sawicka chwaliła się swoimi wpływami i możliwością załatwienia atrakcyjnej działki na Półwyspie Helskim. Funkcjonariusz podjął grę. Doszło do kilku spotkań z udziałem burmistrza Helu Mirosława W., który na prośbę Sawickiej miał doprowadzić do ustawienia przetargu. W czerwcu w CBA zapada decyzja o wręczeniu kontrolowanej łapówki.
– Beata S. przyjęła od funkcjonariusza CBA 100 tysięcy złotych, markowy alkohol oraz luksusowe wieczne pióro – wylicza Andrzej Laskowski z poznańskiego biura Prokuratury Krajowej. Burmistrz Helu przyjął zegarek i 150 tysięcy złotych. Wymusił też od agentów zapewnienie, że „kiedy na Helu wybudujemy kompleks rekreacyjny, będzie pan nim zarządzał”.– Akt oskarżenia objął wszystkie zarzuty postawione wcześniej podejrzanym. To typowa sprawa korupcyjna – twierdzi prokurator Laskowski.Innego zdania są obrońcy Sawickiej. – Zgromadzony materiał jest niejednorodny. Prokuratorzy potraktowali sprawę jednostronnie, na wstępie założyli sobie pewną tezę i uparcie dążyli do jej udowodnienia – uważa mecenas Grzegorz Janisławski.
Jego zdaniem prokuratura powinna być wobec CBA instancją kontrolną, a tak się nie stało. – Moja klientka pochodzi z Dolnego Śląska, a nagle ląduje na Wybrzeżu. Jak i dlaczego do tego doszło? Moim zdaniem była ona tylko pionkiem w większej grze. To nie ona była tutaj celem. Pani poseł została potraktowana instrumentalnie. W ten sposób z każdego można zrobić przestępcę – utrzymuje Janisławski.
Dalej idzie mecenas Jacek Dubois. – W kursie uczestniczyła grupa posłów. Naszym zdaniem to środowisko było inwigilowane, bo czy przypadkiem jest, że nagle wśród uczestników szkolenia znalazł się agent CBA? – pyta. Jeszcze przed zakończeniem śledztwa Dubois złożył w prokuraturze wniosek dowodowy dotyczący tej sprawy. – Chcieliśmy poznać zasady i zakres szkolenia agentów oraz szczegóły dotyczące udziału w kursie, w którym też uczestniczyła pani poseł. Prokuratura niewiele jednak zrobiła, by dotrzeć do prawdy – mówi Dubois i zapowiada składanie kolejnych wniosków przed sądem.
Prokuratura odpiera zarzuty pod swoim adresem. Broni też CBA. – W tej sprawie działaniom agentów nie można niczego zarzucić – podkreśla Laskowski i dodaje, że ujawniony przez „Gazetę Wyborczą” wątek dotyczący współpracy CBA i FBI „nie miał żadnego wpływu na prawno-karną ocenę zachowania oskarżonych”.
Sprawa już jakiś czas temu znalazła się jednak pod lupą śledczych. Wyjaśnianiem legalności współpracy obydwu służb zajmuje się Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej w Lublinie. – Prokuratorzy prowadzą czynności sprawdzające. Na tym etapie postępowania żadnych szczegółów nie możemy ujawnić – informuje Ewa Piotrowska, rzecznik prasowy prokuratora generalnego.
—tom
Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: l.zalesinski@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA