fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Podniebienne podróże

Wagon restauracyjny w Orient - Expressie, staloryt francuski z 1883 roku
bridgeman art library
Odkąd ludzie zaczęli podróżować dla przyjemności i zaspokojenia ciekawości, kuchnia europejska stała się bardziej ciekawa. Na Stary Kontynent docierały egzotyczne produkty, a ludzie, oczywiście przedstawiciele elit, zaczęli poznawać nowe potrawy, nowe często krańcowo odmienne filozofie kuchni
Początki nie były łatwe. Oto charakterystyczny fragmencik dziennika niejakiego Williama G. Burn Murdocha, który na przełomie XIX i XX wieku wybrał się w podróż „Z Edynburga do Indii i Burmy”:
„Schodzimy na brzeg po kładkach (dwie szerokie deski), mijamy hinduskich kulisów i burmańskich tragarzy dźwigających pudła i worki zwisające z obu końców bambusowych tyczek opartych na ich ramionach, obok stert wielkich bali ułożonych na piasku plaży. Po obu stronach drogi siedzą kobiety, sprzedające podróżnikom kawałki trzciny cukrowej, słodkie herbatniki, cygara, wodę sodową i ngapi. Ngapi to wielki przysmak w Burmie, który charakteryzuje się bardzo szczególnym zapachem! Przyrządza się go z roztłuczonych zgniłych ryb – dla nas to równie nieprzyjemna przekąska, jaką mógłby się wydać Burmańczykowi kawałek dojrzałego sera Stilton”.
Podróże koleją, zwłaszcza dalekie, stworzyły też osobną gałąź kulinarną – jedzenie w pociągu. Dla zwykłych zjadaczy chleba nad Wisłą oznacza to kiełbaski po zbójnicku albo parówki z serem, plus ciepłe piwo w wagonie Warsu. W innych krajach Europy jest niewiele lepiej, choć np. w czeskich wagonach restauracyjnych biesiaduje się wspaniale, zwłaszcza że można tam palić i spożywać spory wachlarz napojów alkoholowych.
Ale dla bogatych smakoszy Belg Georges Nagelmackers wymyślił szczególną formę podróżowania – luksusowy Orient Express, w którym kuchnia stanowi jedną z podstawowych atrakcji. Pierwszy Orient Express ruszył w trasę Paryż – Konstantynopol w 1883 r. Potem, po latach prosperity firma poszła w rozsypkę, ale w 1982 r. milioner James Sherwood odkupił oryginalne wagony z lat 20. i 30. i 25 maja 1982 roku nowy Orient Express ponownie wyruszył w podróż przez Europę na trasie Londyn – Wenecja (bilet w ten dziewiczy kurs kosztował bagatela 1200 funtów). Później uruchomiono kilka różnych połączeń, a 12 lipca 2007 r. legendarny pociąg po raz pierwszy zatrzymał się w Polsce, na 1. peronie dworca w Krakowie.
W tym hotelu i kuchni toczących się po żelaznych szynach, posiłki przygotowują francuscy kucharze, a podają je włoscy kelnerzy w trzech fantastycznie urządzonych restauracyjnych wagonach. Oto menu z października 2006 r. (trasa Londyn – Paryż – Wenecja):Lunch: przegrzebki w maśle, filet z czerwonego kurka (taka ryba) z rusztu, podany na kremie kalafiorowo-cynamonowym, cannelloni nadziane farszem z ogonów wołowych duszonych w winie Marsala, udziec króliczy faszerowany foie gras z kaczych wątróbek, w sosie musztardowym; szarlotka z kandyzowanych kasztanów z pigwową marmoladą; lody z miodem akacjowym; kawa kolumbijska.
Kolacja: ogon homara zapieczony w skorupie, podany z szampańskim risotto truflowym, żeberka z mlecznych cieląt duszone w śmietanie ze smardzami i winem tokajskim, wybór serów, lodowe parfait z orzechów włoskich i karmelizowane mandarynki z kremem z bergamotkowej herbaty, kawa kulumbijska.
Nie bez kozery Orient Express zwany był Titanikiem na szynach. Oto jadłospis 10-daniowej kolacji podanej na „Titanicu” pasażerom pierwszej klasy 14 kwietnia 1912 r. kilka godzin przed słynna tragedią: 1. ostrygi; 2. consommé Olga lub krem z kaszy jęczmiennej; 3. łosoś gotowany na parze, w sosie muślinowym, z ogórkami; 4. filet mignon Lili; 5. jagnięcina w sosie miętowym, kaczka z jabłkami lub befsztyk z polędwicy; 6. poncz rzymski; 7. pieczone gołębie z rzeżuchą; 8. szparagi w sosie winegret; 9. foie gras z selerem; 10. budyń Waldorff, brzoskwinie w galaretce z likieru Chartreuse, eklery z kremem czekoladowym i waniliowym, francuskie lody. Do każdego dania podano inne wino. Na koniec raczono się serami, owocami i kawą, popalając cygara. W 2003 r. oryginalne menu z „Titanica” sprzedano na aukcji w Londynie za 49 500 dolarów.
Na tym tle wcale nie najgorzej wypada jadłospis kolacji na M/s „Piłsudski”, 5 czerwca 1938 r. Najpierw pasażerowie sączyli sok pomidorowy i gejpfrutowe koktajle, w oczekiwaniu na homara Bellvue. Po nim wybierali pomiędzy consomme z bouchees a kremem selerowym Le Grand Pierre, następnie jedli solę w sosie muślinowym, potem wedle uznania – befsztyk Frascati albo pieczony bażant po brukselsku z sałatką Ninon, do tego borówki i ziemniaki po parysku, dla wegetarian kalafior po flamandzku. Na deser tort Stefana albo bomba lodowa Rio de Janeiro, wreszcie owoce i kawa. Było też osobne menu koszerne.
Piotr Bikont, dziennikarz, publicysta i krytyk kulinarny, reżyser filmowy, przewodniczący Kapituły Dobrego Smaku
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA