fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Muniek nadal kibicuje Leo

Zygmunt Staszczyk, lider T.Love
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
- Beenhakker jest holenderską mądralą, ale jestem za nim. Ani nas nie stać na lepszego trenera z górnej półki, ani z Polaków nikt nie przewyższa go doświadczeniem. Może Henryk Kasperczak - mówi Muniek Staszczyk, lider T.Love w rozmowie z "Rz"
Rz: Jeździłeś do Austrii samochodem na wszystkie trzy mecze naszej reprezentacji, warto było?
Muniek Staszczyk, lider T.Love: To była pierwsza duża impreza, którą naprawdę przeżyłem, bo na Mundialu w Niemczech widziałem tylko mecz z Ekwadorem i wyszedłem ze stadionu z podkulonym ogonem. Mieszkaliśmy u zaprzyjaźnionych Niemców. Przed meczem kozaczyliśmy, co to nie będzie — Niemcy słuchali taktownie. Po meczu było mi wstyd i chciałem jak najszybciej uciekać. W Austrii było jednak inaczej.
Jak?
Już w Niemczech widziałem, że polscy kibice są wspaniali. Teraz byłem podbudowany jeszcze bardziej, szczególnie w Wiedniu. Było mi przyjemnie, że jestem Polakiem. Mamy różnych kibiców — osoby znane publicznie, biznesmenów, normalsów i kiboli, ale wszyscy potrafią się bawić, nawet jak są po kilku browarach. Przed meczem z Austria, Wiedeń był opanowany przez Polaków, a nie działo się nic złego. Europa. Jestem dzieckiem komuny. Pamiętam mój pobyt w Wiedniu w latach 80. Polacy byli biedni, albo nie mieli dobrej opinii. Teraz wiedeńscy restauratorzy mówili: „Grajcie jak najdłużej”. Spodobaliśmy się. Na stadionie było równie dobrze jak w ogródkach. Z Niemcami i Austriakami robiliśmy sobie zdjęcia. Ale na trybunach ich zagłuszyliśmy. Był hymn, „Polska do boju!”. Nasi kibice wygrali. Zasłużyli na ćwierćfinały, a nawet półfinały. Niemcy byli głośniejsi od nas tylko po bramkach. Ale to już nie nasza wina. W Austrii Polacy naprawdę grali u siebie. To było fajne. Dlatego pojechałem na trzeci mecz z Chorwacją, żeby się pożegnać z drużyną.
Dałeś jej kredyt zaufania.
Tak, bo liczyłem, że piłkarze potrafią docenić nasze zaangażowanie i sami będą chcieli się zaangażować. Byłem pewien, że wygramy z Chorwacją, tym bardziej że kibice chorwaccy, z którymi mieliśmy bardzo przyjemny kontakt — wymieniłem się z nimi szalikiem — mówili: „Polacy, wygrajcie z nami, bo trzeba Niemcom dokopać”.
To samo mówił czołowy napastnik Chorwacji Darijo Srna.
Mówili otwartym tekstem, że musimy być drugą drużyną, która ma awansować z grupy. Tłumaczyli, że zagra ich rezerwowy skład. Miałem nadzieję, że nasza reprezentacja nie będzie nasłuchiwać, jaki jest rezultat spotkania Niemcy -Austria, tylko będzie grać o zwycięstwo, o cztery punkty. Tymczasem zamiast walczyć — kopała Chorwatów. Zobaczyli, że mają do czynienia z magaleszczami i strzeli nam bramkę. I oto mam żal, że już na trzecim turnieju nasza drużyna grała rolę statysty. Bo przecież miała momenty lepszej gry niż zawodnicy Engela i Janasa. Niestety tylko momenty. Jest coś złego w mentalności tych chłopaków. Zero szacunku dla kibiców. Do siebie. Powiedzą oczywiście, że chcieli wygrać. Ale widziałem ich z bliska, jak schodzili z murawy. Niezadowolenie z gry widziałem tylko na twarzy Boruca.
Beenhakker nie popełnił błędów?
Słynął w Polsce z opanowania, ale już po meczu z Niemcami był bardzo nerwowy. A po spotkaniu z Austrią powiedział, że nie mamy w ogóle szans. To był słaby tekst, zwłaszcza dla Polaków, którzy nie mają mocnej psychiki. To był błąd. Zawodnicy lecieli za Beenhakkerem jak za ojcem.
Może Holender zobaczył, że syn jest marnotrawny, a plan jego krótkowzroczny - zarobić na kontraktach sponsorskich i pojechać czym prędzej na wakacje?
Tak to wygląda.
Może sponsorzy powinni płacić po mistrzostwach?
Mogę zacytować tylko Zinadine’ Zidane’a, który nawet u szczytu kariery mówił, że ciągle chce być lepszy.
Jakie były jeszcze błędy?
Na pewno mówienie o cudzie obecności na Euro, po tym jak wspominało się o medalach. Balon był napompowany maksymalnie. Doszły sprawy narodowe. Bitwa pod Grunwaldem! Ale, reasumując, nie mam takiego doła jak po Niemczech. Podobają mi się też reakcje prasy, nie ma zbyt wielu gier frakcji PZPN-u. Nawet Grzegorz Lato powiedział, że Leo powinien zostać. Na pewno trzeba zmienić ligę. Sukces drużyny Górskiego był poprzedzony sukcesami Legii i Górnika. Potem Widzew Zbigniewa Bońka. Teraz nasze kluby dostają lanie od Łotyszów i Macedończyków.
A czy Holendrów nie było zbyt wielu w sztabie szkoleniowym?
Beenhakker jest holenderską mądralą, ale jestem za nim. Ani nas nie stać na lepszego trenera z górnej półki, ani z Polaków nikt nie przewyższa go doświadczeniem. Może Henryk Kasperczak? Ale czasu na zmiany jest mało. Dlatego trzeba wziąć się do roboty i dostać na kolejny turniej. To na szczęście stało się już obowiązkiem. Tylko, że trzeba w końcu coś pokazać. Wygrać.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA